Najnowszy film Alfonso Cuaróna na długo zapisze się złotymi zgłoskami w historii filmów z akcją w Kosmosie. „Grawitacja” jest bowiem audio-wizualnym majstersztykiem. Właściciele sal kinowych, tylko na potrzeby emisji „Grawitacji”, powinni zamontować pasy bezpieczeństwa przy fotelach. To rozrywka niczym rollercoaster.
Można jedynie żałować, że oprócz przełomowych efektów wizualnych, film nie potrafi zaoferować nic więcej. Trywialna, schematyczna fabuła z przewidywalnym zakończeniem, odbiera tej produkcji potencjał, aby stać się małą „Odyseją kosmiczną” XXI wieku. Gdyby tylko nakazano aktorom milczenie i przekazanie odczuć jedynie za pomocą mimiki, otrzymalibyśmy dzieło niemal wiekopomne. Tak się niestety nie stało.
Wątek fabularny sprowadza się do kameralnego dramatu w zasadzie dwójki bohaterów, z dużym naciskiem na próby przetrwania astronautki Ryan Stone (Sandra Bullock). Stone wraz Matt’em Kowalsky’m (G. Clooney) przeżywa kosmiczną katastrofę, ale to dopiero początek walki o jej bezpieczne dotarcie do Ziemi. Ten krótki opis praktycznie w pełni oddaje całą fabułę i nie można się spodziewać czegoś więcej. „Grawitacja” jest bowiem filmem katastroficznym, który w dość prosty sposób kreuje banalne przesłanie o odnajdywaniu ukrytych pokładów możliwości człowieka, przeciwstawianiu się przeciwnościom i podejmowaniu walki, nawet jak już pozornie nie ma nadziei przetrwania.
Bohaterowie wymieniają sztampowe dialogi, „kłapią dziobami” stanowczo zbyt często i zbyt długo. Zamiast podkreślać rozgrywany w Kosmosie dramat, niszczą doznania i przeszkadzają widzowi w odbiorze obrazu. Szczególnie irytujące są kwestie, które Stone wypowiada sama do siebie, tłumacząc sobie każdą wykonywaną czynność. Drażliwy widz może nie wytrzymać i na głos namawiać aktorkę, aby się uciszyła. Osobiście – to właśnie mi się przytrafiło :).
źródłó: https://www.youtube.com/watch?v=OiTiKOy59o4
Znamy już zatem poważną wadę filmu, ale czy to jest powód na odpuszczenie seansu? Zdecydowanie nie, ponieważ ilość pozytywnych doznań po jego obejrzeniu, warta jest poświęceń dokonanych przez widza. Przed seansem najlepiej odpowiednio się nastawić. Należy całą swoją uwagę skupić na doznaniach audio-wizualnych, a zignorować elementy fabularne! Przede wszystkim patrzmy, podziwiajmy i kontemplujmy wspaniałe krajobrazy, wcielmy się w jednego załoganta misji, wczujmy się w klimat, w brak grawitacji, doświadczmy dezorientującej przestrzeni i chłodu wszechogarniającej próżni – a będziemy wniebowzięci!
Jakiekolwiek próby odbierania tego filmu jako spójna całość, przy założeniu integralności fabuły z obrazem – może skończyć się u widza powstaniem głębokiego urazu. To trudne zadanie, nie każdy potrafi tak zdecydowanie oddzielać rzeczy pozytywne od negatywnych, gdy ogląda film. Dlatego nie dziwię się osobom, które znienawidziły film „Gravity” i żałują pieniędzy na bilet.
Osobiście udało mi się skutecznie ignorować fabułę, dialogi puszczałem mimo uszu. Efekt – z kina wyszedłem wręcz ZACHWYCONY!
Film „Grawitacja” jest niewyobrażalnie wręcz dopieszczony pod względem technicznym. Doznania wizualne wciskają głęboko w fotel i trzymają tam mocno aż do ostatnich scen filmu. Widz z otwartymi ustami oglądała Kosmos, jakiego jeszcze nigdy nie widział – głęboki, czarny, namacalny, ale i piękny, z niesamowitymi pejzażami naszej planety. „Grawitacja” wbija się w historię rewolucji wizualnych kina równie mocno jak chociażby „Avatar”, czy niegdyś „2001: Odyseja kosmiczna”.
Każdy miłośnik czy to efektownych krajobrazów, czy astronomii w ogóle – powinien być w pełni zadowolony już po kilkunastu pierwszych minutach trwania filmu. Niemniej jeżeli ktoś poczuje wówczas nasycenie lub też przesyt, może mocno się zdziwić, gdyż to, co najlepsze będzie dopiero przed nim.
Mowa o scenie zniszczenia stacji kosmicznej, która – dosadnie mówiąc – powoduje opadnięcie szczęki. Osobiście nigdy czegoś takiego nie widziałem. Pierwszy raz w swoim życiu, będąc na filmie 3D, uchylałem się przed obrazem, a w szczególności przed szczątkami stacji lecącymi w moją stronę. Ten moment filmu jest absolutnie genialny i już za samą tą scenę warto zapłacić równowartość biletu wstępu. Za rozmach tej sceny twórcom należą się nie tylko ogromne brawa i owacje na stojąco, ale i Oscar za efekty specjalne!
źródło: http://io9.com/author-of-book-titled-gravity-sues-makes-of-film-titled-1570851225
W filmie „Gravity” warto jednak docenić nie tylko pieczołowitość tworzenia zapierających dech kosmicznych pejzaży, ale również dużą pracę twórców nad odwzorowaniem fizyki panującej w próżni. Jeszcze nigdy wcześniej w historii kina nie przedstawiono równie wiarygodnie zachowania ludzkiego ciała w przestrzeni kosmicznej – w miejscu pozbawionym grawitacji. Widz nawet przez moment nie wątpi, że widzi wydarzenia w kosmosie, a nie aktora podpiętego na szelkach w blue-boxie. Brawo!
Nie tylko zachowania astronautów są prawidłowo odwzorowane w stosunku do rzeczywistości. Każdy element czy to stacji kosmicznej, czy wahadłowca, czy szczątków satelity, zachowuje się tak, jak mogą się tego spodziewać naukowcy, czy osoby, które doświadczyły spaceru w kosmosie. Jeżeli jest akcja – następuje prawidłowa reakcja. I tak, pozornie niewinne zaczepienie otwartym spadochronem lądownika o stację, okazuje się niezwykle niebezpieczne, a element poddany ruchowi obrotowemu – nie zatrzyma się, jeżeli nie przeciwstawi się sile nadającej jej ten ruch. O fizyce panującej w przestrzeni przekonała się chociażby sama bohaterka, uruchamiając gaśnicę nie będąc należycie do tego przygotowana.
W filmie warto również wyróżnić nietuzinkowe sceny, które powinny zapisać się trwale wśród najbardziej plastycznych i wymownych w historii „kosmicznego kina”. Mowa chociażby o malejącej sylwetce astronautki, stopniowo zanurzającej się w atramentowym kosmosie, czy też jej embrionalnej pozycji, gdy oddaje się kojącemu ciepłu w łonie stacji orbitalnej. W tej drugiej scenie Alfonso Cuarón puszcza również oko do widza, gdyż z łatwością można dopatrzyć się tutaj nawiązania do finałowej sceny klasyka SF „2001 Odysei kosmicznej”.
Zbliżając się do końca recenzji – zaznaczę jedynie, że film „Grawitacja” nie należy do grona dzieł spod znaku science-fiction. To film katastroficzny przez duże „K”, gdzie element fikcji stanowi tylko zaproponowanie wypadku w przestrzeni kosmicznej.
źródło: https://www.youtube.com/watch?v=ufsrgE0BYf0
- Podsumowanie
Mimo schematycznej i nieskomplikowanej fabuły, film niemal przez cały czas trzyma widza w bardzo dużym napięciu. 90 minut mija nadspodziewanie szybko i kilka przydługich scen, nie jest w stanie wpłynąć negatywnie na ocenę filmu.
Wbrew temu co można sądzić po dennych dialogach – gra aktorska jest jednak bardzo dobra. Szczególnie należą się duże słowa uznania dla Sandry Bullock, która samą swoją mimiką potrafiła zarazić widza napięciem, czy nawet strachem.
Osobiście podobała mi się jej ostatnia scena filmu – mimo, że banalna w swojej dwuznaczności, była dość wymowna i stanowiła mocny akcent na sam koniec filmu.
Jako fan filmów o kosmosie muszę przyznać, że „Grawitacja” w pełni zaspokoiła moje potrzeby wizualne. Każdy widz może poczuć się, jakby przebywał w próżni, doświadczyć wspaniałych widoków i uwierzyć, że jest jednym z astronautów. Czyż takie doświadczenie nie jest warte wizyty w kinie?
O tym, że jest ona konieczna świadczy fakt, że od czasu „Avatara” nie było jeszcze filmu (nie licząc animowanych), który tak umiejętnie wykorzystywałby efekt 3D. Muszę przyznać, że wielokrotnie łapałem się na tym, iż chciałem podać bohaterce jakąś swobodnie unoszącą się śrubkę, czy długopis. Od wirowania całego trójwymiarowego obrazu można było dostać choroby lokomocyjnej. Twórcy zafundowali nam przejażdżkę na kosmicznej karuzeli.
Ogromne znaczenie w filmie odgrywa muzyka Steven’a Price’a. Twórcy umiejętnie ją wykorzystywali, aby dodatkowo podkręcić doznania widza i wzmocnić najważniejsze momenty filmu. Nabycie soundtrack’u mocno zatem wskazane dla miłośników muzyki filmowej.
Ocena byłaby wyższa gdyby nie sztampowe teksty aktorów, niepotrzebne monologi pani Sandry i parę jednak naukowych nieporozumień. Wielka szkoda zmarnowanego potencjału i chwytów zrobionych pod publiczność. Gdyby ten film zrobiono bez wymiany dialogów, gdyby wspaniałe obrazy zaserwowano nam jedynie przy szumie urządzeń i tłoczonego powietrza w kombinezonie oraz oddechu astronauty, biciu jego serca – chyba byłoby to dzieło niemal genialne.
Tytuł filmu: Grawitacja (ang. Gravity)
Premiera: 11 października 2013 (Polska)
Reżyseria: Alfonso Cuarón
Scenariusz: Jonás Cuarón, Alfonso Cuarón
Obsada: Sandra Bullock, George Clooney
Oficjalna strona filmu: http://gravitymovie.warnerbros.com/
OCENA: 7/10
Jak oceniasz film?




Świetny film, fenomenalny wizualnie (zwłaszcza w kinie 3D). Od siebie dodam jednak, że nie zgodzę z recenzentem o fabule i dialogach. Film posiada prostą ale solidną fabułę, jak każdy film o tematyce przetrwania. Jest angażująca i przedstawiona w świeży sposób. Obniżenie oceny filmu akcji z powodu prostej fabuły to tak jakby obniżyć ją w 'the Moon’ bo tam akcji jest za mało (nie ona jest najważniejsza). Nie rozumiem też stwierdzenia 'przewidywalna fabuła’. Że był happy end? Osobiście nie cierpię kiedy w tego typie filmie gdzie główny bohater przez 2 godziny wychodzi ze skóry aby przeżyć, pod koniec umiera. Zawsze czuję wtedy taki wielki środkowy palec skierowany w moim kierunku. Happy end dla mnie tu jest zaletą. Bardziej interesuje mnie jak przeżyje, a nie czy przeżyje. Co do dialogów – w filmie nie ma ich wcale zbyt wiele (raczej monologi), a 'kłapanie dziobem’ podczas wykonywania jakiś czynności może być denerwujące ale primo jest uzasadnione (zdenerwowanie, stres, strach i samotność, podświadoma chęć usłyszenia ludzkiego głosu), secundo ma dodatkowo podkreślić uczucia i emocje bohaterki, które za pomocą samej mimiki raczej trudno byłoby dostrzec w scenach z założonym skafandrem. I jeszcze jedno – zrobienie z tego filmu bardziej niemego nadałoby mu zbyt artystycznego wyrazu. Nie pasuje mi do do konwencji samego filmu (film akcji, o przetrwaniu), choć mogę się mylić.
Mimo to recenzja fajna. Pozdrawiam i przepraszam za 'rozprawkę’.
W kluczowym momencie nagle przestaje obowiązywać fizyka i Kowalski odlatuje. Od tego momentu fizyka znów zaczyna obowiązywać. Tą zagrywką film został dokumentnie spieprzony. Mógłbym się także przyczepić do wyglądu trupów, wydaje się, że powinny sie trochę nadymać przed zamarznięciem ale to betka w porównaniu z odlotem Clooneya.
’w przestrzeni kosmicznej – w miejscu pozbawionym grawitacji’.
Drobny błąd. Nie ma miejsca pozbawionego grawitacji. A już na pewno stan nieważkości nie jest spowodowany odległością od Ziemi. Poza tym recenzja bardzo pozytywna
ehh…
Brakuje mi pana opowiadań, może kiedyś by pan coś wyciągną z szuflady i opublikował na stronie?
Drogi Fanie – to, co mam w szufladach nie nadaję się zupełnie do publikacji :). Niestety życie wiele weryfikuje. Aktualnie nie mam czasu nawet na nowe pomysły, a jak już pomysł się znajdzie, nie ma czasu na jego spisanie. Dobrze, że mam jeszcze czas i środki, aby pójść czasem do kina ;).
Może za jakiś czas wszystko wróci na dawne tory? Zobaczymy, tymczasem zaprasza do śledzenia działu – Opowiadania science-fiction.