Ostatnim horrorem jaki postanowiłem obejrzeć w kinie byli „Inni” z nadspodziewanie dobrą kreacją N. Kidman, rewelacyjnym klimatem oraz z jakże zawsze upragnioną niespodzianką na końcu.
Gdy jakiś czas temu zobaczyłem zatem zwiastun „Sierocińca”, wiedziałem już, że tego filmu odpuścić po prostu nie mogę. Zwiastun nie tylko mnie na chwilę zahipnotyzował, ale i oczarował właśnie specyficznym klimatem.
Nie wiem, najwyraźniej człowiek ma już uczulenie na amerykańskie produkcje skoro wystarczyły zaledwie 2 minuty składanki scen promującej hiszpański „Sierociniec”, abym wiedział, że będziemy mieli tutaj do czynienia z niepowtarzalnym i dobrym kinem grozy.
Po seansie mogę z całym przekonaniem powiedzieć, że absolutnie się nie myliłem. „Sierociniec” to kolejne doskonałe dzieło Del Toro, który zachwyca kolejny raz po fantastycznym „Labiryncie Fauna”.
Osobiście jestem zwolennikiem horrorów jak ja to nazywam „niedosłownych”, gdzie wywołuje się u widza grozę nie poprzez setki mordów, drastyczne sceny i kult krwii, lecz klimatem – połączeniem mrocznych zdjęć, znamiennych dla tego gatunku symboli oraz niepokojącą muzyką – elementami zwiastującymi nadchodzące niebezpieczeństwo. Film „Sierociniec” w tym elemencie nie wnosi rewolucyjnych rozwiązań.
Użyto standardowych elementów znanych z wielu horrorów – przykładowo stary, zaniedbany dom na pustkowiu, z całą jego mroczna przeszłością, czy też postać dziecka, które widzi więcej niż dorośli.
Co zatem przemawia za oryginalnością filmu Del Toro?
Mianowicie znakomita forma, jaką przybierają te, zdawać by się mogło, utarte już emblematy.
Film został zrealizowany w bardzo dobry, przekonywujący sposób. Mimo, iż mamy do czynienia ze światem nieco groteskowym, modelowym, to jednak sposób, w jaki został ukazany, daje nam szansę pełnego uczestnictwa w nowej, nieco szokującej, rzeczywistości. Twórcy sięgając po sprawdzone elementy scenografii (puste pokoje, stare szopy, schody, ciemne zakamarki), dopieścili je w najdrobniejszych szczegółach. Niekiedy mamy wrażenie, że podczas projekcji uruchamiają się pozostałe zmysły: czujemy wilgoć zaniedbanej piwnicy, jej nieprzyjemny zapach, dusi nas kurz w innych pomieszczeniach itp.
Na szczególną uwagę zasługują wspaniałe zdjęcia, krajobraz, czy wystrój wnętrz, ukazany jest w niezwykle wyrachowany i jak to określam „plastyczny” sposób, co do tej pory podziwiałem w filmach innego reżysera – Jean-Pierre Jeunet’a.
Film „Sierociniec” to jedna z tych produkcji, które naprawdę potrafią solidnie przestraszyć, a jednocześnie wykorzystują jedynie najprostsze efekty specjalne. Trudno uznać, czy środki do tego użyte są banalne czy nie – nagłe głośne dźwięki, dziwne postaci, dynamiczny montaż czy też niektóre sceny graniczące z groteskową makabrą. Ważne, że cel został osiągnięty – boimy się – a konkretne sytuacje nie istnieją tylko same dla siebie, ale posuwają również całą historię do przodu lub też obracają ją o 180 stopni.
Warto zwrócić uwagę na muzykę, która bardzo często decyduje o charakterze przedstawianych scen. Niekiedy idylliczne obrazki z niebiańskiego sierocińca stają się czymś przerażającym, gdy w tle słyszymy nastrojowe, mroczne i porywające dźwięki orkiestry symfonicznej.
Największym atutem „Sierocińca” jest zakończenie, perfekcyjnie wyjaśniające wszelkie zdarzenia z wcześniejszych scen i pokazujące wstrząsającą prawdę, której w żaden sposób nie można się spodziewać. W tym elemencie „Sierociniec” bije nawet wspomnianych we wstępie „Innych”.
Pora opowiedzieć o „wadzie” „Sierocińca”, gdyż ta jest tylko jedna. Pierwsze ok. 30 minut trwania filmu jest rozczarowujące – zostajemy bardzo powoli wprowadzani w fabułę, a ta absolutnie nie wciąga. Twórcy przedstawiają nam sceny codziennego życia rodziny. Na początku po prostu wieje nudą i w tej części możemy zachwycać się jedynie doskonałymi zdjęciami. Dopiero z czasem trwania filmu dochodzimy do wniosku, że ten długi wstęp był konieczny, aby poznać charakter postaci. Kilka też zdawać by się mogło nic nie znaczących wątków – okazuje się mieć głębokie znaczenie pod koniec filmu. Tak zatem początkowa „wada” okazuje się planowanym zabiegiem, który stanowi dodatkowy smaczek horroru i który potęguję nieustannie narastające napięcie.
Film na pewno zadowoli fanów wszelkiej maści dobrych horrorów, mimo iż jak echo odbijają się w nim inne podobne produkcje, jak chociażby kultowy „Duch” (bardzo podobna scena z medium – być może świadome nawiązanie). Chłopiec borykający się z siłami ciemności, pozostawiony sam sobie to również Danny z „Lśnienia”. Kobietę walczącą z irracjonalnymi przybyszami podziwialiśmy w „Innych”. Podobne filmy można wymieniać bez końca. Tak dużej ilości nawiązań nie traktuję jednak jako wadę, „Sierociniec” jest bowiem rewelacyjnie skonstruowany, historia nas wciąga, a sama forma odcina się wyraźnie od typowego kina amerykańskiego.
Film naprawdę szczerze polecam!
OCENA: 8/10
W moją recenzję pozwoliłem sobie wpleść niezwykle trafne spostrzeżenia Tomasza Piętowskiego ze Stopklatki.
Oficjalna polska strona filmu: www.sierociniec.pl
Oficjalna strona filmu: www.theorphanagemovie.com
Oceń film „Sierociniec”:
źródło foto:
http://www.filmweb.pl/Sierociniec



