Opowiadanie SF: „Powrót”

Opowiadanie SciFi PowrótStatek badawczy „Convic” powraca z wieloletniej wyprawy poza układ słoneczny. Dokuje na stacji orbitującej wokół Ziemi. Jeden z członków załogi „Convica” przypadkiem poznaje młodego ucznia tutejszej Akademii Astronautycznej. Adept pomaga przybyszowi przetrwać bolesny okres „przysposobienia”. Między nimi zawiązuje się przyjaźń. W wyniku wypadku na stacji, obaj ocierają się o śmierć. Wydarzenie to pozwoliło jednemu z nich przekonać się o błędzie, jaki popełnił. Błąd na szczęście da się naprawić.

To opowieść o pragnieniu odkrywania nowych światów, szukaniu swojego miejsca, ale również o nostalgii za okresem niewinności.
Inspiracją do opowiadania była ścieżka dźwiękowa z filmu „2001: Odyseja Kosmiczna”. Zapraszam do lektury.

 

Copyright © 2015 Marcin Świątkowski | Wszelkie prawa zastrzeżone.
Publikacja opowiadania chroniona jest prawem autorskim. Kopiowanie, rozpowszechnianie, cytowanie, powielanie, publikowanie na innych stronach internetowych i serwisach lub innych nośnikach możliwe jest tylko za wcześniejszą zgodą autora.

 

POWRÓT

 

Wśród roju gwiazd Drogi Mlecznej wyłonił się prom. Jego kształt stanowiący początkowo jedynie niewielki punkt na tle galaktyki, w miarę zbliżania, stawał się coraz bardziej wyrazisty. Już chwilę później srebrzysta powłoka zbiorników rozbłysnęła jasnym światłem odbijanych promieni słonecznych. Statek przemknął z niewiarygodną szybkością kierując się ku trzeciej planecie układu. Przed pojazdem ukazał się błękitny owal Ziemi oraz wschodzące zza planety szare półkole Księżyca.

Promowi nie było dane lądować na powierzchni, dlatego też nie przedzierał się przez atmosferę, lecz pozostał na orbicie, poddając się sile grawitacyjnej Ziemi.

Zanim dostosował swoją wysokość do parametrów przesłanych przez pobliską stację, krążył po orbicie, bezwładnie unosząc się w przestrzeni. Dopiero gdy wyszedł z cienia planety, buchnęły silniki manewrowe umożliwiając mu wlot do komory przyjmującej.
Pojazd momentalnie został przysłonięty ogromną sylwetką stacji orbitalnej. Oblana słońcem, potężna konstrukcja iskrzyła obcym, białym światłem. Gdyby nie system komunikacji prom nie zostałby najprawdopodobniej nawet zauważony.

Przejęcie funkcji sterowniczych za 10 sekund – łagodny głos głównego komputera wypełnił przestrzeń sali kontroli przylotów.
W pomieszczeniu panowało pozorne tylko zamieszanie. Schowani za grubą, warstwową szybą ludzie wykonywali bowiem ściśle określone czynności. Wśród szumu zlewających się komunikatów i poleceń dało się słyszeć pojedyncze komendy, które splatały się z rytmicznym odliczaniem komputera.

– …5…4…

-Ustalić częstotliwość!

– …3…2…

-Nakierować przekaźnik!

– …1…0… Obiekt przechwycony.

-Dobra mamy go! Nawiązać łączność!

-M14! Tu „Nadzieja”, odbiór!

-Zgłasza się M14…Miło was słyszeć…

-Możecie już odetchnąć. Przechwyciliśmy was.

-Zrozumiałem. Oddaje się w wasze ręce. Do zobaczenia na pokładzie. Bez odbioru.

Komendant zbliżył się do monitora i wnikliwie przyjrzał widniejącym wykresom.

Kate. Jaka odległość?

-53 metry.

-Dobrze. Uszczelnić wejścia i wyrównać ciśnienie w komorze!

-Zrobione.

-Odległość?

-30 metrów.

-Otworzyć właz!

 

Jednolita dotąd ściana drgnęła i rozsunęła się. Schowanym za szczelną szybą, kierującym całą operacją ludziom, ukazała się ciemna przestrzeń i zbliżający się biało-srebrzysty obiekt.

Zredukować prędkość!

-Zredukowana.

-Wysłać kod kierujący!

-Gotowe.

-Przygotować lądowisko!

-Amortyzatory na zewnątrz, systemy podłączone, zwiększone pole grawitacyjne.

-Systemy sprawne?

-Brak usterek.


Prom o geometrycznych kształtach gładko przeszedł przez właz. Teraz, delikatnie manewrując silnikami, łagodnie osiadał na lądowisku. Przenikliwy, pusty dźwięk oznajmił kontakt z podłożem. Tytanowe złącza zabezpieczyły statek, blokując jego stabilizatory. Właz przysłonił widok gwiezdnego pola, oddzielając definitywnie prom od chłodu kosmosu.

M14 – Witamy na Stacji Orbitalnej „Nadzieja”…

***

Syk powietrza oznajmił rozhermetyzowanie kabiny. Owalne drzwi wykluły się z kadłuba statku i opadły ślamazarnie na długi, zakończony schodami podest. W wyjściu zaczęły kolejno pojawiać się sylwetki osób, które kurczowo trzymając się poręczy, ostrożnie schodziły na dół.
Pierwsze kroki na nowym pokładzie sprawiały przybyszom spore trudności. Niepewnie stawiane do złudzenia przypominały nieporadne próby ustania na łyżwach.

Wzajemnie się podtrzymując, próbowali oddalić się od schodów, aby umożliwić wyjście pozostałym członkom załogi. Czynność ta kosztowała ich więcej wysiłku, niż można byłoby przypuszczać. Sami kosmonauci niejednokrotnie przechodzili okres przysposobienia, dlatego problem związany ze zwiększą grawitacją nie stanowił dla nich żadnego zaskoczenia. Nie wiele jednak zmieniało to sytuację, gdyż nadal poruszali się niepewnym krokiem, będąc całkowicie niesamodzielnymi w nowym otoczeniu. Z dużą ulgą przyjęli więc pomoc personelu stacji i opuścili „komorę przyjmującą”.

W ogromnym pomieszczeniu pozostali jedynie pracownicy obsługi technicznej, krzątający się przy statku – niczym mrówki przy swej królowej. Każdy z nich miał ściśle określone zadanie i doskonale wiedział co ma robić. Jedni podłączali dodatkowe zabezpieczenia, inni starali się określić stan sprawności pojazdu. Po upływie godziny w komorze nie został już nikt.

Convic M-14 stał samotnie w centrum znacznie większej od niego hali. Niedługo miał dołączyć do pozostałych braci zakotwiczonych w głównym hangarze stacji. Tam będzie oczekiwał chwili, gdy ponownie rozgrzane zostaną jego silniki, aby popchnąć go ku odległym gwiazdom.

 

***

Różnokolorowe lampy kontrolne rzucały delikatne refleksy na kadłub, nadając w ten sposób Convicowi nieco wynaturzonych kształtów. Tlące się w zewnętrznym korytarzu światło nie docierało do jego stanowiska, dlatego stojąc w cieniu wydawał się skrywać przed światem, pozostając nadal samotny, pogrążony w mrocznym kosmosie.

Przy jednym z wizjerów stał młody chłopak o delikatnej cerze i ciemnych, prostych włosach. Przywdziany był w biały, cienki płaszcz sięgający do kostek. Z wielkim przejęciem spoglądał na mieniący się różnymi barwami statek, ukryty za szczelną, wielowarstwową szybą. Owy niewielki skrawek materiału stanowił dla chłopca ogromną barierę – barierę, której przekroczyć nie był w stanie i być może której przekroczyć nie chciał. Wpatrywał się zafascynowany w lśniące pokrywy silników, owalne wsporniki i podłużne stabilizatory, jakby próbował zapamiętać w tej jednej, krótkiej chwili każdy szczegół budowy promu. Pojazd ten nie był dla niego jedynie funkcjonalną konstrukcją, lecz pewnym symbolem. Możliwość wzniesienia się ponad Ziemię i stację stanowiła coś więcej niż tylko odległe marzenie. Sama myśl o tym zdawała się wynosić go poza granice codzienności. Pragnął poczuć na skórze nie tylko ciepło promieni słonecznych, ale także innych gwiazd galaktyki. Chciał wydostać się poza ramy martwych monitorów i fizycznie doświadczyć cudów wszechświata.

Podniósł rękę i położył dłoń na szybie. Patrzył na stalową platformę podtrzymującą ciężar pojazdu. Powoli przesuwała się w głąb niewidocznego dla niego korytarza. Convic zmierzał w ciszy ku potężniejszej hali niż ta, w której się znajdował. Tam, w towarzystwie innych statków, oczekiwać będzie kolejnej misji.

 

W momencie, gdy M-14 zniknął we wnętrzu korytarza, chłopiec przyciemnił wizjer i odszedł zamyślony, wpatrując się w podłogę.
Idąc tak bujając wciąż w obłokach, nie zauważył wychodzącej zza rogu osoby. Nie zdążył odpowiednio zareagować i potrącił ją. Przepraszając podniósł wzrok, a jego oczom ukazał się wysoki mężczyzna o krótkich, ciemnoblond włosach, ubrany w jednolity, szary kombinezon, noszony podczas lotu przez astronautów. Uwagę chłopca zwróciła przede wszystkim niewielka naszywka nad lewą, górną kieszenią kombinezonu. Nie musiał się jej długo przyglądać, gdyż znał ją doskonale – emblemat Światowej Organizacji Astronautycznej. Jedno spojrzenie na napis nad przejściem wyjaśniło całą sytuację. Przed sobą widział kosmonautę, który zakończył przed chwilą dezynfekcję.

Dla młodzieńca chwila ta zdawała się nienaturalnie dłużyć. Patrzył na mężczyznę, który zaledwie półtora godziny temu unosił się jeszcze w bezkresnej przestrzeni.

Niesamowite – myślał. – Człowiek, który powrócił z odległych gwiazd, widział na własne oczy żywą cząstkę wszechświata. On tam był i mimo to, targany zapewne tęsknotą za rodzinnym układem, udał się z powrotem ku „błękitnej kropce” na skraju galaktyki.
Jeszcze nigdy nie udało się chłopcu spotkać dopiero co przybyłego na stację astronautę. Nic więc dziwnego, że nadal nie starał się ustąpić mu przejścia.

Znacznie wyższy od chłopca mężczyzna nie ukrywał zaskoczenia zaistniałym zdarzeniem.

Nie ma sprawy, naprawdę nic się nie stało – rzucił ironicznie.

Młodzieniec ciągle jednak nie odchodził, wpatrując się w niego bez słowa.

Hm, słuchaj – niski głos przerwał chwilowo trwającą ciszę. – Skoro już tu jesteś, może pomożesz mi przejść do następnej śluzy?
Na młodej twarzy zarysował się szczery uśmiech.

Widzisz, mam lekkie problemy z utrzymaniem równowagi… – Nie zdążył dokończyć myśli, gdy chłopiec błyskawicznie wskoczył mu pod ramię i mocno złapał rękę. Zaczęli powoli iść w kierunku włazu.

Convic M-14 – zaczął szepcząc chłopiec, jakby mówił do siebie. – Pierwsza misja do układu Centauri, spędziliście trzy i pół roku w podróży. Ponad trzy lata bez grawitacji – to niesamowite, że w ogóle może Pan chodzić o własnych siłach.

-No proszę – mężczyzna uniósł wysoko brwi. – Widzę, że wpadłem na swojego fana.

Przybysz po raz pierwszy na stacji starał się uśmiechnąć.

Czy to boli? – rzucił niespodziewanie chłopiec.

Co?

-Ruchy, znaczy ogólnie mięśnie.

Mężczyzna zrozumiał, że pierwszy jego uśmiech po powrocie raczej nie wyszedł.

Nawet nie wiesz jak bardzo.

Stosowaliście ten system ćwiczeń, znaczy elektropobudzania?

Taaak – każdej doby, kilkanaście razy, po 15 minut… Do znudzenia.

Ale jazda… – chłopak pokręcił z niedowierzaniem głową. – Teraz korzysta się ze znacznie skuteczniejszych metod. W zasadzie jesteście ostatnimi ludźmi, którzy musieli tak się męczyć przez całą podróż.

-Niewiele to mnie pociesza, ale w dalszej perspektywie to chyba dobra wiadomość.

Przystanęli obaj przed wyjściem. Właz z sykiem rozsunął się. W korytarzu czekał pracownik obsługi medycznej, rażący wręcz bielą swojego kombinezonu.

Witamy na stacji! – odezwał się lekko zachrypniętym głosem.

Dziękuję. Zdaję się, że ktoś Pana wyręczył – przybysz popatrzył na chłopca.

No problemo – odezwał się młodzieniec, oddając astronautę w ręce lekarza. – Wiele się zmieniło gdy podróżowaliście. Jeśli Pan się zgodzi, mogę być Pańskim „przewodnikiem”.

-Ile masz lat chłopcze?

-Prawie 16.

-Gdy wylatywałem ze stacji, Ciebie nie było jeszcze na świecie. Chyba nie będziesz dobrym „przewodnikiem”.

Proszę… Studiuję astronautykę, poznałem większość procedur i technologii stosowanych przez ostatnie 30 lat.

Kosmonauta popatrzył na medyka, jakby chciał uzyskać od niego potwierdzenie słów chłopca. Ten wzruszył ramionami.

-Dobrze więc skoro tak bardzo na tym ci zależy. Zgodzę się jednak pod jednym warunkiem… Przestaniesz mówić do mnie per Pan. Po kilku latach na statku dość mam grzecznościowych zwrotów. Mam na imię Mark.

Dobrze Mark. Ja jestem Lothar – twarz chłopca nadal promieniowała radością.

Miło było cię poznać, Lothar.

Przybysz odchodził wsparty na lekarzu ku przedziałom mieszkalnym.

Mark? Jak tam jest…? Na tamtym księżycu…?

Mężczyzna zatrzymał się i odwrócił z trudem głowę.

Niesamowicie, Lothar… Niesamowicie…

Sylwetki lekarza i przywartego do niego kosmonauty zniknęły za przejściem dla personelu. Lothar stał jeszcze przez chwilę, wpatrzony w mleczną biel śluzy, która zamknęła się za nimi. Nie mógł nadal uwierzyć, że osobiście poznał Marka, jednego z członków słynnej wyprawy M-14. Trzy i pół roku podróży, dziesięć lat na księżycu gazowego olbrzyma w oczekiwaniu na odpowiednią koniunkcję planet i powrót na stację po kolejnych trzech latach. Chłopiec mógł tylko domyślać się jak wiele wyrzeczeń kosztowało to Marka i co odczuwał po powrocie do domu. Cieszyła go niezmiernie myśl, że będzie mógł spotkać się z nim ponownie. O podróżowaniu w kosmosie dowie się zapewne znacznie więcej niż z „suchych” wykładów w Akademii. Choć o odrobinę osłodzi mu to długie oczekiwanie na jego pierwszą misję.

 

strona 1 z 3

Czytaj dalej >>

Zobacz komentarze >>

Opowiadania Science Fiction , Science-Fiction # , ,
  Udostępnij: / / /

3 komentarze do “Opowiadanie SF: „Powrót”

Dodaj komentarz >>

  1. yooe pisze:

    Rewelacja! 🙂

  2. marek pisze:

    dobre, choć szkoda, że krotkie – jak dla mnie

  3. Tomek pisze:

    Świetnie skomponowane zdania. Super!

Skomentuj Tomek Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *