Opowiadanie SF: „Przejście”

strona 2 z 5

 

Następne dwie godziny chciałby jak najszybciej zapomnieć. Przeprowadzono mu chyba wszystkie możliwe badania, począwszy od analizy krwi, na tomografii komputerowej kończąc. Obawiał się, czy obecność alkoholu w organizmie wpłynie na wyniki. Fizjolog jednak okazała się zaskakująco wyrozumiała w tym względzie. Jak stwierdziła, już po pierwszych analizach wiedziała, że wczorajszą noc spędził dość hucznie. Ponoć 2/3 kandydatów pojawiało się w takim stanie w Instytucie. Widocznie to dość naturalne zachowanie osób, mających rozstać się na zawsze z planetą.

          Zrobiła mu zastrzyk, swoiste antidotum na kaca – płyn organiczny całkowicie neutralizujący niepożądany związek. Zadziwiająco skuteczny, gdyż już po kilku minutach zapomniał o jakichkolwiek dolegliwościach.

          Badania przeszedł pozytywnie, co nie było żadnym zaskoczeniem. Podczas trwania konkursu wielokrotnie poddawany był podobnym zabiegom – komisja nie mogła sobie pozwolić na typowanie zwycięzców, których stan zdrowia nie spełniał wymaganych kryteriów. Badani były czystą, choć męczącą formalnością.

          Pół godziny później otrzymał nareszcie oficjalny uniform astronautyczny. Długo stał przed ściennym lustrem i podziwiał swój nowy image. Powróciły na moment chwile zwątpienia, kiedy myślał, że nie będzie mu dane przywdzianie ubrania z naszytym emblematem Instytutu.

          Marzenia się spełniały. Chciałby zobaczyć minę osób, które pukały się w czoło, gdy przystępował do kolejnych konkursów. Dopiął swego. Żałował, że teraz nie miał z kim podzielić się dumą. Żywił nadzieję spotkania innych zwycięzców XXIV edycji. Nie było jednak ku temu możliwości. Naukowcy nie odstępowali go na krok. Wskazywali tylko kolejne drzwi i pomieszczenia. Nie miał szansy, aby rozejrzeć się po Instytucie.

          -Jest pan już gotowy? – usłyszał zza garderoby, więc pośpiesznie wyszedł.

          -Proszę, czekają już na pana – wskazano mu kolejne przejście.

          Znalazł się w największym pomieszczeniu, jakie dzisiaj odwiedził. Była to sala wykładowa. Szerokie stopnie prowadziły w górę, na każdym ustawiony był rząd ławek z ruchomym blatem na notatki. U stóp schodów znajdowało się masywne biurko, a za nim wygaszony, ciemny ekran plazmowej ściany projekcyjnej. Przy biurku stał mały tłum osób śledzących każdy ruch Roberta.

          Poproszono go by usiadł. Odmówił, miał już dosyć ciągłego wykonywania poleceń. Emocje dawały znać o sobie. Roznosiła go energia. Myślał, że długoletnie udziały w konkursach nauczyły go cierpliwości. Mylił się. Czuł się świetnie. Lekki wątpliwości, jakie męczyły go w drodze do Instytutu, szybko i niespodziewanie zniknęły po przekroczeniu progu budynku. „Przejścia” mógł dokonać w każdej chwili. Był gotowy. Zaczęły irytować go kolejne etapy przygotowań. Chciałby już zobaczyć generator. Nie miał jednak wyjścia i musiał się dostosować.

          -Panie Foster – zaczęła jedyna umalowana kobieta, jaką spotkał w Instytucie. Znał ją doskonale z mediów. -Nazywam się Anna MacPerson, jestem dyrektorem tego ośrodka – dokończyła zdanie. -Chciałam serdecznie pana powitać w Instytucie Transformacji Podprzestrzennej. Pana obecność świadczy, że jest pan jednym z największych umysłów danej kategorii. Współpraca z panem to dla nas zaszczyt.

          -Dziękuję bardzo – Robert znów poczuł się nieswojo. Był osobą skromną, nie lubił pochwał, szczególnie przekazywanych publicznie.

          -W imieniu całego zespołu naukowców – mówiła dalej – pragnę zapewnić pana, że dołożymy wszelkich starań, aby procedura „transferu” zakończyła się sukcesem. Biorąc pod uwagę nasze dotychczasowe osiągnięcia nie powinien się pan obawiać niepowodzenia.

          Foster kiwnął twierdząco głową.

          -Jak się pan zapewne domyśla – kontynuowała – na kursach nie przedstawiono panu całej prawdy o podróży podprzestrzennej. Czynimy tak mając na uwadze głównie bezpieczeństwo i przyszłość projektu. Poproszę teraz doktor Kwan, aby wyjaśniła specyfikę „transferu”.

          -Panie Foster – Kwan wyszła zza biurka i stanęła przed Robertem. –Przekazywanie prawdy o podróży podprzestrzennej jest dla nas trudne. Wolelibyśmy, aby kandydaci byli uświadamiani jeszcze przed przystąpieniem do konkursu. Jednak akceptacja społeczna projektu jest jego siłą napędową, a my nie możemy pozwolić na stratę ogólnego poparcia. Mamy nadzieję, że zrozumie pan nasze działanie, szczególnie jako człowiek, który wiąże przyszłość z pracą naukową.

          Kwan odgarnęła czarne włosy z czoła i wzięła oddech. Foster miał wrażenie, że całą regułkę wypowiedziała na jednym wydechu i był pełen podziwu, iż nie poplątał jej się język.

          -Z każdym z kandydatów – kontynuowała – przeprowadzamy osobną rozmowę, traktujemy indywidualnie, aby rozwiać wszelkie wątpliwości, które powstaną.

          Foster zmarszczył brwi. Nie spodziewał się tej rozmowy. Słowa wypowiedziane przez doktor miały go przygotować na prawdę, której najwyraźniej nie mógł się domyślać.

          -Przejdźmy do konkretów – mówiła dalej. -Jak pan wie, tunel podprzestrzenny inicjowany jest przez generator znajdujący się w tym ośrodku. Tunel tworzy wyrwę w czasoprzestrzeni i szuka ujścia w innym miejscu naszego wszechświata. Ujściem jest punkt odbiorczy, generator pola o znacznie mniejszej sile niż nadawczy, którego współrzędne wprowadzamy po zainicjowaniu tunelu. Generator odbiorczy znajduje się na każdej naszej placówce poza Układem Słonecznym.

          Robert ponownie skinął głową. Wszystko, co powiedziała teraz doktor była dla niego znane i oczywiste. Obawiał się następnych jej słów.

          -Tunel miał służyć błyskawicznemu transportowaniu astronautów z Ziemi na wybraną placówkę zewnętrzną. Próby takiego transferu okazały się jednak niemożliwe.

          Kwan zrobiła pauzę, jakby celowo dając chwilę Fosterowi na przyswojenie jej słów. Ten jednak nadal patrzył na nią niewzruszony, myśląc, że się przejęzyczyła.

          -Dekadami – kontynuowała – staraliśmy się rozwiązać problem. Nie udało się niestety zneutralizować potężnych sił, jakim zostaje poddany obiekt w tunelu. Struktura, już na poziomie atomowym, ulegała naruszeniu i w efekcie degradacji. Dotyczyło to zarówno organizmów, jak i każdego innego ciała stałego, czy to metal, tworzywo sztuczne, czy jakakolwiek inna materia. Organizm po „przeskoku” zaczyna się starzeć w zatrważającym tempie. Pierwsi wysłani tunelem umierali w ciągu następnych kilku dni. Przesyłane urządzenia natomiast rozpadały się praktycznie na oczach astronautów. „Skok” zatem, w rozumieniu wpajanym panu na kursach, to fikcja.

          Foster poczuł nagłe uderzenie ciepła, oczy zaokrągliły się, mięśnie twarzy zwiotczały. Świat wokół zawirował, więc oparł się o ruchomy blat i dosłownie zwalił na krzesło w pierwszym rządzie. Momentalnie zjawili się przy nim dwaj lekarze, upewniający się czy czasem nie zemdleje. To byłoby nawet dobre rozwiązanie w zaistniałych okolicznościach. To, co usłyszał musiało być szokiem. Jeśli dobrze zrozumiał 12 lat swojego życia poświęcił uczestnictwu w kłamstwie. Wzmagała w nim złość, która szybko strawiła rozczarowanie. Chyba tylko dzięki niej zdołał się opanować i nie dopuścił do utraty świadomości. W głowie kłębiły się pytania, które chciał wypowiedzieć jednocześnie. W efekcie otworzył tylko usta, ale żadnego dźwięku nie był już w stanie wydobyć.

 

          -Rozumiem pana zaskoczenie – kontynuowała, jak zaprogramowana Kwan. –Proszę jednak dać mi szansę wszystko wyjaśnić.

          Spojrzała na lekarzy. Ci kiwnęli głowami, zatwierdzając dobry stan kandydata i zezwalając na dalszą rozmowę.

          -„Przeskok” w postaci fizycznej jest niemożliwy. Znaleziono jednak sposób i na to. Jedyny niezakłócony transfer dotyczy bowiem danych przesyłanych w dowolnej postaci niefizycznej. Mam tu na myśli fale transmisyjne, czy też światło jak promień lasera.

          Robert przemógł się i wystękał z trudem:

          -Co to ma wspólnego ze mną?

          -Bardzo dużo, panie Foster – Kwan delikatnie uśmiechnęła się. –„Transfer” nie tylko jest możliwy, ale i z powodzeniem wykonywany już od blisko 50-ciu lat. Jednak nie na zasadach, jakie wpajano panu podczas kursów. Otóż to nie pana ciało zostanie wysłane, lecz duch.

          Kwan wskazała swoją skroń. Robert wykrzywił twarz nadal nie rozumiejąc, co doktor chce mu przekazać.

          -Pana umysł dowiódł swojej wartości, a jego możliwości są tutaj najważniejsze. W przyszłości wszyscy będziemy mieli z niego pociechę. Zdolności mentalne są jednak niczym bez osobowości. To ona popycha do wytężonej pracy i do osiągnięć.

          Doktor chciała możliwie najjaśniej i najprościej przedstawić prawdę o „skoku”. Zrobiła parę kroków w myślach układając kolejne zdania. Odwróciła się i zaczęła mówić dalej.

          -Z wykorzystaniem sieci neuronowej, możliwym stało się wyodrębnienie osobowości każdego człowieka. Co więcej, osobowość możemy przetworzyć na dane i dokonać jej przeszczepu w inne ciało.

          Foster zaczynał w końcu rozumieć, do czego zmierzała doktor. Wydało mu się to jednak tak nieprawdopodobne, że wolał dać jej dokończyć, zanim cokolwiek miałby skomentować.

          -Pana osobowość, wykreowana wspomnieniami i danymi genetycznymi rodziców, może zostać wyizolowana, w locie przekonwertowana na dane, a następnie wysłana przez tunel wraz z danymi pańskiego DNA.

          Twarz Roberta pobladła, mimo starań chyba zaczynał powoli tracić kontrolę. Zwalczył to, jeszcze na moment. Chciał wysłuchać Kwan do końca.

          -W miejscu docelowym, wszystkie dane zostaną przechwycone. Pana osobowość zapisana w biokrysztale pamięciowym, a DNA zrekonstruowane organicznie. Po dostatecznym rozwinięciu sztucznie wyhodowanego płodu, zostanie mu przeszczepiona pana osobowość. Najprościej ujmując, dokładnie pana sklonujemy, tyle, że kilkaset lat świetlnych stąd.

          Foster zaczął się trząść, bynajmniej nie z powodu jakiegoś szoku organizmu. To był najpierw delikatny, później coraz bardziej donośny, pusty śmiech. Za moment Robert aż płakał ze śmiechu. Wstał z trudem i lekko się chybocząc podszedł do biurka.

          -To jest jakiś cyrk – zaczął zaskakująco spokojnie. Podszedł do dyrektor i pogroził jej palcem. -To wszystko jest tylko kolejnym etapem konkursu. Jestem pod wielkim wrażeniem – zaczął klaskać. -To powitanie, badania, ten kombinezon. Wszystko miało mnie upewnić, że faktycznie chcecie mnie wysłać. A to tylko kolejny test wytrzymałości mojej psychiki. Czyż nie przyznacie mi racji?!

          W sali zapanowała cisza. Wszyscy byli spokojni i poważni. Patrzyli niewzruszonym wzrokiem na Roberta. Widać było, że nie podchodzą do rozmowy tak emocjonalnie, jak on. Liczył, że jego zachowanie wywoła jakąś reakcję pomocną w demaskowaniu przedstawienia. Plan się nie powiódł. Twarze personelu pozostały tak samo kamienne, jak chwilę temu. Czy można było się temu dziwić? Jeśli mówili prawdę, podobnych rozmów przeprowadzali dziesiątki. Traktowali je zatem jako część niemiłego, powtarzanego obowiązku. Nie zaskoczył ich, więc nie przestawił niczego oryginalnego. Zapewne spotkali wiele podobnych reakcji wcześniej.

          Foster spuścił głowę. Świadomość, iż usłyszane słowa mogłyby stanowić prawdę, przygnębiła go i wręcz zgniotła pragnienie buntu.Dyrektor kiwnęła głową w stronę lekarzy. Białe fartuchy otoczyły Roberta. Nie musieli jednak interweniować. Foster sam cofnął się i ponownie usiadł w ławie. Zanurzył twarz w dłoniach, starając się poukładać myśli. Oczami wyobraźni zaczął przeżywać kolejne etapy przedstawionego „skoku”. Dla niego była to zaledwie chwila, ale dla zgromadzonych w sali osób minęło kilka minut. W końcu Kwan nie wytrzymała panującej ciszy i podeszła do ławki.

          -Panie Foster? – spytała. –Czy dobrze się pan czuje? Możemy zakończyć spotkanie.Robert opuścił dłonie i spojrzał na doktor.

          -Proszę mi powiedzieć, co stanie się ze mną tutaj, po „przejściu”, skoro świadomość przeniesiecie lata świetlne stąd?- przełamał impas.

          Kwan wyprostowała się i ponownie odgarnęła niesforne włosy zasłaniające oczy.

          -Pana ciało umrze – powiedziała ostrym głosem naukowca, pozbawionym uczuć.

          Fostera przebiegły ciarki po plecach. Chciał odpowiedzieć, ale Kwan go uprzedziła.

          -Pobranie świadomości jest procesem na tyle wyniszczającym, że mózg po nim nie jest w stanie funkcjonować. Specyfikę wyjaśni panu nanoneurolog – spojrzała na doktora.Ten podszedł do Fostera celowo unikając jego wzroku. Bał się, czy też nie chciał, aby emocjonalne podejście Fostera wybiło go z przekazania wyuczonych regułek? Postanowił utrudnić mu początek i wybić ze schematu.

strona 2 z 5

Czytaj dalej >>

Zobacz komentarze >>

Opowiadania Science Fiction , Science-Fiction # , ,
  Udostępnij: / / /

9 komentarze do “Opowiadanie SF: „Przejście”

Dodaj komentarz >>

  1. RopSon pisze:

    kawał zdrowego sf.
    Pozdrawiam

  2. Rafau pisze:

    świetny rozdział pierwszy trzy-tomowej powieści. czekamy na kontynuacje!

  3. Boruta pisze:

    Dobre ale czuję niedosyt.

  4. c tan pisze:

    bardzo dobre powiesc czekam na dalsze losy roberta moze kiedys i my bedziemy tak podrozowac bez pobierania swiadomosci pozdro od c tan-a

  5. Barbara pisze:

    hmmmm…odniosłam wrażenie jakby ktoś złośliwie wydarł resztę stron….to co jest końcem powinno być zaledwie początkiem…pomyśl ile możliwości zamknąleś….całe wszechświaty…skończ to co zacząłeś!!!!
    Popracuj nad dialogami,nie dam Ci recepty, ale jako czytelnik odbieram je jako zbyt drętwe i sformalizowane.
    Pozdrawiam serdecznie,będę tu zaglądała! :))))

  6. Sławek pisze:

    Interesujące, oryginalne, jednak zostawiło u mnie pewien niedosyt – oczekiwałem nieco więcej od zakończenia – bardziej rozwiniętego i zagadkowego.
    Ale w sumie fajnie się czyta.
    Ja trafiłem na to opowiadanie szukając jakiegoś e-book’a na swym telefonie, podczas 5-godzinnej jazdy pociągiem. Te opowiadania pozwoliły mi jakoś zabić nudę w czasie podróży.

  7. łukasz pisze:

    fajne, ale wiesz że był podobny film, widziałem go w telewizji około 2004 roku, ale jest dużo starszy, niestety nie pamiętam tytułu

  8. D. pisze:

    Bardzo podobało mi się opowiadanie, aczkolwiek szczerze przyznam, że odnośnie owej tajemnicy czekałem na jakieś niesłychane uderzenie, a otrzymałem jedynie (bardzo) dobre rozwiązanie, co oczywiście nie jest wadą – po prostu zwykle mam zbyt wysokie oczekiwania:) Nie mniej bardzo wciągająca lektura.

  9. UniFlo pisze:

    Marcinie naprawdę extra, właśnie to lubie 😉 Polecam, bardzo gorąco.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *