<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	
	>
<channel>
	<title>
	Komentarze do: Film &#8222;Melancholia&#8221; &#8211; Przejmujący taniec śmierci	</title>
	<atom:link href="http://www.swiatkowski.net/film-melancholia/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.swiatkowski.net/film-melancholia/</link>
	<description></description>
	<lastBuildDate>Sun, 13 Dec 2015 22:36:10 +0000</lastBuildDate>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	
	<item>
		<title>
		Autor: Qbas		</title>
		<link>http://www.swiatkowski.net/film-melancholia/#comment-101</link>

		<dc:creator><![CDATA[Qbas]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 13 Dec 2015 10:41:41 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.swiatkowski.net/?p=725#comment-101</guid>

					<description><![CDATA[Film momentami ciężki, ale jest coś, co przykuwa. Raczej nie polecam osobom ze skłonnościami do depresji - swego czasu po obejrzeniu podobnego w wymowie &#039;Ostatniego brzegu&#039; byłem ciężko przygnębiony przez parę dni. Tu na szczęście nie ma tak drastycznie wyeksponowanej fizjologii i naturalizmu sytuacyjnego jak w klasyku fall-out, ale i tak do śmiechu nie jest. Nawet największa nuklearna rozróba jest jak wystrzał z kapiszona w porównaniu z kolizją z tak dużym ciałem niebieskim.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Film momentami ciężki, ale jest coś, co przykuwa. Raczej nie polecam osobom ze skłonnościami do depresji &#8211; swego czasu po obejrzeniu podobnego w wymowie 'Ostatniego brzegu&#8217; byłem ciężko przygnębiony przez parę dni. Tu na szczęście nie ma tak drastycznie wyeksponowanej fizjologii i naturalizmu sytuacyjnego jak w klasyku fall-out, ale i tak do śmiechu nie jest. Nawet największa nuklearna rozróba jest jak wystrzał z kapiszona w porównaniu z kolizją z tak dużym ciałem niebieskim.</p>
]]></content:encoded>
		
			</item>
		<item>
		<title>
		Autor: 35		</title>
		<link>http://www.swiatkowski.net/film-melancholia/#comment-100</link>

		<dc:creator><![CDATA[35]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 03 Apr 2013 10:55:14 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.swiatkowski.net/?p=725#comment-100</guid>

					<description><![CDATA[Uwielbiam filmy Trier&#039;a. Ten jednak zupełnie do mnie nie przymówił. Może dlatego, że sam borykam się z depresją. Nie widzę już szans wyjścia i chyba dlatego już nie czuję tej sztuki.

Zastanawiają mnie jedynie liczby pojawiające się w filmie.

Nawet oczywiste puszczenie oka do największego w mojej opinii dzieła w historii kina czyli &#039;Przełamując Fale&#039; nie zrobiły wrażenia, choć zdawałoby się iż powinny.
Może się to wydać dziwne ale jako podkład do pierwszych scen filmu widziałbym jakiś nastrojowy blues. Przypadkowo zaczynając oglądać film zamiast dźwięku ze ścieżki włączyłem blues radio myśląc, że to właściwy dźwięk z filmu. I paradoksalnie w takim zestawieniu pierwsze sceny spowodowały małe ciarki na plecach.

Jeżeli kiedykolwiek uda mi się wyleczyć z depresji obejrzę to jeszcze raz.
Naprawdę lubię eksperymenty Trier&#039;a (zawsze to było święto gdy można było zobaczyć w kinie nową jego produkcję) ale ten film nie zachwycił.
Nawet prawdziwa scena z nie mogącą wejść do wanny Justine.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Uwielbiam filmy Trier&#8217;a. Ten jednak zupełnie do mnie nie przymówił. Może dlatego, że sam borykam się z depresją. Nie widzę już szans wyjścia i chyba dlatego już nie czuję tej sztuki.</p>
<p>Zastanawiają mnie jedynie liczby pojawiające się w filmie.</p>
<p>Nawet oczywiste puszczenie oka do największego w mojej opinii dzieła w historii kina czyli 'Przełamując Fale&#8217; nie zrobiły wrażenia, choć zdawałoby się iż powinny.<br />
Może się to wydać dziwne ale jako podkład do pierwszych scen filmu widziałbym jakiś nastrojowy blues. Przypadkowo zaczynając oglądać film zamiast dźwięku ze ścieżki włączyłem blues radio myśląc, że to właściwy dźwięk z filmu. I paradoksalnie w takim zestawieniu pierwsze sceny spowodowały małe ciarki na plecach.</p>
<p>Jeżeli kiedykolwiek uda mi się wyleczyć z depresji obejrzę to jeszcze raz.<br />
Naprawdę lubię eksperymenty Trier&#8217;a (zawsze to było święto gdy można było zobaczyć w kinie nową jego produkcję) ale ten film nie zachwycił.<br />
Nawet prawdziwa scena z nie mogącą wejść do wanny Justine.</p>
]]></content:encoded>
		
			</item>
		<item>
		<title>
		Autor: Tomasz		</title>
		<link>http://www.swiatkowski.net/film-melancholia/#comment-99</link>

		<dc:creator><![CDATA[Tomasz]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 23 Jul 2011 18:54:49 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.swiatkowski.net/?p=725#comment-99</guid>

					<description><![CDATA[Na mnie film zrobił ogromne wrażenie, pozostawiając mnie po zakończeniu wbitego w fotel. Przez pierwsze 15 minut po seansie, zastanawiałem się po co właściwie została nakręcona ta pierwsza część? Wszystko zostało zawarte w drugiej, emocje, panika i opanowanie z drugiej strony. Ochrona dziecka przed ostatnimi chwilami strachu. Jednak zdałem sobie sprawę, że w pierwsza część mogłaby być osobnym filmem, gdzie problemy JUSTINE byłyby głównym wątkiem. Współczułbym jej i jej siostrze tej dramatycznej sytuacji skłóconej rodziny, tego dramatycznego wesela, które już zapowiedziało rozwód. I nagle okazuje się że te potworne problemy są zupełnie nieważne. Za chwile przestaną istnieć......
Może właśnie o to w filmie chodzi. Stwarzamy w życiu sztuczne problemy, a naprawdę ważne rzeczy nam umykają.

Film polecam każdemu, pod warunkiem, że ma czas na oglądanie. Nie nadaje się on jako dodatek do piwa i kumpli.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Na mnie film zrobił ogromne wrażenie, pozostawiając mnie po zakończeniu wbitego w fotel. Przez pierwsze 15 minut po seansie, zastanawiałem się po co właściwie została nakręcona ta pierwsza część? Wszystko zostało zawarte w drugiej, emocje, panika i opanowanie z drugiej strony. Ochrona dziecka przed ostatnimi chwilami strachu. Jednak zdałem sobie sprawę, że w pierwsza część mogłaby być osobnym filmem, gdzie problemy JUSTINE byłyby głównym wątkiem. Współczułbym jej i jej siostrze tej dramatycznej sytuacji skłóconej rodziny, tego dramatycznego wesela, które już zapowiedziało rozwód. I nagle okazuje się że te potworne problemy są zupełnie nieważne. Za chwile przestaną istnieć&#8230;&#8230;<br />
Może właśnie o to w filmie chodzi. Stwarzamy w życiu sztuczne problemy, a naprawdę ważne rzeczy nam umykają.</p>
<p>Film polecam każdemu, pod warunkiem, że ma czas na oglądanie. Nie nadaje się on jako dodatek do piwa i kumpli.</p>
]]></content:encoded>
		
			</item>
		<item>
		<title>
		Autor: Marek		</title>
		<link>http://www.swiatkowski.net/film-melancholia/#comment-98</link>

		<dc:creator><![CDATA[Marek]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 13 Jun 2011 10:54:27 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.swiatkowski.net/?p=725#comment-98</guid>

					<description><![CDATA[Film mi się bardzo podobał, jak również artykuł. Ja na początku trochę nadto chyba doszukiwałem się głębszego znaczenia już w imionach bohaterek (JUSTINE - JUST IN TIME, CLAIRE skojarzyło mi się z CLEAR - fonetycznie brzmi podobnie).
Scenę kończącą wesele odebrałem jako nawiązanie do końca świata Justine, bo straciła najważniejszych ludzi w życiu - rodzinę, męża i prace, nawet gości weselnych nie było. Jak wyszedłem z kina to się zastanawiałem nad tym, która postawa była właściwsza czy zrobić jak Justine, która wiedziała co się stanie, wydawała się prawdziwie nie ukazywać emocji i tak naprawdę nic nie zrobiła, bo wiadomo, że to bez sensu chwile przed zagładą, czy jednak pozwolić Claire posłuchać Bethovena, i napić się wina, choć to wydaje się tylko wymysłem człowieka, który w desperacji szuka odpowiedniego przeżycia chwili. Co jest właściwszym podejściem przejść przez życie prawdziwie bez emocji, czy fikcyjnie tworzyć sobie dobrą atmosferę chwil - oto pytanie, z którym zostawił mnie ten film...]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Film mi się bardzo podobał, jak również artykuł. Ja na początku trochę nadto chyba doszukiwałem się głębszego znaczenia już w imionach bohaterek (JUSTINE &#8211; JUST IN TIME, CLAIRE skojarzyło mi się z CLEAR &#8211; fonetycznie brzmi podobnie).<br />
Scenę kończącą wesele odebrałem jako nawiązanie do końca świata Justine, bo straciła najważniejszych ludzi w życiu &#8211; rodzinę, męża i prace, nawet gości weselnych nie było. Jak wyszedłem z kina to się zastanawiałem nad tym, która postawa była właściwsza czy zrobić jak Justine, która wiedziała co się stanie, wydawała się prawdziwie nie ukazywać emocji i tak naprawdę nic nie zrobiła, bo wiadomo, że to bez sensu chwile przed zagładą, czy jednak pozwolić Claire posłuchać Bethovena, i napić się wina, choć to wydaje się tylko wymysłem człowieka, który w desperacji szuka odpowiedniego przeżycia chwili. Co jest właściwszym podejściem przejść przez życie prawdziwie bez emocji, czy fikcyjnie tworzyć sobie dobrą atmosferę chwil &#8211; oto pytanie, z którym zostawił mnie ten film&#8230;</p>
]]></content:encoded>
		
			</item>
	</channel>
</rss>
