Filmy Science Fiction 2013 roku | 25 tytułów - Podsumowanie Drukuj Email

Filmy Science Fiction 2013 SFRok 2013 przyniósł kinomaniakom ponad 20 tytułów filmów z kategorii fantastyki naukowej. To jeden z najlepszych wyników w historii kina SF. Filmy sciencie fiction w 2013 roku nie przyniosły jednak znaczącej poprawy jakości dla nurtu. Przeważały produkcje schematyczne, tworzone wg standardów dla blockbusterów i niestety nie przekazujące jakiegokolwiek przesłania. Miłośnikom prawdziwego SF nastawienie Hollywoodu na stronę wizualną wychodzi po prostu bokiem. Kolorowe i efektowne błyski na ekranie, które przytłaczają fabułę są obecnie podstawą dla kina SiFi. Ale nie ma się czemu dziwić, skoro tego typu płytkie rozwiązania przynoszą konkretne zyski dla wytwórni. Na szczęście są jeszcze dzieła, którą zasługują na uwagę i które przynoszą nadzieję miłośnikom fantastyki naukowej. W roku 2013 najlepszymi filmami SF zostały wybrane kolejno: "Europa Report", "Grawitacja" oraz "Niepamięć".
Zapraszam do obszernego podsumowania premier filmowych a.d. 2013.

FILMY SCIENCE FICTION 2013 ROKU

(na skróty - podział wg rekomendacji)

Należy zobaczyć:

EUROPA REPORT
GRAWITACJA
OBLIVION (Niepamięć)
DARK SKIES
KONGRES
UPSTREAM COLOR

Można zobaczyć:

CZŁOWIEK ZE STALI
GRA ENDERA
THE LAST DAYS ON MARS
THE PURGE (Noc oczyszczenia)
RIDDICK
STAR TREK 2: W ciemność
ELIZJUM
IRON MAN 3
PACIFIC RIM
WOLVERINE
WORLD WAR Z
IGRZYSKA ŚMIERCI:
W pierścieniu ognia


  Zdecydowanie odradzam:

U.F.O. ALIEN UPRISING
KOLONIA
1000 LAT PO ZIEMI


Brak oceny:
THE WORLD'S END
INTRUZ (The Host)
OMBIS


Komentarze >>

FILMY SCIENCE FICTION 2013 ROKU

(Opisy i trailery. Sortowanie wg rekomendacji)


 

EUROPA REPORT

OCENA: 8/10

Reżyseria: Sebasian Cordero
Scenariusz: Philip Gelatt
Premiera: 2 sierpnia 2013 (świat)

Fabuła: Grupa sześciu astronautów udaje się w misję zbadania jednego z księżyców Jowisza – Europy. W głębinach oceanów księżyca, spowitych szczelnie lodem, czai się życie. COŚ zostanie odkryte i COŚ wejdzie w bliskie relacje z członkami ekspedycji. Astronauci będą zmuszenii do pokonywania kolejnych barier i dokonania ogromnych poświęceń, aby zakończyć misję sukcesem.

Opinia: Prawdziła perełka dla miłośników kina hard science-fiction! Film nawiązuje do takich klasyków kina SF jak "Odyseja kosmiczna 2001" i "2010". Każdy fan gatunku ma w pamięci ostatnie sceny z "Odysei", w których ludzkość otrzymuje przekaz:
"All these worlds are yours, except Europa. Attempt no landing there. Use them together. Use them in peace".
Nie tylko Arthur C. Clarke twierdził, że na spowitym lodem księżycu Jowisza może istnieć życie. Wielu naukowców jest podobnego zdania. Gruba warstwa lodu może skrywać pod sobą wodę w stanie ciekłym, co w naturalny sposób sprzyja powstawaniu życia.
Twórcy filmu "Europa Report" bardzo ściśle współpracowali z NASA oraz całą rzeszą specjalistów od eksploracji kosmosu. Efekt tej pracy jest wyjątkowy, gdyż otrzymujemy film niezwykle realistyczny z naukowego punktu widzenia. Film ma swoje wady, nieco odbiega poziomem od podobnych produkcji z lat 80-tych, jednak obecnie podobnych dzieł o eksploracji kosmosu jest jak na lekarstwo i trzeba cenić to, co się ma. Szczególnie, że "Europa Report" wg mojej opinii jest najlepszych filmem SF 2013 roku.
Zapraszam do mojej obszernej recenzji filmu - recenzja filmu Europa Report.

Europa Report



GRAWITACJA 3D (Gravity)

OCENA: 7/10

Reżyseria: Alfonso Cuarón
Scenariusz: Jonás Cuarón, Rodrigo García, Alfonso Cuarón
Premiera: 11 października 2013 (Polska); 3 października 2013 (świat)

Fabuła: Dość klasyczny obraz o próbie ratowania astronautów, którzy utknęli na orbicie planety. Wszystko przez przypadkowe zniszczenia stacji orbitalnej w wyniku zderzenia z zabłąkanym satelitą. Dwójka ocalałych astronautów musi znaleźć sposób, aby wrócić na Ziemię. Tymczasem pogrążają się w otaczającej pustce.

Opinia: Najnowszy film Alfonso Cuaróna na długo zapisze się złotymi zgłoskami w historii filmów z akcją w Kosmosie. "Grawitacja" jest bowiem audio-wizualnym majstersztykiem. Właściciele sal kinowych, tylko na potrzeby emisji "Grawitacji", powinni zamontować pasy bezpieczeństwa przy fotelach. To rozrywka niczym rollercoaster!
Można jedynie żałować, że oprócz przełomowych efektów wizualnych w 3D, jakich nie widzieliśmy od czasów "Avatara", film nie potrafi zaoferować nic więcej. Trywialna, schematyczna fabuła z przewidywalnym zakończeniem odbiera tej produkcji potencjał, aby stać się małą „Odyseją kosmiczną” XXI wieku. Gdyby tylko nakazano aktorom milczenie i przekazanie odczuć jedynie za pomocą mimiki, otrzymalibyśmy dzieło niemal wiekopomne. Tak się niestety nie stało, niemniej "Grawitacja" zasługuje na duże wyróżnienie.
Zapraszam do mojej obszernej recenzji filmu: Film Grawitacja - Recenzja

Grawitacja - Gravity


OBLIVION (Niepamięć)

OCENA: 7/10

Reżyseria: Joseph Kosinski
Scenariusz: Joseph Kosinski, William Monahan, Karl Gajdusek, Michael Arndt
Premiera:  19 kwietnia 2013 (Polska); 10 kwietnia 2013 (świat)

Fabuła: W przyszłości Ziemia zostaje zaatakowana przez obcą rasę. W efekcie wojny ewakuowano powierzchnię planety, która nie nadaje się już do życia. W wyniku katastrofy na powierzchni planety rozbija się tejemniczy statek kosmiczny. Główny bohater, Jack – w którego rolę wciela się Tom Cruise - znajduje we wraku kobietę. To początek wydarzeń, które wystawią światopogląd Jacka na poważną próbę.

Opinia: Jedna z bardziej udanych produkcji SF w 2013 roku. Włodarze wytwórni Universal uznali scenariusz "Obliviona" za jeden z najpiękniejszych z jakimi się kiedykolwiek zetknęli. Po premierze filmu częściowo można przyznać im rację. Cała historia jest bardzo spójna, a nagłe zwroty akcji mogą zaskoczyć niejednego fana gatunku SF.
Film zasługuje na danie mu szansy. Zwiastun sugeruje, że fabuła budowana była w taki sposób, aby zaskoczyć w końcówce widza. Najpierw przedstawia się świat przyszłości wraz z realiami życia w takich, a nie innych warunkach – tylko po to, aby później zachwiać wszystkim w posadach i postawić na głowie. Czyż taki zabieg nie jest esencją kina science-fiction? Zapraszam do obszernej recenzji filmu, którą można znaleźć TUTAJ

Niepamięć - Oblivion


KONGRES

OCENA: 6/10

Reżyseria i scenariusz: Ari Folman
Premiera: 16 maja 2013 (Świat);  13 września 2013 (Polska)

Fabuła: "Kongres" jest luźno oparty na motywach opowiadania S. Lema "Kongres Futurologiczny". Aktorka Robin Wright gra samą siebie. Mieszka z dwójką dzieci na ranczo, z dala od cywilizacji, kiedy wielkie hollywoodzkie studio zwraca się do niej z niezwykłą propozycją "zeskanowania", co pozwoli aktorce zachować wieczną młodość na ekranie. Decyzja, którą podejmuje aktorka, okazuje się początkiem jej podróży przez świat przyszłości, w którym potężne studia filmowe i koncerny farmaceutyczne oferują totalne formy rozrywki, manipulując ludzką świadomością.

Opinia: "Kongres" jest filmem przedziwnym, ambitnym, odważnym, surrealistycznym i wchodzi człowiekowi głęboko w pamięć. To jeden z tych filmów, których nie da się nigdy zapomnieć po jednym obejrzeniu.
Jest to film skierowany do bardzo wąskiej grupy widzów - miłośników SF, gdzie fabuła jest ważniejsza niż wartka akcja i efekty specjalne; do widzów, którzy nie wyjdą z kina gdy w filmie fabularnym zobaczą długie sceny animowane. A w "Kongesie" tych animowanych scen jest naprawdę dużo - zajmują ok. 2/3 całego czasu filmu. To długo, bardzo długo i niestety za długo.
Animacje są specyficzne, robione dość prostą kreską w europejskim stylu. Do japońskich Mangi czy Anime, nie można tutaj porównywać, niemniej na wyróżnienie zasługują piękne tła. Te nieco surowe animacje są przepełnione tak niepodrabialnym klimatem, że potrafią zahipnotyzować. Eksplozja barw, surrealistycznych wizji, które przedstawiają szalony świat iluzji, czy też potężnych halucynacji - sprawia, że świat wyobrażeń jest nad wyraz oryginalny. Animacje świetnie oddzielają świat realny od świata marzeń. To dzięki nim otrzymujemy obraz, przy którym "Matrix" wydaje się zaledwie śmieszną opowiastką.
Akcja filmu jednak zbyt długo rozgrywa się w bajkowym świecie, co może zmęczyć i znudzić każdego widza. Pokazane przygody głównej bohaterki w trybie animacyjnym nie są specjalnie wciągające, element romansu zupełnie niepotrzebny. Można to było skrócić o przynajmniej 15 minut i wrażenie byłoby bardziej pozytywne.

Najmocniejszym i najbardziej pozytywnym elementem filmu są jednak sceny fabularne z żywymi aktorami. Świetny wątek "skanowania", pochylenie się nad problematyką aktorstwa i przyszłości całego tego ustrojstwa - po prostu jest fenomenalnie przedstawiony, jak i zagrany. Ogromną przyjemnością było oglądać kwestie wypowiadane przez Harvey'a Keitela, czy rewelacyjnego Danny'ego Hustona. Robin Wright, która grała samą siebie, jakoś mnie nie zachwyciła.

Czy film ma wady? Oczywiście - to zbyt wiele scen animowanych, których można było uniknąć i niestety - co jest częste przy ekranizacjach powieści i opowiadań - nadmierne spłycenie całej historii. Tak, w kilku elementach film jest wręcz banalny i niestety bardzo płytki. Niezbyt udało się twórcom przekazać odczucia głównej bohaterki, zarazić widza jej sposobem odbierania rzeczywistości. Zwłaszcza druga połowa filmu kuleje w tym elemencie. Widz jakoś nie może wczuć się w rolę bohaterki. Kulminacją jest tutaj ostatnia scena, która powinna wzruszyć ... ja nie czułem zupełnie nic, wzruszyłem owszem .. ale ramionami ;). Z poczuciem takiej właśnie pustki wyszedłem z kina ... czegoś tutaj zabrakło.
Podsumowując - chwała twórcom, że porwali się na adaptację tak trudnego tematu wielowymiarowości i udało im się uzyskać efekt naprawdę niezły, co rzadko się zdarza w tej tematyce. Dzięki "Europa Report" i "Kongresowi" wierzę, że prawdziwe kino SF nie umrze. Będzie rzadkie, ale będzie, a nie odejdzie w zapomnienie.

Kongres


GRA ENDERA (Ender's Game)

OCENA: 6/10

Reżyseria: Gavin Hood
Scenariusz: Gavin Hood
Premiera: 1 listopada 2013 (świat i Polska)

Fabuła: Ekranizacja kultowej powieści Orsona Scotta Carda pod tym samym tytułem. Mamy rok 2070. Mija właśnie 40 lat po zapobiegnięciu pierwszej inwazji owadopodobnych obcych. Ludzie stoją w obliczu kolejnej inwazji. Władze w sekrecie prowadzą rygorystyczny nabór najzdolniejszych dzieci i szkolą je w odciętej od świata orbitalnej szkole bojowej. Cała nadzieja ludzkości spoczywa w rękach najzdolniejszego chłopca - Andrew Wiggina (Ender), który ma poprowadzić ziemską flotę ku wrogim planetom. Mentorem chłopca staje się weteran poprzedniej wojny z Robalami - Mazer Rackham.

Opinia: Jeżeli ktoś jeszcze nie czytał książki - niech zrobi to koniecznie przed obejrzeniem filmu! Ekranizacja bardzo, ale to bardzo spłyciła całą historię i obdarła ją z psychologicznej głębi, głębi tak ważnej w przypadku powieści. Książka miała ten ogromny atut uniwersalności - ekscytowała niezmiernie zarówno dorosłych, jak i dzieci. Film natomiast może już ekscytować tylko dzieci.
Twórcom trzeba jednak oddać chwałę, że nie udziwnili fabuły, że trzymali się książkowego GPSa bardzo wytrwale i zaliczyli każdy ważny punkt na fabularnej mapie. Trzeba docenić sprawną rękę twórców, gdyż zdjęcia, efekty, montaż, ścieżka dźwiękowa - stoją na bardzo przyzwoitym poziomie. Nawet gra aktorska spełnia oczekiwania, czego można było się obawiać z tyloma młodymi aktorami na ekranie.
Mimo obdarcia z głębi, mimo pominięcia wielu wątków powieści - film można pochłaniać scena po scenie. Fabuła powieści jest świetna i wciąga niemiłosiernie. Ten sam efekt otrzymujemy w ekranizacji. Na "Grze Endera" po prostu nie można się nudzić.

Niestety istotną wadą filmu, rzutującą dość mocno na jego całościową ocenę, jest wyjałowienie emocjonalne. Dość dokładne przedstawienie całej fabuły i próbowanie upchnięcia jej w niespełna 2 godzinach trwania seansu odbiło się niekorzystnie na właśnie doznaniach emocjonalnych widza. Film pędzi jak szalony, widz nie ma czasu na kontemplowanie scen, zastanawianie się nad przesłankami kolejnych trudnych wyborów samego Endera, jak i jego przełożonych. Nie ma tutaj czasu na uczucia, emocje i szukanie głębi, elementów które zdecydowały o ogromnym sukcesie powieści. Film się kończy, kubeł popcornu do śmieci i w sumie nic więcej. Książka zostawiała rysę i powód do przemyśleń, film absolutnie tego nie robi.

Możemy tylko żałować, że postanowiono skrótowo przedstawić walory książki. Z tego mogła powstać wspaniała trylogia, gdyby ambitny reżyser próbował przemycić głębię powieści. Ale trzeba być realistą - w obecnych czasach powstanie takiej trylogii byłoby nierealne. Należy zatem się cieszyć, że powstała adaptacja możliwie najwierniejsza książce, bez udziwnień i przeinaczeń, jakie doświadczyliśmy chociażby w ostatniej próbie podejścia do "Solaris".


Gra Endera


IGRZYSKA ŚMIERCI: W pierścieniu ognia (Hunger Games: The Catching Fire)

OCENA: 6/10

Reżyseria: Francis Lawrence
Scenariusz: Simon Beaufoy, Michael Arndt
Premiera: 22 listopada 2013 (świat i Polska)

Fabuła: Kontynuacja dość przeciętnego filmu „Igrzyska śmierci”, który zawitał na ekrany w 2012 roku. Po zwycięstwie w 74. Głodowych Igrzyskach, Katniss i Peeta udają się na obowiązkowe Tournee Zwycięzców. Choć zuchwale złamali reguły rozgrywki, w glorii zwycięstwa odwiedzają kolejne dystrykty. Dowiadują się o fali zamieszek, do których przyczynił się ich niebywały wyczyn. Prezydent Snow stara się zlikwidować przyczynę zamieszek i decyduje się do organizacji jubileuszowych, 75. Igrzysk, w których dawni zwycięzcy będą musieli stanąć przeciw sobie. "W pierścieniu ognia" to druga część bestsellerowej trylogii autorstwa Suzanne Collins.

Opinia: W sieci krąży wiele opinii na temat tego cyklu - i to przeważnie skrajnych - jedni są zachwyceni, inni film mocno krytykują lub też go ignorują, mając świadomość do jakiego wiekowo widza jest skierowany. Dodam może, że cyklem "Igrzyska Śmierci" zachwyceni są przeważnie młodsi widzowie. Ja jeszcze nie tak dawno temu należałem do tej ostatniej grupy - i to nie tylko z powodu mojego wieku ;).
Przypadek sprawił, że pierwszy film z cyklu jednak zobaczyłem. I jak się okazało - nie było tak źle. Całkiem ciekawa i oryginalna fabuła, film dobrze zrobiony. Nie licząc paru dennych scen na miarę prawdziwego romansidła dla nastolatków - był to całkiem przyzwoity film.

Dlatego też skusiłem się ostatecznie do obejrzenia części następnej i znów pozytywnie się zaskoczyłem. W filmie mamy dobrze przedstawiony i brutalny świat przyszłości, niesprawiedliwy podział na klasy, uciskanych, dyktaturę i osoby zmuszane do ogromnych poświęceń wbrew swojej woli oraz oczywiście odrobinę nadziei na upadek systemu. Romans gdzieś zanika, ginie w tle, w ogóle się go nie zauważa. Parę dennych scen i tekstów wybitnie wprowadzonych dla nastoletniego widza - da się spokojnie zdzierżyć (podobnie jak było w przypadku H. Pottera). Naprawdę otrzymujemy całkiem przyzwoity film, który przyjemnie się ogląda i który zmusza do emocji, a zatem jest już o niebo lepszy (przynajmniej w tym elemencie) od takiej jałowej "Gry Endera". Druga część cyklu jest wyraźnie lepsza od części pierwszej i staje się bardziej uniwersalna - powinni docenić ją nie tylko młodsi, ale również starsi widzowie. Jeżeli ten trend zostanie zachowany, część trzecia - zapowiadana na koncówkę 2014 roku - może na dłużej pozostać w pamięci każdego miłośnika dobrego kina.

Nie sądziłem, że kiedykolwiek to powiem, ale bardzo chętnie obejrzę część następną. Kto ma uprzedzenia do tych produkcji - warto się przełamać, ja nie żałuję.

Igrzyska Śmierci: w pierścieniu ognia


DARK SKIES

OCENA: 6/10

Reżyseria i scenariusz: Scott Charles Stewart
Premiera: 21 luty 2012 (świat); w Polsce do obejrzenia na DVD

Fabuła: Film opowiada historię pewnej, zwykłej amerykańskiej rodziny, która stara się przetrwać chwilowy kryzys – zarówno finansowy, jak i psychiczny. Mąż (Daniel Barrett) ma poważne problemy ze znalezieniem pracy, co przekłada się na zgrzyty we wzajemnych relacjach z innymi członkami rodziny – dwoma synami i żoną (Lacy). Ciężki moment dla rodziny potęgują jeszcze przedziwne zdarzenia, które zaczynają mieć miejsce w jej domu niemal każdej nocy. Początkowo bagatelizowane ingerencje w dom państwa Barrettów, brane za zwyczajne włamania, nabierają niepokojącego znaczenia w momencie, gdy młodszy z synów przyznaje się do kontaktów z tajemniczą postacią – jak łatwo się domyślić - obcym.

Opinia: Film Dark Skies bardzo pozytywnie zaskakuje. To nadspodziewanie udane kino grozy w tematyce science-fiction, budowane wprawdzie według utartych schematów, ale dostarczające wielu pozytywnych doznań.
Do jego mocnych stron należy zaliczyć nie tylko specyficzny, mroczny klimat, naprawdę świetne ujęcia kamery, czy mrożącą krew w żyłach muzykę, ale przede wszystkim duże napięcie - wiszące gdzieś w powietrzu przez większą część trwania filmu.
Pełną recenzję filmu można poczytać tutaj: Film Dark Skies recenzja

Dark Skies



UPSTREAM COLOR

OCENA: 6/10

Reżyseria i scenariusz: Shane Carruth
Premiera: 13 stycznia 2013 (świat); brak premiery w Polsce.

Fabuła: Film opowiada o mężczyźnie i kobiecie uwikłanych w życiowy cykl niestarzejącego się organizmu. Tożsamość staje się dla nich złudzeniem, gdy spróbują uporządkować luźne fragmenty swoich rozbitych życiorysów. Wszystko zapoczątkowuje zainfekowanie bohaterki niezwykłym robakiem, którego efekt obecności w ludzkim organiźmie można porównać do działania "tabletki gwałtu". Powikłania są jednak nieoczekiwane, a cała sprawa znacznie bardziej skomplikowana.

Opinia: Twórcą filmu jest Shena Carruth, który zdobył rozgłos tytułem „Primer” („Wynalazek”) - dzieło  przyprawiające o ból głowy najbardziej zagorzałych fanów gatunku.
„Upstream Color” jest intrygującym kinem SF, przypomina kostkę rubika, której nie da się do końca ułożyć. Nie jest skierowany do każdego widza. Miłośnicy takich filmów, jak "Mulholland Drive" czy "Zagubiona autostrada", powinni czuć się doskonale, próbując sklecić w całość zawiłości "Upstream Color". Film Burnsa jest niezwykły, pełen symboliki i skrzętnie skonstruowanych obrazów. To jeden z tych filmów, który może mieć tyle interpretacji, ile widzów go obejrzy.
Należy docenić stronę techniczną filmu, dość nietypową i minimalistyczną muzykę oraz doskonałe zdjęcia. Jednak film zostawia spory niedosyt, czegoś w nim brakuje i sam do końca nie wiem czego. Może jasnego i wyrazistego przesłania, a może samej treści? Pozostawia po sobie jakby poczucie pustki. W takim "Mulholland Drive" mogliśmy docenić chociażby parę doskonałych scen i świetną grę aktorką. "Upstream Color" jest wyciśnięty z uczuć - ogląda się go niczym dziwną projekcję zza szyby. Wciąga, ale nie elektryzuje. Może to celowy zabieg reżysera, niemniej ten element zdecydował, że film otrzymał ode mnie zaledwie szóstkę.

Upstream Color


THE LAST DAYS ON MARS

OCENA: 5/10

Reżyseria: Ruairi Robinson
Scenariusz: Clive Dawson
Premiera: 20 maja 2013 (Świat)

Fabuła: Podczas zbierania próbek na Marsie członek załogi Tantalus odkrywa dowód bakteryjnego życia. Rozpoczyna to szereg wydarzeń, które mocno utrudnią naukowcom planowany powrót na Ziemię.

Opinia: Film ma swój oryginalny klimat, w dobry sposób utrzymuje dramaturgię, ale niestety od strony fabuły - "The Last Days On Mars" zalicza spektakularną porażkę. Napisana wg schematu, łatwo przewidywalna i niestety bardzo, bardzo nielogiczna, z całą rzeszą pseudonaukowych głupot - inaczej tego nie można nazwać.
Film ma jednak swoje mocne strony. Mowa np. o pierwszych 20-30 minutach jego trwania. Wprowadzenie do historii jest naprawdę przedniej klasy - bohaterowie są wyraziści, relacje między nimi wiarygodne i wciągające, obraz codziennej pracy na Marsie - świetnie zaprezentowany. Widz bardzo szybko i gładko wciąga się w atmosferę życia na czerwonej planecie. Po pierwszych scenach filmu wydawało mi się, że będę przeżywał kolejny, udany i wiarygodny naukowo film o eksploracji kosmosu, niczym "Europa Report". Jednak to było tylko złudzenie. Czar pryska zupełnie po 30 minutach i zaczyna się podrzędny thriller z elemenatmi horroru, gdzie główną rolę gra "ikona popkultury".
Na plus filmu należy zaliczyć świetne zdjecia oraz rewelacyjny podkład muzyczny, który wzmacnia wrażenia i buduje klimat, niczym w takim filmie jak np. "Moon". Warto nabyć soundtrack.

The Last Days On Mars


THE PURGE (NOC OCZYSZCZENIA)

OCENA: 5/10

Reżyseria i scenariusz: James DeMonaco
Premiera: 31 maja 2013 (świat); 7 czerwiec 2013 (Polska)

Fabuła: W niedalekiej przyszłości przedstawiciele nowego ustroju politycznego ("The New Founding Fathers of America"), wprowadzają stan wojenny. W ten sposób pragną kontrolować epidemię przemocy i przestępczości. Dodatkowym elementem mającym przywrócić równowagę jest wprowadzenie eksperymentu, nazwanego „Czystką”. Wg jego założeń 3 razy w roku przez 12 godzin – morderstwa stają się całkowicie legalne dla każdego obywatela.

Opinia: Pomysł wydawał się świetny, aby przedstawić efekt „owczego pędu” otępiałego społeczeństwa. Mogła być to również wspaniała materia pod dobre kino psychologiczne z science-fiction w tle. Niestety twórcy skupili się jedynie na pokazaniu eskalacji przemocy, zamiast spróbować przedstawić drugie dno. Film nieco ratuje dobra obsada i E.Hawke, który nadal jednoznacznie kojarzy mi się z rewelacyjnym filmem „Gattaca”. Małym plusem jest końcówka, która może zaskoczyć niejednego widza. Niemniej zamiast ambitnego SF otrzymujemy jedynie zwykły thriller, w dodatku napisany wg schematu. To za mało, aby łatwo polecić ten film. Niemniej to dość przyzwoita rozrywka.

Noc oczyszczenia - The Purge


RIDDICK

OCENA: 5/10

Reżyseria i scenariusz: David Twohy
Premiera: 6 września 2013 (świat)

Fabuła: Riddick nie decyduje się przewodzić potężnym Necromongers i oddaje władze Lordowi Vaako. Wyrusza w podróż ku poszukiwaniu swojej rodzinnej planety Furya. Riddick uwielbia wpadać w kłopoty, ktoś go zatem zdradzi i zostawi na pastwę losu na zdewastowanej planecie. A że radzić samemu Riddick bezapelacyjnie umie, zatem tutejsze stwory, jak i łowcy nagród nie mają wielkich szans.

Opinia: Byłen pewien, że twórca dwóch poprzednich części oraz takich filmów jak "Impostor", czy "Wyspa strachu", zapewni odpowiedniej jakości rozrywkę, aby każdy wyszedł z kina zadowolonym. Niestety "Riddick" nieco rozczarowuje i odbiega jakościowo od pozostałych części trylogii o "twardzielu nie z tej Ziemi". Niemniej hołd kultowej już postaci został złożony w odpowiedni sposób i jego fani powinni być zachwyceni. Zapraszam do pełnej mojej recenzji filmu: Film Riddick - recenzja.

Riddick


STAR TREK 2: W CIEMNOŚĆ (StarTrek 2 - Into Darkness)

OCENA: 5/10

Reżyseria: J.J. Abrams
Scenariusz: Alex Kurtzman, Damon Lindelof, Roberto Orci
Premiera: 31 maja 2013 (Polska);  17 maj 2013 (USA)

Fabuła: Załoga Enterprise zostaje wezwana na Ziemię, która przeżywa wielki kryzys. Gwiezdna Flota jest bliska rozpadowi i nikt nie umie powstrzymać terroru niszczącego organizacje od jej środka. Kapitan Kirk wyrusza na misję pojmania człowieka dysponującego bronią masowej zagłady. Znani nam bohaterowie zostają rzuceni w wir epickiej rozgrywki na śmierć i życie, która zachwieje filarami najmocniejszych przyjaźni i miłości.

Opinia: Twórcy odpowiedzialni również za poprzednią i bardzo dobrze przyjętą część Star Treka, zagwarantowali dzieło, które jakościowo nie odbiega zbytnio od wcześniejszej części. Niestety nie można powiedzieć, że jest lepsze. Otrzymaliśmy wartką akcję, pseudo-dramaturgię i dużą, bardzo dużą ilość efektów specjalnych. Nowy Star Trek na dużym ekranie znów nie udźwignął ciężaru seriali i nie sprostał ogromnym oczekiwaniom fanatyków sagi. Nowy film miał potencjał, który został zmarnowany i wręcz przytłoczony efektownymi błyskami. Film trwał o 40 minut za długo. Przez 2/3 jego trwania twarze widzów oblewały kolorowe błyski eksplozji, strzałów fazerów, fleszy reaktorów, wybuchy silników oraz sztuczne iskierki w niebieskich oczach bohaterów. Było tak kolorowo i "eksplozjodycznie", że mogło to przyprawić o wymioty. Jakby widz uczestniczył w jakieś szalonej grze video. Kolorowość filmu przytłaczyła fabułę.

Fabuła jednak nie jest banalna, na swój sposób nawet interesująca i widz, mimo że doskonale wie jak to się skończy, chce to zakończenie zobaczyć. Nie zwraca się dużej uwagi na pewne nielogiczności. Żartobliwe teksty bohaterów, spełniają swoją rolę i rozluźniają atmosferę, a nawet są czasami zabawne. Akcji jest całe zatrzęsienie, są również piękni ludzie, zarówno panie jak panowie mają na czym oko zawiesić. Mamy elementy opery mydlanej i wielu dwuznacznych scen między Spokiem a Kirkiem.

Parę niepotrzebnych wątków oraz sztuczne pompowanie dramaturgii nie są w stanie przyćmić rozrywkowego charakteru nowego Star Treka. Jeżeli komuś spodobała się część poprzednia, to będzie zachwycony kontynuacją. Jeżeli ktoś należał do sceptyków - nowa odsłona ST w żaden sposób go nie przekona.
Osobiście jestem zawiedziony, że kultowa saga, w której często padały pytania o to, czym jest człowieczeństwo - teraz zostaje zamieniona w popkulturowe kino akcji, ładne lecz puste i bez żadnego przesłania.

Star Trek w ciemności



CZŁOWIEK ZE STALI (Man of Steel)

OCENA: 4/10

Reżyseria: Zack Snyder
Scenariusz: David S. Goyer
Premiera: 21 czerwca 2013 (Polska);  14 czerwca 2013 (świat)

Fabuła: Nowe podejście do historii dziecka zesłanego na Ziemię z niszczejącej planety Krypton i adoptowanego przez wiejską rodzinę mieszkającą w Kansas. Dorastający chłopiec stopniowo odkrywa swoje niewiarygodne zdolności. Ukrywa je jednak przed światem. Stara się wieść w miarę normalne życie, skrywa się pracując jako dziennikarz w „Daily Planet”. Atak na Ziemię wszystko jednak zmienia. Młodzieniec ujawnia się jako Superman i postanawia bronić swojego nowego domu.

Opinia: Reżyser filmów „300” oraz „Watchman: Strażnicy”, scenarzysta odpowiedzialny za scenariusz „Mrocznego rycerza” oraz serialu „Flashforward”, a także produkcja Christophera Nolana - reżysera nowej trylogii „Batmana” i „Incepcji” – miały być bardzo dobrą zapowiedzią dzieła co najmniej godnego uwagi. Póbowano zaskoczyć, stworzyć coś niebanalnego, ale niestety film zawodzi.

Nowy "Superman" ma swoje mocne strony. Prócz piorunująch efektów specjalnych, wyróżnić należy pierwsze ok. 20 minut filmu, podczas których poznajemy historię upadku planety Krypton. Sposób kreacji obcego świata i budowania napięcia między głównymi bohaterami, a także całej otoczki tej wciągającej historii - jest fenomenalny i jakby namaszczony ręką geniuszu Nolana. Znów historia wciska widza w fotel niczym najlepsze sceny "Mrocznego Rycerza". Dodatkowo mamy tu jeszcze Science-Fitcion przez duże S, a nie powiastkę o super bohaterach. Obcy świat jest niezwykle realistyczny i dopieszczony w każdym szczególe. Zaprezentowana technologia obcych to wiarygodne high-tech. Brawo za pomysłowość twórców.

Niestety na tym pozytywy tej produkcji się kończą, a cała reszta filmu stopniowo gubi wszystkie powyższe zalety. Jakość filmu spada po równi pochyłej. Robi się patetycznie aż do bólu. Zaczynają się masowe nielogiczne zachowania bohaterów, którzy wymieniają zdania między sobą, jakich nie powstydziłby się nie jeden przedszkolak. Geniusze i najwybitniejsi naukowcy na planecie muszą wszystko, co się dzieje na ekranie, wytłumaczyć widzowi, jakby ten nie miał podstawowej wiedzy wyciagniętej ze szkoły i nie wiedział co widzi. Im dłużej trwa film, tym fabuła dramatycznie spłyca się do schematów znanych z gier - jakieś przerywniki, aby coś się działo, a na końcu konfrontacja finalna, czyli potyczka z bosem.
Twórcy mocno przesadzili również z efektami, które wręcz męczą oczy widza i tak mocno przysłaniają fabułę, że po wyjściu z kina człowiek zastanawia się, co właściwie widział. Mamy prawdziwy "Big Bang" na ekranie, który przyprawia o "dystorsję" obie gałki oczne.
Z wielką uglą zobaczyłem napisy końcowe, a z kina wyszedłem po prostu zmęczony. Pozostaje jedynie żałować, że tak świetny potencjał z początku filmu został zmarnowany i stłamszony w dalszej części jego trwania.

Człowiek ze stali

ELIZJUM (Elysium)

OCENA: 4/10

Reżyseria i scenariusz: Neill Blomkamp
Premiera: 16 sierpnia 2013 (Polska); 8 sierpnia 2013 (świat)

Fabuła: W roku 2154 ludzkość podzielona jest na klasy: bogaci żyją sobie spokojnie i dostatnio na stacji kosmicznej. Reszta egzystuje na dość zrujnowanej i mocno przeludnionej Ziemi. Mamy panią Sekretarz (J. Foster), która stara się przestrzegać praw starego porządku i chroni stację od chaosu na Ziemi. Ale Ziemianie pragną wyrwać się ze zniszczonego podwórka i przenieść się do raju stacji. I tu pojawia się bohater (Matt Damon), który musi zrealizować misję. Od jej sukcesu zależą dalsze losy zarówno Ziemi, jak i jej mieszkańców oraz przede wszystkim samej stacji kosmicznej, zwanej "Elysium".

Opinia: Nowy film Neilla Blomkampa (wcześniej reż. "Dystrykt 9") zapowiadany był jako największy hit 2013 roku - stanowczo niesłusznie. "Elizjum" ma wiele elementów wakacyjnego blockbustera - efekty specjalne za miliony $, dobra obsada, jasny rozdział na tych dobrych i złych, wybitna jednostka walcząca za jedyną słuszną sprawę, banalne zwroty akcji oraz zatrzęsienie nielogiczności fabularnych, które w ostatecznym rozrachunku odbierają przyjemność z odbioru filmu jako produkcji SF.
Niemniej reżyser, poprzez blockbusterową otoczkę, stara się przemycić widzowi trudną tematykę - drastyczny podział społeczeństwa na dwa diametralnie różne światy oraz degenerację takich wartości, jak szacunek do ludzkiego życia, współczucie, czy nawet sprawiedliwość. Mamy zatem elementy dobrze znane już z „Dystryktu 9”, zostały one powielone zbyt dokładnie i jednocześnie za mocno przysłonięte typowo hollywoodzką otoczką.
Postacie są czarno-białe, wszystko jest klarowne i przewidywalne. Najlepszą część filmu stanowi jego pierwsze 30 minut, gdzie zostajemy stopniowo wprowadzani w świat przyszłości. Gdy zaczyna się właściwa akcja i zostajemy przytłoczeni destrukcją, człowiekowi przechodzi ochota do oglądania filmu. Przynajmniej osobiście mało interesowało mnie jak ta historia się skończy (pomijam fakt, że od samego początku wiadomo było jak się skończy).
Blomkamp zaserwował nam ładnie wyglądający, ale jednak odgrzany kotlet, który - mimo dużych starań reżysera – jednak przechodzi przez widza jak woda. Nie zdążyłem nawet opuścić kina, a już nie pamiętałem na jakim filmie właściwie byłem.

Elizjum




IRON MAN 3

OCENA: 4/10

Reżyseria: Shane Black
Scenariusz: Drew Pearce, Shane Black
Premiera: 10 maja 2013 (Polska); 24 kwietnia 2013 (świat)

Fabuła: To już trzecia odsłona przygód wynalazcy Tony’ego Starka, wykorzystującego swój ultranowoczesny kombinezon bojowy do ochrony świata i własnych interesów. Bohater nie ma lekkiego życia – jego świat właśnie się zawalił w wyniku działań wroga. Stark zmuszony jest wyruszyć w podróż, podczas trwania której będzie zmuszony maksymalnie wykorzystać swoje dwie największe cechy  - pomysłowość i instynkt. Czy to na pewno zbroja czyni superbohatera?

Opinia: Miałem cichą nadzieję, że film okaże się o klasę lepszy od potwornie nudnej części drugiej. Były aktor i początkujący reżyser - Shane Black - nie wniósł jednak oczekiwanego ożywienia. Otrzymaliśmy zaledwie kolejny blockbuster, pisany wg znanym i sztampowych zasad filmów lekkostrawnych. Ładne efekty specjalne, trochę wybuchów, przerysowana postać Iron Mana oraz prosta aż do bólu fabuła - to stanowczo za mało dla nieco więcej wymagającego widza. Mogą jedynie wyróżnić wiele uproszczonych do granic absurdu zwrotów w fabułe i parę rozwiązań, których logikę zakwestionują nawet uczniowie pierwszej klasy szkoły pdostawowej. Bardzo płytka rozrywka.

Iron Man 3


PACIFIC RIM

OCENA: 4/10

Reżyseria: Guillermo del Toro
Scenariusz: Travis Beacham
Premiera:  12 lipca 2013 (świat i Polska)

Fabuła: Na dnie Oceanu Spokojnego zostaje odnaleziony portal, który prowadzi do innego wymiaru. Portal uaktywnia się przesyłając na Ziemię potężne potwory, które doszczętnie niszczą napotkane miasta. Nadzieję na przerwanie destrukcji jest program wojskowy "Jaeger". Jego zadaniem jest stworzenie ogromnych robotów bojowych (mechów), kierowanych przez dwójkę pilotów. Tylko one będę w stanie pokonać wrogie stwory.

Opinia: Reżyser G. del Toro, który lubuje się w kreowaniu efektownych wizualnie obrazów oraz scenarzysta odpowiedzialny za fabułę filmu „Starcie Tytanów” jednoznacznie uświadamiają z czym widz miał do czynienia w przypadku filmu „Pacifik Rim”. Mamy tutaj czystą, nieskomplikowaną i efektowna rozrywkę, czytaj kolorwą destrukcję. Miłośnicy wielkich mechów powinni być zachwyceni - potężne roboty pokazują swą siłę i spełniają oczekiwania swoich fanów. Rozwałki nie ma tu końca, a cała destrukcja rozgrywa się przy akompaniamęcie iście amerykańskiego patosu. Jest efektownie, czas szybko leci, strona wizualna robi wrażenie, popcorn dobrze wchodzi - czego chcieć więcej. Mówiłem już, że są tam wielkie roboty? ;).

Pacific Rim


WOLVERINE

OCENA: 4/10

Reżyseria: James Mangold
Scenariusz: Christopher McQuarrie, Mark Bomback
Premiera: 26 lipca 2013 (Polska); 24 lipca 2013 (świat)

Fabuła: Kolejna odsłona losów Wolverine'a, jednej z najciekawszych postaci wśród wszystkich X-menów – mutantów, obdarzonych nieprzeciętnymi mocami. Wolverine podejmie próbę  ostatecznego wyjaśnienia swojego pochodzenia i tym razem udaje się do Japonii.

Opinia: Reżyser, twórca intrygującej „Tożsamości”, miał tchnąć nowe życie w nadal popularną postać Wolverine'a. Poprzednia część okazała się bardzo przeciętną produkcją, dlatego Mangold miał ułatwione zadanie. Niestety "Wolverine" dostosował się poziomem do części poprzedniej.
Naturalnie mamy tu Wolverina i jego błyszczące "pazury", dużo walki i jeszcze więcej akcji. Jednak to wszystko jest obecnie niemal w każdej produkcji z typu blockbusterów, a "Wolverine" w tych elementach jedynie dotrzymuje kroku "konkurencji". Czym film zatem się wyróżnia? Ciekawym wizualnym przedstawieniem Japonii, kraju odległego dla nas nie tylko geograficznie, ale i przede wszystkim kulturowo. Reżyser postanowił wybrać wiele najbardziej znanych turyście miejsc kraju kwitnacej wiśni i osadowić w nich akcję. Prócz zabytków, mamy Yakuzę, walki na długie i ostre miecze, ładne Japonki, wobec których naturalnie bohater nie może być obojętny, mamy ultraszybkie Shinkanseny, które również posłużyły jako tło do mordobicia - notabene to najmocniejsze sceny w filmie. I w zasadzie tyle. Może jeszcze na uwagę zasługuje wykreowanie efektownego obrazu wybuchu bomby nad Nagasaki - dla Japończyków zapewne bardzo bolesny obraz. Podsumowując - produkcja szara i jałowa, stanowiącą jedynie rozrywkę na dość przyzwoitym poziomie.

Wolverine


WORLD WAR Z

OCENA: 4/10

Reżyseria: Marc Forster
Scenariusz: Matthew Michael Carnahan, Damon Lindelof
Premiera: 5 lipiec 2013 (Polska); 19 czerwiec 2013 (świat)

Fabuła: Ekranizacja noweli Maxa Brooksa. Poznajemy świat po 10 latach wyniszczającej wojny ludzi z zombie. Ludzie przestali być na szczycie łańcucha pokarmowego, a także przestali odgrywać dominującą rolę na Ziemi. Pracownicy ONZ starają się powstrzymać pandemię zombie, która zagraża wyginięciu ludzkiej rasy. Jest to trudniejsze niż można byłoby się spodziewać.

Opinia: Największym zaskoczeniem tej produkcji jest obsada aktorska. W rolach głównych sam Brad Pitt oraz niesamowita Mireille Enos, znana głównie ze znakomitej roli w serialu „The Killing”. Czy obecność w obsadzie takich znakomitości oznacza próbę starcia w proch dotychczasowych filmów o podobnej tematyce? Cóż próba była, ale jednak mało udana.

Film dobrze buduje napięcie, ogląda się go z zaciekawieniem i to pomimo całej sterty nielogiczności w sposobie narracji i budowy wątków fabularnych. Jeżeli nastawimy się na czystą rozrywkę, która nie angażuje za bardzo naszego mózgu - łatwo przełkniemy kolejne wpadki scenarzystów.
Oglądając film należy docenić spore poczucie humoru reżysera (patrz sceny z rowerową ucieczką i słynne już "ząbki zza szyby"). Widać, że na całą sprawę z zombiakami twórcy spojrzeli z dużym dystansem i potrafili puścić oko do widza.
Akcja budowana jest wg hollywoodzkiego schematu, a kolejne wątki prowadzą do jakże schematycznego zakończenia, który naturalnie zwiastuje ewentualny sequel.
Efekty zostały odpowiednio stonowane i stanowią tylko dobry dodatek do filmu, a nie jego najważniejsza część. Twórcy skupili się na podtrzymywaniu napięcia innymi zabiegami niż efektowne eksplozje, co należy szczególnie docenić.
Dla zwykłego zjadacza chleba film ten stanowić będzie porządną rozrywkę i czasami przyprawi o gęsią skórkę na karku. Jednak prawdziwi fani historii o zombie na pewno nie będą do końca zadowoleni. Prawdziwego strachu jest bowiem tutaj jak na lekarstwo. Z pewnością brakuje również naprawdę "krwistych" scen, a także specyficznego klimatu, którym z reguły szczycą się produkcje o zombie.
Do dzisiaj nie potrafię rozumieć, co w takim filmie robił B.Pitt? Nie pasował tam i nie mógł pokazać swojego aktorskiego kunsztu. Równie dobrze mógł to zagrać każdy trzeciorzędny aktorzyna. No, ale jest nazwisko na afiszach...

Worls War Z


THE WORLD'S END

OCENA: BRAK - film czeka na obejrzenie

Reżyseria: Edgar Wright
Scenariusz: Simon Pegg, Edgar Wright
Premiera:  14 sierpnia 2013 (świat)


Brytyjska komedia, stanowiące ostatnie ogniwo w trylogii "The Blood and Ice Cream Trilogy". Wcześniejsze filmy z serii to „Wysyp żywych trupów” oraz „Hot Fuzz - Ostre psy”. Możemy się pośmiać przy akompaniamencie Końca Świata.


The World's End


U.F.O. ALIEN UPRISING

OCENA: 2/10

Reżyseria i scenariusz: Dominic Burns
Premiera: 11 stycznia 2013 (świat); w Polsce film do obejrzenia na DVD.

Fabuła: Pewnego wieczoru grupa przyjaciół zostaje zmuszona do wędrówki w całkowitych ciemnościach. Brak elektryczności oraz sieci telefonii komórkowej ma związek z niezidentyfikowanym, olbrzymim obiektem latającym, który pojawia się nad głowami bohaterów. Grupa przyjaciół znajduje się w samym środku chaosu, spowodowanego pojawieniem się nieznanych przybyszów. Ale przecież będzie Van Damme, zatem na pewno skończy się dobrze.

Opinia: Niskobudżetowe kino akcji najniższej możliwej kategorii z rolą niezmordowanego Van Damme’a. Filmowi nie pomogła nawet obecność gwiazdy kina sztuk walki. Każdy kto zacznie oglądać "Alien Uprising" i dotrwa do końcowych scen - powinien zasłużyć na medal. Niezwykle banalna produkcja, razi schematycznością i mało przemyślanymi wątkami fabularnymi. Zdecydowanie odradzam.

U.F.O. Alien Uprising


INTRUZ (The Host)

OCENA: BRAK - filmu czeka na obejrzenie

Reżyseria i scenariusz: Andrew Niccol
Premiera: 5 kwietnia 2013 (Polska); 22 marca 2013 (świat)

Fabuła: W niedalekiej przyszłości Ziemia zostaje skolonizowana przez kosmitów, zwanych Duszami. Obcy wnikają w ciała ludzi, eliminując dotychczasowego gospodarza. Pozostałe niedobitki ludzkości są ścigane przez Łowców. Bohaterką jest młoda Melanie Stryder, której ciało zostaje przejęte przez obcego o nazwie - Wagabunda.  Dziewczyna próbuje odzyskać swoje życie oraz utraconą miłość i odnaleźć bliskich.

Opinia: Fabuła brzmi zachęcająco, niemniej należy zaznaczyć, że film stanowi ekranizację powieści Stephenie Meyer, autorki znanej głównie z sagi „Zmierzch”. Dla miłośników autorki fakt ten, stanowi mocną stronę filmu. Meyer ma jednak sporą rzeszę zarówno zwolenników, jak i przeciwników. Ci ostatni będą (dla zasady) szerokim łukiem unikać seansu "The Host". Cóż, osoby nie lubiące filmów z mocnym wątkiem romansu i paroma przesłodzonymi scenami, mogę mieć problem, aby zmusić się do obejrzenia filmu. Sam nadal walczę i ciężko mi się przezwyciężyć. Ale może kiedyś się skuszę.

Intruz - The Host



KOLONIA

OCENA: 2/10

Reżyseria: Jeff Renfroe
Scenariusz: Jeff Renfroe, Patrick Tarr, Pascal Trottier
Premiera:  26 kwietnia 2013 (Świat);

Fabuła: Roku 2045. W wyniku awarii maszyn, które miały zapobiec ociepleniu klimatu, na Ziemi rozpoczyna się wieczna zima. Ci, którzy przetrwali, wegetują w podziemnych schronach, walcząc z chorobami i próbując wyhodować żywność. Pewnego dnia „Kolonia 7” dostaje sygnał alarmowy z pobliskiej osady. Przywódca kolonii (Fishburne) podejmuje decyzję o wyruszeniu z misją ratunkową. To, co wysłannicy zastają w opuszczonej bazie, przekracza ich najgorsze przewidywania. Jednocześnie jednak pojawia się cień nadziei na uratowanie ludzkości.

Opinia: Film jest typową produkcją klasy "D", stworzoną jedynie pod wypożyczalnie. Dobrze, że takie "dzieła" nie trafiają do kin. Fabuła schematyczna aż do bólu i niestety bardzo przewidywalna, pełna od nielogiczności. W zasadzie nic w tym filmie nie potrafi zaskoczyć, nawet Fishburne gra tak, jak zawsze - może inaczej po prostu nie potrafi. Mamy podrzędny thriller, który liczne braki PRÓBUJE nadrabiać klaustrofobicznym klimatem, skolonowanym z "The Thing", czy z "Obcego 3". Zaznaczam "próbuje", gdyż to są tylko próby nawiązania do wielkich dzieł. "Kolonia" nie ma bowiem żadnych atutów. Obejrzeć można, jak mamy nadmiar wolnego czasu. Pytanie - po co go tracić.

Kolonia - The Colony


1000 LAT PO ZIEMI (After Earth)

OCENA: 3/10

Reżyseria: M. Night Shyamalan
Scenariusz: Gary Whitta, Stephen Gaghan
Premiera: 14 czerwca 2013 (Polska); 7 czerwca 2013 (świat)

Fabuła: Pewien kataklizm zmusza ludzkość do opuszczenia Ziemi. Tysiąc lat po tej katastrofie ludzie żyją na planecie „Nova Prime”. Generał Cypher Raige (Will Smith) po długich latach służby wraca do swojej rodziny. Lecąc wraz z synem Kitai (Jaden Smith) natrafiają na burzę meteorytów, która zmusza ich do awaryjnego lądowania na Ziemi. Nasza stara planeta jest obecnie dzika i niebezpieczna. Kitai musi samodzielnie przemierzyć wrogie terytorium, by ocalić siebie i rannego ojca.  Chłopak otrzymał od losu szansę, o jakiej marzył całe życie – będzie mógł stać się żołnierzem.

Opinia: Reżyser za dwa ostatnie swoje filmy („Władca wiatru” oraz „Zdarzenie”) był nominowany do nagrody za najgorsze dzieła filmowe roku. Dodajmy, że w pełni słusznie. Pamiętajmy jednak, że spod jego ręki wyszły takie arcydzieła jak „Szósty zmysł”, „Osada”, czy „Znaki”. „After Earth” nie okazał się powrotem do wysokiej jakości, a wręcz przeciwnie. To kandydat do kolejnej "Maliny".
Niestety należy podkreślić bardzo marną grę aktorską obu panów Smithów. Starszy w ogóle przeszedł obok swojej roli, nie przekonuje do siebie i jest widzowi obojętny. Podobnie zresztą jak Smith junior, który niestety gra rolę pierwszoplanową i który gra tak jak umie, a umie jeszcze niewiele.
"After Earth" okazało się kinem familijnym aż do bólu, opartym na potwornie przetartych już schematach. Kolejne "zwroty" akcji bardzo łatwo przewidzieć, podobnie jak i samo sztampowe zakończenie. W filmie przede wszystkim widzimy mało rozgarniętego chłopca, który hasa po lesie. Między kolejnymi skokami z pnia na pień i unikaniu tutejszych oraz nietutejszych stworków, pojawiają się przebłyski twarzy starszego Smitha, który ciągle walczy z zasypianiem - przez co skutecznie zachęca widzów do powielania tej czynności.
Fabuła niezwykle prosta, pełna banałów i rażących uproszczeń.

"1000 lat po Ziemi" nie oznacza jednak samych wad. Niebywałą zaletą są fantastyczne krajobrazy, świetne animacje i dobrze stworzone sceny akcji/walki. Efekty są stonowane i nie przytłaczają filmu. Sam pomysł przedstawienia Ziemi bez ludzi okazuje się naprawdę świetny i osobiście bardzo przypadł mi do gustu. Film jest prosty fabularnie, ale poukładany, ma wyraźny początek i zaznaczony koniec. Niemniej to tylko kolejne dzieło, które przechodzi przez człowieka jak woda.

1000 lat po Ziemi - After Earth


OMBIS

OCENA: BRAK - film czeka na obejrzenie

Reżyseria: Adam R. Steigert
Scenariusz: Janeen Avery, Terry Kimmel, Mark Mendola, Adam R. Steigert, Michael Sciabarrasi
Premiera: 13 października 2013 (świat)

Fabuła: Akcja tego horroru SF rozgrywa się w niewielkim miasteczku. Niedaleko miejscowości następuje upadek meteorytu. Jeden z mieszkańców podchodzi zbyt blisko kosmicznej skały i zostaje zainfekowany organiczną substancją. Tutejszy lekarz próbuje ratować zarażonego, tymczasem – badając go – dokonuje przerażającego odkrycia.

Opinia: Patrząc na plakaty, trailer oraz zdjęcia z produkcji niezbyt przekonany jestem, czy należy traktować ten film poważnie. Wygląda raczej na produkcję półamatorską, stworzoną za kieszonkowe samych aktorów. Obawiam się zatem kina klasy "Z" z kosmicznymi zombie w roli głównej. Jedynie specyficzny klimat może uratować tą produkcję. Ale czy i jego nie zabraknie?

Ombis


FILMY SCIENCE FICTION SF 2013 ROKU


Zobacz Filmy Science Fiction 2014 roku >>
Filmy Science Fiction 2012 roku >>


 
« poprzedni artykuł
Komentarze użytkowników

Bardzo przyjemnie się czyta twoje opisy, masz smykałkę do inteligentych dowcipów. Czekam na 2015!
Co do ocen czasem faktycznie oceniasz zbyt osobiście i 'napalasz się' na coś. Wg mnie np. Europa Report jest po pierwsze za poważna i patetyczna, nie przekonuje mnie pani naukowiec komentująca wyprawę (chociaż faktycznie mogłoby tak być bo naukowcy to słabi aktorzy ;) ale przecież nie o to chodzi w filmie sci-FICTION), a po drugie twierdzenia typu: 'woda w naturalny sposób sprzyja powstawaniu życia', 'coś tam musi być pod lodem' są tak naukowo ścisłe jak potwory z Pacific Rim czy wirusy zombie-twórcze, których rozwojowi naturalnie sprzyja np. środowisko komet a pod dnem oceanu musi coś być, np. portale do innych światów gdzie rodzą się wielkie potwory (widać dużo wody tam jest). Czyli SCIENCE-fi sprowadza się do metodyki i technologi a nie do myślenia naukowców. Film wg mnie za bardzo stylizowany na dokument naukowy. Dolecieć za cenę życia, przecież nikomu się nigdzie nie śpieszy, kosmici nie atakują, trudno mi się wczuć w epokowe znaczenie ich misji, przydałoby się trochę dystansu i skupienia na ratowaniu, jak w Apollo 13 lub Misji na Marsa, ale to moja opinia.

Balansujesz między bezlitosnym wytykaniem wad, a śpiewaniem pieśni pochwalnych, czasem przeginasz, ale potrafisz ochłonąć i zrównoważyć obie strony. Nie wyśmiewasz każdego pomysłu, ani na siłę nie ratujesz dzieła, np. Gry Endera, która faktycznie jest zbyt szybka, żeby się w nią wczuć. Właśnie dlatego dobrze się czyta (przynajmniej mnie) twoje recenzje, potrafisz znaleźć dystans i przypomnieć czytelnikowi, że kino to tylko rozrywka, a science-fiction to nie dziedzina nauki. Im mniej science tym mniej rozrywki dla umysłu i nuda, ale im bardziej niby-real, tym mniej fiction czyli mniej zabawy, a znowu więcej nudnej ideologii.

Pozdrawiam i życzę weny twórczej.

Napisał Simon o 23:41

Ciekawe kto tak beznadziejnie ocenił te filmy ?
Kiepski ranking, naprawdę kiepski.

Napisał Kolo o 14:43

Ni cholery nie mogę się zgodzić z opinią o Grze Endera. Książke czytałem wiele razy, ale powiedzieć o niej, że zawierała psychologiczną głębię, to chyba jakieś nad użycie. Toż to zwykłe, proste czytadło. Owszem, czytadło świetnie napisane, pokazujące jak nawet z durnej historii świetny pisarz może zrobić interesującą powieść. Kolejne części Gry, to owszem, może jakąś głębie miały (no dobra miały, ale im dalej było tym dziwniej), ale sama kniga nie była nie wiadomo jakim arcydziełem SF. Piszę to pomimo jej przeczytania przeze mnie wiele razy.

Film natomiast jest poprawny, ale ogólnie na plus. Fajnie pokazał rozterki opiekunów, rozterki samego Endera i jego relacje z przyjaciółmi. Moim zdaniem, sensowny film, który spokojnie można polecić komuś, kto nie czytał książki (jego strata).

Napisał Andrzej o 20:00

qui pro quo - Twoja interpretacja mojej skali ocen jest ... ciekawa. Twoje argumenty przemilczę, po prostu wytłumaczę, jak ja to rozumiem. Szczerze to nigdy nie myślałem, że będę to musiał robić.

W skali 1-10 - 5 przyznaję filmowi przeciętnemu. Im film lepszy, im więcej ma pozytywów, im bardziej mi się podobał - tym ocena wyższa. 6 = niezły, 7 = dobry. Oceny 9 i 10 zostawiam tylko filmom wybitnym, absolutna czołówka wszech czasów.

Poniżej 5 otrzymują filmy, które ogólnie mi się nie podobały, przy czym oceny 1 i 2 zostawiam dla absolutnych pomyłek i szmir wszech czasów. Nie uznaję, że 3 i 4 to hejt, czy też - cytując Twój 'bogaty' język - kał.

Napisał Światek o 08:50

Niestety , ale większość tych ocen to zwykły hejt. 4- coś tam było, ale się mi nie podobało; 3 i nizej- kał. Masz skale 10 stopniową, a oceniasz filmy jak dzieciak(podoba mi się/pomyłka/nie podoba mi się). Opinie, które wyrażasz na temat większości filmów są w jakimś stopniu słuszne, natomiast oceny są wyssane z palca.
Pozdrawiam.

Napisał qui pro quo o 13:52

JerryK78 - napis na czerwono pod tytułem filmu ('OCENA: Brak'), nie został tam umieszczony przypadkowo :). Nie oceniam zatem, film czeka na obejrzenie.
Ale dziękuję za uwagi, dokonałem paru poprawek, aby było bardziej klarownie i jednoznacznie.

Napisał Świątek o 22:24

Moim zdaniem niesprawiedliwie i bez sensu oceniasz filmy. Nie oglądajać filmu nie możesz go ocenić. Poza tym jakim cudem oceniasz negatywnie INTRUZ na podstawie informacji że jest nakręcony na podstawie książki autora ZMIERZCHu ? Powinieneś również oceniać filmy troszkę bardziej z dystansu i uwzględniać wszelkie aspekty oraz nie wolno Ci oceniać filmu osobistymi odczuciami jeżeli chcesz być Krytykiem. To tylko taka moja skromna opinia na Twoj temat. Pozdrawiam

Napisał JerryK78 o 17:27

"Intruz" i "W Pierścieniu Ognia" to najlepsze filmy! Tysiąc lat po ziemi był też całkiem całkiem!

Napisał Stasza o 17:53

Film 'Intruz' jak dla mnie 7/10.
Ten film obok 'Europa report' i 'Grawitacji' i to najlepszy film w minionym roku.
Cenię go bardziej niż 'Niepamięć', który jest dla mnie kalką doskonałego 'Moon'a', ale niesie pewne przesłanie.
Całkowite dno to 'Człowiek ze stali' i 'Elizjum'
Pierwszemu dałbym 2/10 za początek, a drugiemu 1/10 i też tylko za początek. Od połowy obydwa filmy zasługują na 'miej niż zero'.

Napisał Sebastian o 21:26

Też wydaje mi się, że 'Intruz' nie jest tragiczny. Przy takim 'Zmierzchu' to jest arcydzieło. Dużo gorsze dla mnie są 'Ludzki Dzieci' i 'Igrzyska Śmierci'. 'Ostatnie Dni na Marsie' też oceniałbym wyżej (na równo z Raportem Europy), mimo że temat oklepany.

Napisał Piotr o 15:39

Z 'Grawitacją' i 'Niepamięcią' się zgadzam to b.dobre filmy. Podobnie z ocenami pozostałych filmów choć 'Europa Raport' oceniono zbyt wysoko - niestety ale film nie zasługuje na taką ocenę. Słabo wypadły 'Elizjum', 'Gra Endera' oraz '1000 lat po Ziemi'. Zdecydowanie odradzany przez autora 'Igrzyska Śmierci - w pierścieniu ognia' jako film tylko dla konkretnego młodego widza wypada ponad przeciętnie z dobrą grą aktorską i zwrotami akcji - podoba się także ... dużo starszym widzom a wątek miłosny jest zaledwie poboczny. Szkoda że autor sugeruje i ocenia coś jeszcze przed obejrzeniem.

Napisał Mark o 09:39

Pomimo wspaniałych efektów i krajobrazów w After Earth dałbym temu filmowi mniej punktów niż Kolonii. Ten drugi film widziałem niedawno i mimo wszystko przypadł mi do gustu, może dlatego, że jestem niepoprawnym fanem post-apokaliptycznych klimatów, a ten przypominał mi Metro 2033 (polecam książkę :))
Oblivion ubustwiam, połowicznie za soundtrack, M83 dało tutaj niezłą klasę. Czekam aż w końcu obejrzę Europa Report, szczególnie niecierpiwie, skoro polecasz :)

Napisał Jornarileesh o 11:07

Osobiście czekam na World War Z chociaż pewnie jak zwykle trailer okaże się lepszy niż produkcja. Zastanawiałem się kiedyś czemu do tej pory nikt nie stworzył nowego gatunku, za który przyznawane były by nagrody- kategoria trailery:P

Napisał Dirtydot o 08:24

 1 
Strona 1 z 1 ( 13 Komentarze użytkowników )
©2006 MosCom
Polska wersja JoomlaPL Team

Dodaj komentarz > Filmy Science Fiction 2013 roku | 2... ...

Wpisz swój komentarz poniżej.

(wymagane)

(opcjonalnie)

Twój e-mail nie będzie wyświetlany na stronie.