Droga i Księga ocalenia - powrót kina postapokaliptycznego PDF Drukuj Email
Oceny: / 2
KiepskiBardzo dobry 

Droga The RoadW dość niedługim przedziale czasu, Holywood zaserwował nam  dwa filmy w jakże ciekawym temacie fantastyki postapokaliptycznej. Mowa o „Księdze ocalenia” (The Book of Eli) oraz filmie „Droga” (The Road). O ile pierwszy ukazał się w polskich kinach niedługo po światowej premierze, o tyle „Droga” nie zainteresowała już dystrybutorów i podobnie jak „The Moon” ostatecznie nie weszła na nasze ekrany. Nie potrafię tego pojąć, gdyż film J.Hillcoat’a okazał się dziełem lepszym od wcześniejszej propozycji. Zaraża bowiem posępnym, mrocznym klimatem, doskonale przedstawia świat obdarty z nadziei i człowieczeństwa oraz zmusza do przemyśleń.

 

Film Księga OcaleniaKsięga ocalenia” był filmem dobrym, ze świetną kreacją Washingtona oraz jeszcze lepszą G. Oldmana oraz godnymi uwagi zdjęciami. Zwłaszcza do gustu przypadła mi muzyka A.Ross’a, która podkreślała zniszczone krajobrazy, a tułaczce głównego bohatera nadawała wręcz mistycyzmu. Przesłanie filmu i jego zakończenie zupełnie jednak do mnie nie trafiło i wychodząc z kina byłem wewnętrznie wręcz rozdarty. Podobał mi się sposób przedstawienia postapokaliptycznego świata, ale sens całej opowieści okazał się – jak to ująć – za mocno naciągany religijnie. Tematami wiary raczej nie zaprzątam sobie często głowy i może dlatego film, mający przekazać ogromne znaczenie dla człowieka Biblii, po prostu do mnie nie trafił. Cały przekaz jaki miał dać film uznałem za dość słaby, a zatem nieprzekonujący. Niestety popsuło to mocno moją ocenę filmu jako całości.

Zaczynając oglądać film „Droga” byłem wręcz pewien, że nie wywoła on u mnie dwóch różnych, sprzecznych wręcz odczuć - i nie zawiodłem się. Film oparty został na wybranych fragmentach powieści McCarthy'ego. Viggo Mortensen wciela się w rolę samotnego ojca, opiekującego się młodym synem w drodze ku poszukiwaniu pożywienia, ciepłego schronienia i „dobrych ludzi”. Droga prowadzi przez zniszczony kontynent. Co było przyczyną zniszczeń nie zostaje wyjaśnione, gdyż po prostu nie jest ważne. Zarówno dla bohaterów filmu, jak i widzów, ta wiedza nie jest bowiem potrzebna. Najważniejsze są próby przetrwania w nowej rzeczywistości i zachowania odrobiny człowieczeństwa w tym „innym świecie”, gdzie jedni ludzie ścigają, jak zwierzynę innych, a inni zmuszani są do ucieczki.

The RoadNajwiększą zaletą filmu "Droga" jest wręcz rewelacyjny klimat, podkreślany delikatnie stonowaną, prostą, nostalgiczną muzyką oraz scenografią i doskonałymi zdjęciami. Ciężkie chmury wiszą zawsze nad zniszczonym i umęczonym lądem. Świat wydaje się kompletnie wyjałowiony z kolorów – wszystko jest szare i niezwykle ponure. Bohaterowie przesuwają się po tym świecie jak cienie, grzęznąc po kostki w błocie. Niemal zawsze otacza ich grobowa cisza, nie słychać ptaków, ani szumu drzew, tylko grzmoty nadchodzącej burzy lub złowrogi pomruk trzęsień ziemi. Nie ma słońca, umiera resztka roślinności, nie ma już nadziei. Przez cały film jest niezwykle posępnie, smutnie i przytłaczająco. Przez to bardzo realnie odbieramy przedstawiony świat chylący się ku upadkowi. Brawo - filmów tak realnie przedstawiających świat po katastrofie w historii kina nie było zbyt dużo. W tym elemencie film pobił sprawiający dobre wrażenie „The Book of Eli”.

Mortensen doskonale poradził sobie z rolą. Wg mnie był w niej bardziej przekonujący niż w roli Aragorna. Jego syn (Kodi Smit-McPhee) już taki przekonujący nie był. Miał wiele momentów dobrych, ale też w wielu raził nadmierną, nazwijmy to „cukierkowatością”. Ciągłe używanie zdrobnień (np. tatusiu) było nieco irytujące, szczególnie że to wyjątkowo małe dziecko już nie jest. Jego kruchość i naiwność bardzo mocno kontrastowały z barbarzyństwem świata wokół, ale może właśnie takie było założenie reżysera.

Film absolutnie nie jest horrorem, jednak w kilku momentach naprawdę potrafi przerazić. Efekt ten nie jest uzyskiwany na szczęście tym, co widz otrzymuje na tacy. Poprzez prostą kombinację i przedstawienia kilku złowrogich symboli, jak np. dyndający hak rzeźnicki, czy umazane w krwi ślady butów oraz mrożące krew krzyki nieludzkiego wręcz cierpienia, niejednokrotnie otrzymujemy bowiem przerażający splot dźwięku i zamazanego obrazu, który mocno pobudza wyobraźnię widza. Osobiście potrzebowałem kilku minut po niektórych scenach, aby otrząsnąć się z szoku, gdyż wyobraźnię mam dość dobrze rozbudowaną.

Wadą filmu jest spłycenie wielu dylematów humanistyczno-egzystencjalnych do przewidywalnych banałów i kompromisów. Widz zawsze wie, co w danej chwili zrobi ojciec, gdyż zawsze robi to, co powinien zrobić. Autor postanowił przedstawić ojca w taki sposób, aby nie mógł on w najmniejszym stopniu podpaść oglądającym. Jego decyzje są zawsze słuszne i przewidywalne, dlatego też można się zastanawiać nad autentycznością tej postaci. Także sam upadek ludzkości, reprezentowany przez grupy uzbrojonych kanibali, jest tylko czarno-biały. Nie ma drugiego dna, ani perspektywy drugiej strony. „Droga” jest filmem niestety ze zbyt uproszczoną psychologią.

Mimo wszystko „Droga” jednak zmusza do myślenia. Widz mimowolnie wciela się w rolę ojca i zastanawia się, czy byłby w stanie zawsze podejmować tylko słuszne decyzje jak on, czy potrafiłby przyjąć decyzję żony o samobójstwie, czy też może sam wybrałby tę najprostszą drogę ku spokojowi.

Największą zaletą filmu pozostaje rzadko spotykany klimat i chociażby tylko dla niego film należy zobaczyć. Myślę jednak, że każdy widz znajdzie znacznie więcej pozytywów „The Road”. Przed oglądaniem upewnijmy się, że nie jesteśmy w nawet lekkiej depresji. „Droga” bowiem depresji nie wyleczy, lecz ją niemal na pewno pogłębi.

Moja ocena filmu to 4 na 5.

Droga (The Road) - reż. John Hillcoat;

premiera światowa: 25 listopada 2009;

oficjalna strona: www.theroad-movie.com/

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Komentarze użytkowników
Dodaj komentarz > Droga i Księga ocalenia - powrót ki... ...

Wpisz swój komentarz poniżej.

(wymagane)

(opcjonalnie)

Twój e-mail nie będzie wyświetlany na stronie.

(opcjonalnie)