Opowiadanie SF: „Przejście”

strona 5 z 5

 

***

          -Pani dyrektor! – krzyk dr Kwan zagrzmiał w interkomie gabinetu.

          -Co się stało?! – zapytała z niepokojem.

          -Musi Pani przyjść do generatora, natychmiast!

          -Dobrze, zaraz tam będę – odpowiedziała i wyskoczyła z pokoju, nie zamykając nawet drzwi za sobą.

          MacPerson biegła korytarzem. Była pełna obaw, co zastanie w generatorze. Jeszcze nigdy Motoko nie unosiła głosu w rozmowie z nią. Ostatnie przejście i już widziała Kwan. Ta nerwowo chodziła przy włazie w oczekiwaniu.

          -Co się stało?! – rzuciła przez korytarz. Motoko obróciła się i podbiegła do przełożonej.

          -Mamy nieoczekiwany problem – jej głos drżał. -Nie wiem, co robić dalej.

          Puściła dyrektor przodem. Anna otworzyła srebrzystą śluzę. W centrum pomieszczenia stał tłum naukowców, otaczając krzesło transferowe. Na razie nic z tego zamieszania nie rozumiała.

          -Co się tutaj dzieje? – zapytała.

          Naukowcy rozstąpili się odsłaniając spoczywające na siedzeniu ciało Fostera. Oczy miał zamknięte, wyraz bladej twarzy spokojny. Rzuciła okiem na generator. Powietrze wokół pierścienia falowało. Obręcz była jeszcze rozgrzana, więc tunel został zamknięty zaledwie parę minut temu. Skoro zainicjowano tunel, co mogło pójść nie tak – pomyślała. Dopiero teraz doszedł ją dźwięk, którego nie powinna słyszeć po zrealizowaniu już „skoku” – równomierne elektronicznie pulsowanie.

         Zmierzyła wzrokiem naukowców, szukając wyjaśnienia. Nikt jednak nie miał ochoty przemówić.

          -Doktorze Swenson? – spytała. -Czy „transfer” się odbył?

          Doktor odchrząknął, popatrzył na kolegów i przemówił.

          -Tak, zakończył się sukcesem. Wszelkie dane zostały przesłane i odebrane. Wszystko poszło zgodnie z planem, no prawie wszystko – poprawił się.

          -To może ktoś mi łaskawie wyjaśni, co tu się wyprawia?! – MacPerson niecierpliwiąc się, podniosła głos.

          -Chodzi o kandydata – neurolog wskazał Fostera. -Nie potrafimy tego wyjaśnić. Wszystko przebiegało normalnie. Po pierwszych terabajtach uzyskanych danych, odczyty nagle diametralnie się zmieniły. Nigdy nie widziałem podobnego sprzężenia. Reakcje na impulsy robotów były niewiarygodnie płynne, niemalże naturalne. Mózg tego człowieka nie walczył z nanomaszynami, lecz je zasymilował. Wskaźnik integralności przebił najlepszy znany do tej pory odczyt aż o ponad 400%.

          -To przecież niemożliwe – oczy dyrektor zaokrągliły się.

          -Też tak myśleliśmy, jednak dane nie kłamią. Mózg Fostera okazał się wyjątkowy, jednak nie rozumiemy dlaczego. A teraz jeszcze to – Swenson popatrzył na mały pulsujący ekran urządzenia stojącego obok. Elektokardiograf wydawał rytmiczny dźwięk, którego nikt nie powinien już słyszeć po „przejściu” astronauty.

          -Mój Boże – MacPerson cofnęła się, gdy zrozumiała w końcu, czym okazał się zgłaszany przez Kwan problem.

          -On żyje… – dodała.

          -Żyje – Swenson kiwnął twierdząco głową. -W dodatku ma się dobrze. Jakby przeszedł operację wyrostka, a nie pobierania świadomości.

          -Jak to mogło się stać? – dyrektor kręciła z niedowierzaniem głową.Neurolog tylko wzruszył ramionami.

          -Być może – podjął jednak próbę wyjaśnienia – przy tak dużym odczycie integralności, płyn mózgowy nie podgrzewał się, kora nie uległa degradacji, a synapsy pozostały nienaruszone.

          -Przy takich obciążeniach? To brzmi niedorzecznie – odpowiedziała MacPerson.

          -Jednak człowiek żyje, odczyty ma w normie, po odzyskaniu świadomości powinien mieć tylko potwornego kaca i podwyższone ciśnienie, nic więcej.

          W pomieszczeniu zapanowała cisza. Dało się słyszeć tylko elektroniczne odwzorowanie bicia serca Roberta.

          -Co teraz zrobimy? – wtrąciła się Kwan.

          Dyrektor spojrzała na zatroskaną twarz doktor.

          -Według kontraktu, ten człowiek nie żyje. Możemy go poddać eutanazji –stwierdziła.

          Wszyscy naukowcy przeszyli Annę lodowatym wzrokiem. Zbyt pochopnie wyciągnęli wnioski, nie dając jej dokończyć.

          -Umowa jednak nie przewiduje takiej sytuacji, więc według prawa nie powinniśmy robić nic.

          -Trafił nam się rodzynek – ponownie odezwał się Swenson. -Pan Foster może być przełomem. Jeśli uda nam się wyjaśnić, dlaczego przeżył… – Nie musiał kończyć, dyrektor podobnie jak neurolog równie szybko dostrzegła szansę na krok milowy w rozwoju projektu.

          Odwróciła się od wszystkich i podeszła do szyby. Wpatrując się w generator zastanawiała się nad decyzją. Podjęła ją szybciej niż się tego spodziewała.

 

***

 

Robert obudził się. Z trudem otworzył oczy. Powieki warzyły chyba z tonę. Nic prócz jasnej, niewyraźnej plamy jednak nie dostrzegł. Wzrok wyostrzał się stopniowo, wraz z narastającym bólem głowy. Po chwili mógł już dostrzec szczegóły płyt mlecznego sufitu. Świadomość powróciła.

          Leżał na łóżku, przykryty przyjemnie grzejącą pościelą. Nie wiedział, gdzie jest. Nie potrafił przypomnieć sobie, jak się tu znalazł. Przy łóżku ujrzał jakąś sylwetkę. Osoba zorientowała się, że Foster odzyskał przytomność i podeszła bliżej.

          -Robert? – usłyszał dziwnie znajomy głos. Przyglądnął się twarzy, która zawisła nad nim. W lustrzanych okularach zobaczył własne odbicie. Nad łóżkiem stał jego przyjaciel, Bill. Pamięć wróciła, jak przed chwilą wzrok. Dalej nie wiedział jednak gdzie przebywał i jak się tu dostał.

          Zamknął na chwilę oczy. Zmarszczył czoło próbując uaktywnić sieć neuronową, aby pomogła mu odnaleźć ostatnie wspomnienie. Ujrzał swój cień na schodach prowadzących do Instytutu Trensformacji Podprzestrzennej. Zmierzał tam, aby dokonać „przejścia”, polecieć na odległą planetę. Skoro widział teraz Billa, oznaczało to, że „transferu” nie było.

          -Gdzie jestem, co się stało? – wyszeptał.

          -Już myślałem Robercie, że nigdy się nie zobaczymy. A tu proszę, taka niespodzianka. Jak się czujesz? – spytał.

          Robertowi tylko zrzedła mina. -Nie wiem – wystękał.

          Bill nachylił się i zdjął okulary sieciowe. Oczy jak zwykle miał przekrwione od ciągłych projekcji.

          -Jesteś w szpitalu. W recepcji powiedziano mi, że przywieziono cię prostu z Instytutu. Miałeś ponoć pecha. Podczas próby „skoku” nastąpiły jakieś komplikacje. Niestety nikt tego nie potrafił do końca wytłumaczyć.

          -Co? – zdołał tylko wystękać Robert.

          -Wszystko masz w tych papierach – Bill potrząsnął teczką. -Dobrze, że upoważniliśmy się nawzajem w przypadku takich sytuacji, bo inaczej nie mógłby tego otrzymać.

          Bill otworzył teczkę i wyjął jeden z dokumentów.

          -Transfer nie mógł się odbyć – kontynuował. -A powód, jak to określają, nietypowe cechy neuronalne kandydata, cokolwiek to znaczy.

          -Przecież zdałem testy – przeszło Robertowi przez zaschnięte gardło.

          Bill wzruszył ramionami.

          -Najciekawszy jest jednak ten dokument – machnął laminatem przed oczami Fostera. -Widnieje na nim twój podpis. Ponoć wyraziłeś zgodę na usunięcie pamięci związanej z pobytem w Instytucie. Pamiętasz coś?

          Robert pokręcił głową.

          -Jechałem do Instytutu, stałem przed wejściem, a potem znalazłem się tutaj. Tyle pamiętam.

          -Czyli jednak grzebali ci we wspomnieniach. Wszystko to jest dziwne, na twoim miejscu poszedłbym się do prawnika.

          Robert poczuł się senny. Ciężko było mu powstrzymać opadania powiek.

          -Halo, koniec wizyt na dzisiaj! – krzyknięto na Billa z korytarza. Poskładał zatem papiery, zamknął teczkę i położył ją na stoliku obok łóżka.

          -Cóż… – stwierdził. -Jutro też wpadnę, więc nieco więcej pogadamy. Do zobaczenia!

          Sylwetka przyjaciela zniknęła za drzwiami. Robert nie musiał dłużej zmuszać się do walki i zamknął oczy. Wiedział doskonale, że odesłanie z Instytutu oznaczało definitywną stratę szansy na „przejście”. Żaden prawnik tu nie pomoże. Skoro nie doszło do „transferu”, nie mogło już do niego dojść. Zmieścił się zatem w tym pół procencie nieudanych „skoków”, a przyczyna tkwiła gdzieś w jego organizmie. Podświadomie nie wyczuwał jednak żalu, czy gniewu. Nie potrafił tego wytłumaczyć, ale czuł się spełniony. Mimo luki w pamięci miał przeczucie, iż dokonał czegoś wyjątkowego. Co zatem naprawdę wydarzyło się w Instytucie?

 

          Może kiedyś, gdy projekt nie będzie już tak pilnie strzeżony, a usuwanie wspomnień nie będzie konieczne, uda mu się dociec prawdy. Tymczasem jednak musiał odpocząć. Przestał rozmyślać, czoło złagodniało, dłoń opadła bezwładnie na pościel. Zanurzył się w kojącym śnie.

 

 

Marcin Świątkowski 2006

Oceń opowiadanie:

 

Zobacz komentarze >>

Opowiadania Science Fiction , Science-Fiction # , ,
  Udostępnij: / / /

9 komentarze do “Opowiadanie SF: „Przejście”

Dodaj komentarz >>

  1. RopSon pisze:

    kawał zdrowego sf.
    Pozdrawiam

  2. Rafau pisze:

    świetny rozdział pierwszy trzy-tomowej powieści. czekamy na kontynuacje!

  3. Boruta pisze:

    Dobre ale czuję niedosyt.

  4. c tan pisze:

    bardzo dobre powiesc czekam na dalsze losy roberta moze kiedys i my bedziemy tak podrozowac bez pobierania swiadomosci pozdro od c tan-a

  5. Barbara pisze:

    hmmmm…odniosłam wrażenie jakby ktoś złośliwie wydarł resztę stron….to co jest końcem powinno być zaledwie początkiem…pomyśl ile możliwości zamknąleś….całe wszechświaty…skończ to co zacząłeś!!!!
    Popracuj nad dialogami,nie dam Ci recepty, ale jako czytelnik odbieram je jako zbyt drętwe i sformalizowane.
    Pozdrawiam serdecznie,będę tu zaglądała! :))))

  6. Sławek pisze:

    Interesujące, oryginalne, jednak zostawiło u mnie pewien niedosyt – oczekiwałem nieco więcej od zakończenia – bardziej rozwiniętego i zagadkowego.
    Ale w sumie fajnie się czyta.
    Ja trafiłem na to opowiadanie szukając jakiegoś e-book’a na swym telefonie, podczas 5-godzinnej jazdy pociągiem. Te opowiadania pozwoliły mi jakoś zabić nudę w czasie podróży.

  7. łukasz pisze:

    fajne, ale wiesz że był podobny film, widziałem go w telewizji około 2004 roku, ale jest dużo starszy, niestety nie pamiętam tytułu

  8. D. pisze:

    Bardzo podobało mi się opowiadanie, aczkolwiek szczerze przyznam, że odnośnie owej tajemnicy czekałem na jakieś niesłychane uderzenie, a otrzymałem jedynie (bardzo) dobre rozwiązanie, co oczywiście nie jest wadą – po prostu zwykle mam zbyt wysokie oczekiwania:) Nie mniej bardzo wciągająca lektura.

  9. UniFlo pisze:

    Marcinie naprawdę extra, właśnie to lubie 😉 Polecam, bardzo gorąco.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *