Metallica – „Death Magnetic” Recenzja

Metallica Death MagneticDla wielu Metallica skończyła się na czarnym albumie, gdzie podała rękę komercji i nie potrafiła już uwolnić się z tego uścisku. To oczywiście mocno przesadzony osąd, biorąc pod uwagę chociażby album „St. Anger”, który wyłamał się z trendu chyba aż za mocno i nie został zrozumiany przez większość fanów bandu i w tym również przeze mnie.
Metallica jednak wróciła po latach zagubienia, w stylu godnym mistrzów, z albumem, który perfekcyjnie łączy ich przeszłość z teraźniejszością.

Najbardziej cenię albumy, które nie zaczynają do mnie przemawiać od razu, ale które wymagają wsłuchania się i głębszego poznania, aby docenić kunszt twórców. Taki okazał się właśnie „Death Magnetic” – album, który zaczarował mnie dopiero po 5 przesłuchaniu…

Recenzja płyty „Death Magnetic” – przedstawiam moją ocenę najnowszego dzieła spod szyldu Metallica.

Nie ukrywam, że do płyty Metallica „Death Magnetic” podszedłem z dużą rezerwą. Moja fascynacja zespołem tak naprawdę skończyła się na czarnym albumie i nie oczekiwałem, że będą potrafili mnie jeszcze kiedykolwiek ponownie zahipnotyzować. Chciałem sobie nawet odpuścić poznanie najnowszego albumu, ale zmieniłem szybko zdanie, gdy kumpel w pracy (dzięki Michał) zapuścił instrumentalne arcydzieło „Suicide & Redemption”, które porwało mnie niemal natychmiast do potrząsania włosem.

Nabyłem album i z umiarkowanym podekscytowaniem wsłuchałem się w dźwięki płyty.
Niestety tak, jak oczekiwałem – zawiodłem się i to mocno. Płyta po pierwszym przesłuchaniu wydawało mi się jałowa i prócz wspomnianego „Suicide & Redemption”, nie znalazłem tam żadnego utworu, który potrafiłby wgnieść mnie w fotel. Jakże się myliłem…
Jest w tej płycie coś, co nie pozwoliło mi od razu o nim zapomnieć. Wręcz przeciwnie – następnego dnia przesłuchałem płytę dwukrotnie i bardzo powoli zacząłem doceniać najnowsze dzieło Hetfielda i spółki.
Po tygodniu czasu – dzień, w którym nie słuchałbym „Death Magnetic” uznawałem już za stracony. Album mną zawładną całkowicie, wspaniale uczucie – Metallica znów, po tylu latach, potrafiła mnie zaczarować.

Ale może dokładniej o samym albumie.
Zaczyna się z mocą znaną z “Master Of Puppets”- “That Was Just Your Life” to otwarcie w stylu “Battery”- krótkie intro po którym zaczyna się czysta „metallikowa” jazda znana z najlepszych czasów. Noga i głowa same chodzą, wokal Hetfielda brzmi dobitnie, świeżo i drapieżnie, gitary mają faktycznie „moc”. Cudownie – przecież o to chodziło!

To dopiero jednak wstęp, drugi utwór „The End Of The Line” jest jeszcze mocniejszy, gitary cięższe – płyta wspaniale zaczyna się rozkręcać. Utwór do pewnego momentu przypomina styl “Creeping Death”, by w pewnym momencie się wyciszyć i przejść w nastrojową gitarową chwilę wytchnienia. Hetfield wychodzi z niej nad wyraz drapieżnie – ze słowami “The slave becomes the master”, które mogą oddawać całą historię kapeli.

„Broken, Beat & Scarred” jest idealnym przykładem brakującego ogniwa między “And Justice…”, a “Black Album”. Na uwagę zasługuje gęsty i masywny riff. Jest nieco bardziej rytmicznie niż w poprzednich kawałkach. I kolejny track, który wydaje się lepszy od poprzedniego – aż strach pomyśleć, co będzie dalej.

Po tym następuje “The Day That Never Comes”. Bez wątpienia to nawiązanie do pamiętnego “One”, a może nawet jego klon. Prawie identyczna konstrukcja utworu, liryczny początek, kanonada gitar i perkusji w drugiej części i.. podobna tematyka. Wg mnie utwór ten niezbyt pasuje do całego albumu. Stanowczo za długo jest zbyt melodyjnie, a gdy zaczyna się prawdziwa ostra i wspaniała, gitarowa jazda, utwór niestety się kończy.
Nie jest to zatem utwór zły, ale niezbyt dobrze komponuje się z resztą kawałów.

Po tym lekkim zachwianiu zaczyna się jeden z najlepszych kawałków na tej płycie – „All Nightmare Long”. Ten utwór bez problemu mógłby się znaleźć na “And Justice…”. To ta sama wrażliwość i filozofia budowania utworu. Zwłaszcza na uznanie zasługuje bardzo mocny i rytmiczny początek, później zachwyca potężny metalowy riff i mocna perkusja Ulricha. Wspaniały kawałek w niemal każdej jego części.

“Cyanide” mnie trochę nie przekonuje. Jest to nieco dziwny i nie poukładany utwór, który podobnie jak „The Day That Never Comes” nie najlepiej wpasowuje się w cały album. Jednak jest to jedyny utwór, w którym mam ogromną ochotę śpiewania z wokalistą I sam do końca nie wiem, co jest tego przyczyną.

“Unforgiven III” – uff, ile razy można ciągnąć ten sam wątek? Zaczyna się pięknym intro na… pianinie i ze smyczkami w tle. Później melodyjnie śpiewa Hetfield. Ale pojawiają się zaraz masywne gitary z pięknymi solówkami Kirka i wyznaniami Jamesa w stylu “Why can’t I forgive me”. Prawdziwie pięknie i osobiście, “Unforgiven” godne pozostałej dwójki.

Kolejny “Judas Kiss” to znowu przyzwoite metalowe “łojenie” jakby żywcem wyjęte z sesji nagraniowej do “And Justice For All”.
Ale to nie koniec zmagania się z własną przeszłością – mamy teraz “Suicide& Redemption”- najlepszy kawałek na całej płycie – istne dzieło sztuki dla każdego wyznawcy metalu. To utwór instrumentalny inspirowany “Orionem” lub “To Live Is To Die”. Dzieje się bardzo dużo – rytmiczny początek z mocnymi i drapieżnymi riffami. Muzyka jest narracyjna, solówki Hammeta genialne. Obowiązkowo wstawiono balladowe wstawki w środek utworu, co nadaje trackowi wręcz mistycyzmu. Trzeba zwrócić uwagę też na przebłyski geniuszu Ulricha. Ten utwór to idealne podsumowanie całej płyty, ale to jeszcze nie jest jej koniec.
Całość kończy bowiem ostre, metalowe “My Apocalypse” z ciekawą linią basu Trujillo. Zakończenie płyty na miarę “Damage Inc.”

Zespół wrócił w wielkim stylu. Metallica żyje i co najważniejsze ma się świetnie, zwłaszcza jak na metalowych już dziadków. Pokazała prawdziwy hart ducha przezwyciężając własne słabości i nagrywając album, którym udowodniła swoją niekwestionowaną pozycję na scenie metalowej. Oby tak dalej.

OCENA: 4/5

Oceń album:

źródło foto: http://www.amazon.com/Death-Magnetic-Metallica/dp/B00192KCQ0

Zobacz komentarze >>

Hobby , Muzyka # , ,
  Udostępnij: / / /

2 komentarze do “Metallica – „Death Magnetic” Recenzja

Dodaj komentarz >>

  1. Bazyliszek pisze:

    Kocham muzykę. Mam tak samo jak ty autorze strony. Słucham przeróżnej muzyki. Ale metal zawsze pozostanie – wbrew temu, co kiedyś mi powiedział pewien 30 latek, że metal mi się znudzi po kilku latach. Heh. Minęło 12 lat i co? Hehe Ale do rzeczy. St. Anger. Nie mam go. Ale mam Death Magnetic i jego następcę Beyond Magnetic 2011. Metallica idzie w dobrym kierunku. Każdy ich album oprócz jednego jest na poziomie. Dobrze, że nie grali w kółko jednego, bo można by się porzygać. Ale zrozumcie Metallicę. Ja na ich miejscu nie chciałbym w kółko, album po albumie grać tych samych piosenek w tym samym stylu. Powiesił bym się. Oni tych piosenek mają od groma. Kilka razy więcej niż te wydane!!! Mogli by zasypać was setkami piosenek. Inspiracji im nie brakuje. Chcielibyście kontynuację Kill’em All? The Black Album? Nie ma sprawy. Oni mogą takich cały multum wymyślać właśnie w takim stylu. Ale tu chodzi o kasę. Metallica to maszynka do robienia pieniędzy, co nie znaczy, że nie lubią grać i nie tworzą świetnej muzyki.

  2. Trazor123 pisze:

    Metallica to ogólnie od samego początku istnienia tego zespołu robi dobrą muzykę większość ich kawałków mi się podobają są i z łagodnym brzmeniem i są też te bardziej na ostro mam nadzieje że jeszcze dużo ich nowych albumów ukarze się na rynku że Death Magnetic to nie ostatnia ich płyta pozdrawiam słuchaczy!!

Skomentuj Bazyliszek Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *