Barcelona to wyjątkowe miasto, jedno z dwóch, poza Madrytem, największych i najważniejszych w Hiszpanii. Odkąd pamiętam ciągnęło mnie do stolicy Katalonii i sam do końca nie wiem dlaczego. Może to sam sentyment do Hiszpanii, może urokliwy klimat południowej, niskiej i kameralnej zabudowy, a może magia jednego z największych klubów piłkarskich, czy też w końcu niepodrabialne dzieła architektury Gaudiego? Po tygodniowym pobycie w tym mieście mogę stwierdzić, że 7 dni to nieco zbyt mało, aby poczuć klimat Barcelony i niestety za mało, aby zobaczyć wszystko, co zobaczyć się chciało. Mimo wszystko zwiedzanie miasta dostarczyło niezapomnianych wrażeń. Przedstawiam obszerną relację z tygodniowego pobytu w Barcelonie. Jest to dobry poradnik dla osób, które dopiero planują zwiedzanie stolicy Katalonii.
fZapraszam do obejrzenia zdjęć zrobionych podczas zwiedzania miasta:
Wspólnie z żonką z premedytacją odpuściliśmy wycieczki organizowane prze biura podróży. Sami zorganizowaliśmy sobie przelot, zakwaterowanie i wyżywienie. Barcelona miała być zwiedzona wg naszego planu. Chcieliśmy sami decydować, co, jak i kiedy zwiedzimy oraz gdzie będziemy się stołować. Opcja dająca więcej swobody, ale jak się okazało niestety wiążąca się ze znacznie większymi wydatkami. Barcelona jest bowiem jednym z najdroższych miast w Europie. Ale o tym jeszcze będę wspominał.
Dojazd
Nie udało nam się wykupić promocyjnych biletów lotniczych w liniach Ryanair, czy Wizzair. Ceny lotu do Barcelony i z powrotem kosztowała tam nieoczekiwanie drogo ok. 1300 zł (wraz z dodatkowym bagażem). Prócz tego loty z Wrocławia mieli tylko do Girony – niewielkiej miejscowości pod Barceloną. Zdecydowaliśmy się zatem na Lufthansę – jak się okazało lot z przesiadką w Monachium był o zaledwie 150 zł droższy, a renoma tej linii w porównaniu z tańszymi przewoźnikami jest znacznie lepsza. I odczuliśmy to w podróży – pierwszy raz w lecąc samolotem mogłem wyprostować nogi. Przekąski i picie, w dowolnej ilości, były darmowe.
Podróż do Barcelony zajęła nam kilka godzin. O 19:00 startowaliśmy z Wrocławia, w ciągu godziny byliśmy w Monachium, a tam ok. godzinne oczekiwanie i wylot do Barcelony. W stolicy Katalonii byliśmy ok. 23:30. To niefortunna pora, gdyż komunikacja miejsca działa tylko do północy, zatem zmuszeni byliśmy wziąć taksówkę. Tutaj pierwsze zaskoczenie – taksówkarz nie rozumiał nic z angielskiego i też nic po angielsku powiedzieć nie umiał. Dobrze, że mieliśmy przygotowany adres hotelu na kartce. Lotnisko od miasta oddalone jest kilkanaście kilometrów. Jechaliśmy ok. 30 minut i za ten kurs zapłaciliśmy 36 Euro, jedna z najdroższych taksówek w moim życiu... Droższa była w drodze powrotnej, gdzie w środku nocy zapłaciliśmy bagatela 41 Euro.
Hotel
Przez tydzień mieszkaliśmy w hotelu „Residencia Erasmus Gracia”, który położony jest w północnej dzielnicy La Vilade Gracia. Za „luksus” w postaci pokoju z wydzieloną łazienką i ubikacją trzeba było zapłacić ok. 38 Euro za dzień. Pokój był typowo studencki – prosty stół, łóżka, jedna, podupadająca szafa i TV. Telewizja tylko hiszpańska, ale dzięki niej obejrzałem półfinał Ligi Mistrzów – FC Barcelona vs. Inter Mediolan. Widok z okna trochę koszmarny – na sąsiedni, szary budynek, oddalony zaledwie 4-5 metrów. Często więc korzystaliśmy z rolet. Pokój był sprzątany każdego dnia, pościel zmieniana, całkiem czysto i schludnie. W pokoju były 2 gniazdka z dostępem do Internetu. Potrzebny był kabel, który można było zamówić w recepcji – kaucja to 5 Euro. Internet był wystarczająco szybki, aby sprawnie przeglądać strony WWW. Znacznie gorzej było z przesyłem informacji - można było zapomnieć o wysłaniu komuś zdjęć.
Wyżywienie w Barcelonie
Hotel oferował niesmaczne śniadania, więc lepiej było wyskoczyć do pobliskiego marketu. A tam za zestaw - chleb, masło, biały ser, 1.5l butelka wody, ketchup i jakieś ciasteczka - zapłaciliśmy 25 Euro. I taką kwotę wydawaliśmy dziennie na jedzenie, nie wliczając w to obiadu. Obiady na początku jadaliśmy w restauracjach, których jest prawdziwe zatrzęsienie, zwłaszcza przy głównych ulicach. Koszt takiego posiłku dla dwóch osób niemal zawsze przekraczał 25-30 Euro, dlatego później częściej korzystaliśmy z tańszych fast foodów.
Na jakieś wyjątkowe specjały hiszpańskiej kuchni nie udało nam się trafić. Jedzenie przeważnie nastawiona jest na turystów. Jeśli ktoś ma zamiar spróbować typowo hiszpańskich potraw powinien unikać głównych arterii i szukać kameralnych restauracji w pobocznych uliczkach. Raz nawet do takiej weszliśmy, ale dość szybko wyszliśmy. W koło sami głośni Hiszpanie, nie można zobaczyć dań, a zamawiać tylko na podstawie nazw napisanych na tablicy, z których kompletnie nic nie rozumieliśmy, to dla nas za duże ryzyko :).
Do rzeczy, które bardzo nam posmakowały musimy zaliczyć hiszpański kozi ser. Na jednym targu w dzielnicy Barri Gotic udało nam się zakupić kawał długoterminowego koziego sera, który przywieźliśmy do Polski. Nigdy w życiu nie jadłem tak pysznego nabiału. W jednej restauracji na La Rambla przed daniem głównym zaserwowano nam grzanki z grubą warstwą świeżego, puszystego koziego sera – przekąska po stokroć przebiła danie główne.
Komunikacja miejska
Dopiero będąc w Barcelonie uświadomiłem sobie, jak doskonałym środkiem lokomocji jest metro (o ile jest dobrze rozbudowane). Przez cały tydzień pobytu ani razu nie skorzystałem z autobusu – metrem można było dojechać dosłownie wszędzie w mieście i to przeważnie w czasie nie dłuższym niż 30 minut. Przy każdej stacji stoją automaty z biletami, można je kupić za gotówkę, a nawet płacąc kartą. Odradzam zakup biletów kilkudniowych, gdyż jest to nieopłacalne. Najlepszym rozwiązaniem jest nabycie biletów T10, upoważniających do 10 przejazdów. Najlepszą ich zaletą jest fakt, że można je podawać osobie wchodzącej do metra za nami. Jeden bilet może zatem obsłużyć więcej osób. Koszt takiego biletu to 7.50 Euro.
BARCELONA - CO TRZEBA ZOBACZYĆ
Park Guell
Jeden z najpiękniejszych ogrodów miasta, zaprojektowany przez Antiona Gaudiego - wybitnego architekta, któremu to Barcelona zawdzięcza swoją sławę. Park jest bardzo obszerny i obfity w roślinność. Obejmuje całe zbocze sporego wniesienia i sięga po jego szczyt. Warto poświęcić kilka godzin na dokładne obejście ogrodu. Ze szczytów rozciąga się piękna panorama zarówno całego miasta, jak i pasma szczytów oddzielających miasto od reszty lądu, łącznie ze wzgórzem Tibidabo z imponująco białym kościołem Temple Expiatori del Sagrat Cor, na którego szczycie spogląda na miasto potężna figura Chrystusa.
Największe atrakcje parku znajdują się u podnóża wzniesienia. Głównego wejścia strzegą dwa bajeczne, niczym „piernikowe”, budynki. Za nimi na schodach czyha przedziwny porcelanowy smok strzegący wejścia do „Komnaty 100 kolumn”, która z kolei podtrzymuje legendarne wężowe ławki z porcelanowej mozaiki. W tych miejscach najłatwiej spotkać muzykantów, którzy imponują profesjonalizmem. Nie tylko pięknie grają i to najróżniejsze style muzyczne, ale od razu sprzedają swoje płyty.
Na niższych poziomach parku znajdziemy również bajkowe pomosty. One jednak nie robią takiego wrażenia jak las podtrzymujących je kamiennych kolumn. Wspaniałe łuki, kolumny pod różnym kątem nachylenia, gra światła i cienia – wrażenie niezapomniane. Niestety w parku Guell zawsze napotkamy tłumy i to niezależnie od dnia tygodnia. Nic dziwnego, gdyż park ten jest wg mnie jednym z 3 najpiękniejszych miejsc w Barcelonie. Gdy będziemy kończyli zwiedzanie parku, warto wracać ulicą Av. De Sant Joseph de la Muntanya. Po prawej stronie zobaczymy klasztor, na którego dziedziniec warto wejść i docenić ciekawą architekturę budowli. Na placu można podziwiać niewielką, ale jakże klimatyczną kapliczkę.
Palau Nacional i Montjuic
U podnóża wzgórza Montjuic i przed Placa D'Espanya mieści się monumentalny Palau Nacional. Pałac Narodowy jest budowla dość bombastyczną, ale i imponującą, a to głównie za sprawą szeregu fontann, ciągnących się kilkaset metrów od Placa D'Espanya. Ich zwieńczeniem jest potężna magiczna fontanna (La Font Magica). Nad nią góruje już imponujący sztuczny wodospad, który ma chyba z 10 metrów wysokości. Stojąc pod nim wydaje się, że to z Pałacu Narodowego spływają hektolitry wody. Zanim wejdziemy do pałacu polecam spacer terenami wokół niego. Można się nacieszyć panoramą miasta i spokojem mini ogrodów.
Palau Nacional kryje tysiące dzieł sztuki. Warto zapłacić za zwiedzanie Katalońskiego Muzeum Narodowego Sztuk Pięknych. Bilety dość drogie (kilkanaście Euro), ale zwiedzania na ładnych parę godzin i wrażenia gwarantowane – wiele obrazów mnie osobiście powaliło, mimo iż jakimś zapalonym fanem sztuki malowanej nie jestem.
Na szczyt Montjuic można wjechać etapami – na stacji metra Paral.lel, przesiadamy się do kolejki linowo-szynowej. Po krótkiej jeździe przesiadamy się na kolejkę linową i wysiadamy pod twierdzą Montjuic, umiejscowioną na szczycie wzgórza. Sama twierdza nie jest imponująca, ale to właśnie tam zobaczymy najlepszą panoramę Barcelony oraz przede wszystkim portu, z zacumowanymi ogromnymi okrętami pasażerskimi. Dobrym pomysłem jest zejście od twierdzy na piechotę i zobaczenie wielu wspaniałych ogrodów na zboczach wzgórza. Znajdzie się czas na relaks i odpoczynek.
Arc de Triomf i Parc de la Ciutadela
Wysiądźmy na stacji metra nazwanej „Arc de Triomf” i przejdźmy się obok imponującego Łuku Triumfalnego, wzdłuż deptaka do cudownego parku De la Ciutadela. Po bokach deptaka i na całej jego długości kłaniają nam się rewelacyjne, zdobione lampy uliczne. Sam park jest imponujący i jeżeli planujemy się zrelaksować – to chyba najlepsze miejsce w całym mieście. Piorunujące wrażenie robi kaskada w parku, w projektowaniu której miał oczywiście udział Gaudi. Park zachwyca zielenią, uporządkowaną roślinnością, sztucznymi jeziorkami, po których można popływaj łódką i alejkami „suchych” drzew. Z przyjemnością patrzyło się również jak całe barcelońskie rodziny siadały w kole na trawniku i tak, we wspólnym gronie, spędzały czas siesty.
La Sagrada Familia
Kościół La Sagrada Familia to ikona Barcelony. Budują ją od ponad stu lat i zapewne drugie tyle jeszcze będą budować. Osobiście muszę przyznać, że kościół nie zrobił na mnie takiego wrażenia jak się spodziewałem, ale dziełem jest imponującym. Na pewno szpecące są żórawie dźwigów nieopodal głównych wież, a potworny tłum wokół kościoła, nie pozwala w spokoju delektować się szczegółami budowli. Aby dostać się za płot otaczający kościół, trzeba stać ok. 30 minut w kolejce do kas. Bilety wstępu są drogie – 12 Euro za osobę. W środku dodatkowo trzeba zapłacić 2 Euro za wjazd windą na szczyt jednej z wież i tam też będziemy z 30 minut czekać na swoja kolei. Do starszej części kościoła nie udało mi się wejść. Nowa zupełnie niczym nie imponuje – gołe tynki, zwykłe szyby zamiast witraży i ogólnie wrażenie wielkiej budowy. Cóż trzeba będzie tu wrócić, jak znikną dźwigi i wszystko zostanie dopieszczone.
Dzielnica Barri Gotic
Zdecydowanie najpiękniejsza i najbardziej klimatyczna dzielnica, jaką może się poszczycić Barcelona. Dziesiątki wąskich deptaków między kameralnymi budynkami o architekturze w iście hiszpańskim stylu – tysiące zdobionych balkoników, okna z drewnianymi okiennicami, latarnie zwisające z gracją nad głowami przechodniów – dopiero w Barii Gotic czujemy prawdziwy, romantyczny klimat Barcelony. Warto przeznaczyć cały dzień, na przechadzki urokliwymi uliczkami.
Oczywiście nie można ominąć wspaniałej katedry La Seu w centralnym punkcie dzielnicy. Niestety trafiłem na czas, kiedy główna wieża katedry była obłożona rusztowaniami, co bardzo szpeciło całą budowlę, ale rekompensatą było wejście do jej wnętrza (koszt 7 Euro). Osobiście byłem zachwycony gotyckimi, strzelistymi łukami i iskrzącymi wieloma barwami witrażami.
Budynki Gaudiego
Budowle Gaudiego są niestety trochę rozstrzelone po mieście, ale nikt nie pożałuje czasu spędzonego na ich poszukiwania. Koniecznością jest zobaczenie na własne oczy najsłynniejszych budynków Casa Mila, Palau Guell oraz Casa Battlo. Architektura z innej planety, jakby przecząca prawom fizyki – po prostu zapiera dech.
FC Barcelona – stadion Camp Nou
Z zewnątrz stadion FC Barcelony nie zrobił żadnego wrażenia - brzydka, betonowa konstrukcja. Przejście do szatki również bez rewelacji, dziury w betonie, popękane ściany – no gorzej niż w Chorzowie. Jednak za wejście na murawę warto zapłacić 17 Euro. Stadion jest ogromny i nawet ciężko mi sobie wyobrazić, jaki kocioł musi tu panować podczas meczu. Największe wrażenie zrobiła na mnie doskonała widoczność boiska i to niezależnie z jakiego poziomu spoglądałem na murawę.
Podczas zwiedzania stadionu można zobaczyć stanowiska komentatorów, szatnię piłkarzy oraz muzeum klubu, gdzie z zza szyb iskrzą do nas najcenniejsze trofea klubowe do zdobycia na świecie. Pora na zakupy, czyli Megastore Barcelony. Nie zróbcie tego błędu co ja i nic tam nie kupujcie. Jak się okazało ceny w sklepie przy stadionie są znacznie droższe niż w autoryzowanych sklepach i straganach, których całe mnóstwo na terenie miasta. I tak np. na jednej koszulce można było zaoszczędzić nawet 8 Euro!
BARCELONA - CO MOŻNA ZOBACZYĆ
Jeżeli mamy więcej czasu, na pewno warto odwiedzić tutejsze oceanarium - L'Aquarium de Barcelona i podziwiać z bliska płaszczki, rekiny, pingwiny, meduzy itd. Dużo wrażeń dostarcza 80 metrowy tunel, gdzie z 3 stron otacza nas woda, a tuż nad głowami krąży 3-metrowy rekin.
Imponująco prezentuje się Kolumna Kolumba na placu Portal de la Pau w dzielnicy portowej. Polecam spacery długimi, urokliwymi alejkami wzdłuż nabrzeża, gdzie z jednej strony mamy las masztów jachtowych, a z drugiej palmy i białe latarnie. Oczywiście przynajmniej raz zawitajmy na jedną z miejskich plaż, ale tylko aby poleżeć i się wygrzać. Długie spacery boso po brzegu są niemożliwe – nogi zapadają się nam w kującym i żwirowatym piasku – kilkanaście minut i odczuwamy wręcz ból, zatem nic przyjemnego.
Można także odwiedzić Muzeum Morskie, które jest nieduże i nie spędzimy tam dużo czasu. Muzeum wyróżnia imponująca replika pełnych rozmiarów królewskiej galery Don Juana D'Austria.
Dla osób nie zapoznanych mocno z tradycyjną hiszpańską architekturą – polecam Poble Espanyol, zamknięte miasteczko niedaleko Pałacu Narodowego, w którym na niewielkim obszarze możemy poznać szczegóły typowo hiszpańskiej zabudowy. Trzeba przyznać, że urok i klimat tego miejsca są niepodrabialne. Tam też zrobiłem najlepsze zdjęcia z całej barcelońskiej wyprawy.
Jeżeli zatęsknimy za tłumem, przejdźmy się po alei La Rambla. Ja szybko z niej uciekłem. Prócz tłumu i setek sklepików z ogólną tandetą zwaną pamiątkami - nic tam ciekawego nie znajdziemy. Im szybciej odbijemy w którąś z urokliwych, ciasnych uliczek Barri Gotic, tym lepiej. Pozytywne wspomnienie z La Rambla to wielu mimów, których pomysłowość w przebrania budziła wręcz podziw.
Zarezerwujmy sobie koniecznie kilka późnych wieczorów na zwiedzanie miasta, gdyż nabiera ono wówczas magii, którą czasami trudno dostrzec za dnia. Zwłaszcza dotyczy to dzielnicy Barri Gotic. Niezapomnianych wrażeń dostarczą nam także podświetlane wielobarwnym światłem strumienie wody fontanny La Font Magica podczas 15 minutowych multimedialnych prezentacji.
I tak doszliśmy do końca mojego mini przewodnika po ciekawym mieście jakim bez wątpienia jest Barcelona. Stolica Katalonii może nie powaliła mnie na kolana, ale ma wiele hipnotyzujących miejsc, do których miło będzie wracać we wspomnieniach.