Opowiadanie SF: „Przejście”

 

strona 4 z 5

 

***

 

          Po raz ostatni wskazano Robertowi przejście. Więcej sal Instytutu, skrytych za podobnymi stalowymi drzwiami, nie miał już poznać. Asystentka wklepała kod i śluza otworzyła się. Wprowadzono go do „celi śmierci” – jak ją „pieszczotliwie” zdążył już nazwać Foster.

          Pomieszczenie było półokrągłe i przypominało kaplicę. W centralnym jego punkcie zamiast ołtarza stało przedziwne krzesło, dzieło nawiedzonego futurysty – całe metalowe, naszpikowane przeróżnymi czujnikami. Od każdego odchodził kabel. Plątanina przewodów kłębiła się za krzesłem i ciągnęła aż do potężnej maszynerii rozłożonej na podestach pod ścianami. Przy sprzęcie krzątały się białe fartuchy. Wśród nich rozpoznał fizjolog, Swensona i oczywiście dr Kwan. Gdy tylko go dostrzegła, podbiegła wręcz i uścisnęła dłoń.

          -Witam ponownie, panie Foster – powiedziała uśmiechając się szeroko. Jej głos nie był już tak cyniczny, jak podczas rozmowy w sali wykładowej. Teraz emanował entuzjazmem, a sama doktor nawet nie próbowała ukrywać podekscytowania.

          -Niezmiernie się cieszę, że dojdzie do „transferu” – dodała i wskazała krzesło. –Proszę zdjąć podkoszulek i zapraszam na fotel.

          Robert uśmiechnął się krzywo, gdy podszedł do krzesła. Użyte przez doktor słowo „fotel” zabrzmiało zdecydowanie za bardzo komfortowo w porównaniu do odstraszającego, metalowego szkieletu. Usiadł powoli i niepewnie. Przeszył go chłód metalu. Spojrzał przed siebie i ujrzał nareszcie generator, przynajmniej jego najważniejszą część – centrum tytanowego pierścienia o średnicy około metra. Gruba, przezroczysta powłoka szyby, mającą zapewne niwelować szkodliwe promieniowanie, nie była panoramiczna i zasłaniała resztę, znacznie większej konstrukcji. Robert nie mógł uwierzyć, że na drugim końcu tak niepozornego urządzenia będzie znajdować się planeta w mgławicy Magellana, odległa o lata świetlne.

          -Jesteśmy gotowi, panie Foster – oznajmił Swenson tym charakterystycznym wysokim głosem. -Możemy zaczynać.

          Ze zrozumiałych przyczyn Robertowi nie było tak spieszno jak naukowcom. Słowa nanoneurologa uświadomiły mu bliskość nadchodzącego końca. W klatce czuł mocne i przyśpieszone bicie serca. Oddychał również coraz szybciej. Momentalnie wyschło mu w ustach. Zwyczajny strach dawał znać o sobie. Pocieszenia Kwan, że każdy się denerwuje, w obliczu zmian, gdyż tak skonstruowany jest ludzki umysł – niewiele tu pomagały. Ciekawe jak ona odbierałaby podobne pocieszenia będąc na jego miejscu. Za chwilę odbiorą Robertowi życie, żadne słowa nie mogły go uspokoić.

          Foster kiwnął głową na znak gotowości. Co ma się stać, niech się stanie – pomyślał.

          Poczuł mocne ukłucia na plecach.

          -Nie ukrywam, że „transfer” nie będzie niczym przyjemnym – Swenson rozpoczął monolog informacyjny. -Jest to niestety bardzo bolesne i nic nie możemy panu ulżyć. Mózg musi być w pełni sprawny, nie możemy zatem podać jakichkolwiek środków odurzających – podszedł do Roberta i spojrzał mu w oczy, opierając się na poręczach krzesła.

          -Proszę postarać się odprężyć, pomyśleć o czymś przyjemnym. Ukłucie, jakie pan poczuł, to implant rdzeniowy. Za chwilę całkowicie sparaliżuje pana ciało. Umysł pozostanie jednak trzeźwy i sprawny, gotowy do „transferu”.

          Swenson wrócił na stanowisko.

          -Jest reakcja, implant działa – usłyszał od asystenta.

          -Dobra, zaczynamy.

          Robert poczuł się nieswojo. Jego ciało odpłynęło. Nie potrafił wykonać choćby najmniejszego ruchu. Doszło do niego, że nie będzie już w stanie wstrzymać operacji. Nie było zatem odwrotu.

          Fotel pochyli się do tyłu. Foster spoglądał teraz na nieciekawy sufit. Postanowił skupić się na jednej z wygaszonych lamp i wpatrywać się w nią bez ustanku. Wtem otrzymał pierwszy potężny impuls, który niemal rozsadził mu czaszkę. Chciał krzyknąć z bólu, ale nie mógł wydobyć żadnego dźwięku.

          Sieć neunorowa uaktywniona, roboty w płynie czaszkowym – usłyszał.

          -Pokrycie kory 85… 95… 100 %. Zaczynamy „transfer”.

           Robert nic więcej nie usłyszał, dochodziły go już tylko przedziwne trzaski, których nie potrafił zidentyfikować i zrozumieć. Przez mózg przepływały fale potwornego ciepła. Czuł każdą we wszystkich jej fazach. Sufit zalał się szarością, stracił barwy i ciemniał. Lampa w stropie zniknęła w czarnej czeluści. Czy zamknął powieki? Nie, przecież nie mógł nimi poruszać. Mózg, poddawany stymulacji, przestawał stopniowo odbierać świat zewnętrzny.

          Nanoroboty rozpoczęły swoje zadanie. Roberta nachodziły wspomnienia. Każdy nowy obraz wyskakiwał w myślach bez jego woli. Poprzedzały je potwornie błyski, tak bolesne, jakby wbijano mu rozgrzaną do czerwoności szpilę prosto między zwoje mózgowe.

          Nachodzące wspomnienia przeskakiwały jak kolejne slajdy. Nie potrafił ich kontrolować, segregować. Raz chciał płakać z bólu, z żalu, raz śmiać się, czy krzyczeć z euforii. Ponieważ nie mógł wpłynąć na obrazy, postanowił przestać z nimi walczyć. Przyjmował je. Ból zaczął ustępować. Świadomie sięgnął więc do głębszych pokładów pamięci, jakby chciał wyręczyć roboty w szukaniu odpowiednich wspomnień. Po chwili nie przeskakiwały już powolnie jak slajdy, lecz błyskawicznie niczym klatki puszczanego w kinie filmu. Robert stał się otwartą księgą, z której czerpano całą zawartą wiedzę. Do pierwszego ukrytego wspomnienia, gdy przebywał jeszcze w łonie matki. Poczuł ciepło i bicie jej serca. Był bezpieczny – mógł odejść w zapomnienie…

strona 4 z 5

Czytaj dalej >>

Zobacz komentarze >>

Opowiadania Science Fiction , Science-Fiction # , ,
  Udostępnij: / / /

9 komentarze do “Opowiadanie SF: „Przejście”

Dodaj komentarz >>

  1. RopSon pisze:

    kawał zdrowego sf.
    Pozdrawiam

  2. Rafau pisze:

    świetny rozdział pierwszy trzy-tomowej powieści. czekamy na kontynuacje!

  3. Boruta pisze:

    Dobre ale czuję niedosyt.

  4. c tan pisze:

    bardzo dobre powiesc czekam na dalsze losy roberta moze kiedys i my bedziemy tak podrozowac bez pobierania swiadomosci pozdro od c tan-a

  5. Barbara pisze:

    hmmmm…odniosłam wrażenie jakby ktoś złośliwie wydarł resztę stron….to co jest końcem powinno być zaledwie początkiem…pomyśl ile możliwości zamknąleś….całe wszechświaty…skończ to co zacząłeś!!!!
    Popracuj nad dialogami,nie dam Ci recepty, ale jako czytelnik odbieram je jako zbyt drętwe i sformalizowane.
    Pozdrawiam serdecznie,będę tu zaglądała! :))))

  6. Sławek pisze:

    Interesujące, oryginalne, jednak zostawiło u mnie pewien niedosyt – oczekiwałem nieco więcej od zakończenia – bardziej rozwiniętego i zagadkowego.
    Ale w sumie fajnie się czyta.
    Ja trafiłem na to opowiadanie szukając jakiegoś e-book’a na swym telefonie, podczas 5-godzinnej jazdy pociągiem. Te opowiadania pozwoliły mi jakoś zabić nudę w czasie podróży.

  7. łukasz pisze:

    fajne, ale wiesz że był podobny film, widziałem go w telewizji około 2004 roku, ale jest dużo starszy, niestety nie pamiętam tytułu

  8. D. pisze:

    Bardzo podobało mi się opowiadanie, aczkolwiek szczerze przyznam, że odnośnie owej tajemnicy czekałem na jakieś niesłychane uderzenie, a otrzymałem jedynie (bardzo) dobre rozwiązanie, co oczywiście nie jest wadą – po prostu zwykle mam zbyt wysokie oczekiwania:) Nie mniej bardzo wciągająca lektura.

  9. UniFlo pisze:

    Marcinie naprawdę extra, właśnie to lubie 😉 Polecam, bardzo gorąco.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *