„Upadek Peliona” – strona 2 z 7
***
Pomieszczenie wydawało się wymarłe. Niemal całkowita ciemność przykrywała mrocznym płaszczem elektroniczne przetworniki i mechaniczne urządzenia zastygłe w swych odwiecznych pozach.
Błysk monitora ożywił drzemiącego przed nim Phila. Ten przetarł klejące się oczy i z wielkim trudem usiłował odczytać pojawiające się wyrazy. Blady błysk przepływających przez ekran znaków odbijał się w szklistych oczach wysokiego mężczyzny. Siedział samotnie wtulony w skórzany, wygodny fotel, zatopiony w ogarniającej zewsząd czerni. Mając przed sobą jedyną relikwię, iskrzącą monotonnie miarowym światłem, sprawiał wrażenie, jakby zaraz miał przejść długo oczekiwaną metamorfozę i połączyć się całkowicie ze swoim elektronicznym bratem.
Mimo, iż pełna informacja wypełniła już niewielką przestrzeń monitora, mężczyzna nadal wpatrywał się w niego otępiale. Sam chyba nie potrafił stwierdzić, czy niewłaściwie odczytał przekaz, czy też nie mogąc go pojąc, nie pozwalał mu dotrzeć do świadomości.
Automatyczny system bezpieczeństwa potwierdził prawdziwość przekazu, co tylko bardziej przytłoczyło Phila.
Mężczyzna zasłonił dłońmi twarz, starając się uspokoić i pozbierać napływające masowo myśli. Usiłował przypomnieć sobie, co w takim przypadku przewidywała procedura, jednak czynność ta sprawiała mu znacznie więcej trudności, niż mógł się tego spodziewać.
Zachowując się raczej instynktownie, aniżeli wynikałoby to z logicznego rozumowania, rzucił się na klawiaturę. Elektroniczne układy strawiły wpisywane przez Phila dane. Binarne informacje przepłynęły przez labirynt światłowodowych połączeń i zniknęły w objęciach pamięci tymczasowej. Przekaz został rozesłany do wszystkich placówek na Pelionie.
Phil odetchnął. Zdobył się na odrobinę opanowania i spełnił swój obowiązek. Rozglądnął się po mrocznym pokoju. Wydał mu się mniejszy niż zwykle. Ściany zbliżały się ku sobie. Ogarnęła go przytłaczająca samotność. Był pierwszym człowiekiem na tej odległej planecie, który wiedział o nieuchronnie zbliżającej się zmianie. Zmiana ta musiała nastąpić i nie było już odwrotu.
Phil wiedział, że sam jeden pozostając na stanowisku na pewno nie zdoła odwrócić biegu wydarzeń, więc w zasadzie jego obecność tutaj była po prostu bezużyteczna. Jeszcze raz sprawdził otrzymane współrzędne, lecz tym razem nie pozwolił, aby sparaliżował go strach. Wybiegł z pokoju i niczym pocisk wpadł w obrotowe drzwi. Zanim jednak zdołały się zatrzymać, znowu stał w ciemnym pomieszczeniu.
-Komputer! Połącz mnie z Angeliką! – Wrzasnął.
-Połączenie w toku… Połączenie otrzymane… – Odbębnił metaliczny głos.
-Angelika Miller, słucham – delikatny kobiecy głos, do którego przyzwyczaił się Phil, zawsze tracił swój urok wędrując elektronicznymi ścieżkami.
-Tu Phil – proszę, nie pytaj mnie o nic, tylko uważnie wysłuchaj! – Phil wziął głęboki oddech, lecz zamiast mówić dalej zamilkł na moment. Dla Angeliki był to jedynie niezauważalny błysk, sekunda ciszy w słuchawce, ale dla Phila mijała cała wieczność.
Musiał zapanować nad chaotyczną plątaniną napływających masowo myśli, aby znaleźć ten jeden pomysł, dający nadzieję przetrwania. Przez kolejną chwilę, której trwania nie dało się w żaden sposób zmierzyć, Phil przeżywał błyskawiczną podróż po znanym tylko sobie świecie. Przepływał kolejne ulice, wklepywał dane do komputerów i już widział się w bezkresnej przestrzeni wraz z Angeliką, z dala od tego koszmarnego snu.
-O co chodzi Phil? – Pytanie Angeliki wyrwało go brutalnie z transu. Nie wiedział ile czasu stracił na rozważania. Rozejrzał się. Nie mógł uwierzyć, że nadal tkwi w pokoju. Myślami był już tak daleko stąd, a w rzeczywistości sterczał ciągle w punkcie wyjścia. Jakże teraz, kiedy poznał rozwiązanie, brakowało mu czasu. Musiał zacząć działać.
-Natychmiast wyjdź z biura! Nie zwalniaj się i nie mów nic nikomu – nie ma na to czasu. Idź na ulicę Michałowa, koło parku i czekaj tam na mnie! Ja właśnie wyjeżdżam z jednostki i postaram się być tam jak najszybciej.
-Ale?
-O nic nie pytaj, po prostu zrób jak powiedziałem! Wszystko wyjaśnię ci na miejscu. Do zobaczenia! Komputer – zakończ!
-Połączenie zakończone… – Potwierdził głos.
Zanim chrzęst przerwanej rozmowy wypełnił głośniki, Phil był już przed budynkiem. Wiedział, że zostało mu niewiele czasu. Musiał zatem wyzbyć się strachu, aby działać szybko i zdecydowanie. Tylko postępując w ten sposób mógł zapewnić bezpieczeństwo nie tylko sobie, ale przede wszystkim żonie. Zmuszał się do myślenia pozytywnego. Wierzył w powodzenie, ponieważ nic oprócz wiary w obecnej chwili mu nie pozostało.
***
Harmonijny spokój w opuszczonym, półmrocznym pomieszczeniu ponownie został zaburzony błyskiem ekranu monitora. Nadeszła kolejna wiadomość, ale tym razem było to jedynie automatyczne powtórzenie poprzedniego przekazu.
PRZEKAZ GLOBALNY DO WSZYSTKICH SIŁ ZBROJNYCH PLANETY PELION
STAN NAJWYŻSZEJ GOTOWOŚCI BOJOWEJ
ZAGROŻENIE ORBITALNE – KONTAKT ZA OK. 60 MINUT
NAKAZ OBRONY OSTATECZNEJ
RADA NAJWYŻSZA
STACJA „NADZIEJA” – ORBITA OKOŁOZIEMSKA
***
Samochód mknął wąską uliczką z prędkością znacznie większą niż dozwolona. Żołnierz w wartownicy dostrzegł ruch i zmarszczył czoło. Odruchowo sprawdził zabezpieczenie bramy wyjazdowej. Komputer zeskanował kod rejestracji i wyświetlił dane właściciela samochodu. Na niewielkim ekranie ukazało się zdjęcie lekko uśmiechniętego mężczyzny o jasnych włosach i gęstych brwiach. Żołnierz wygiął gwałtownie szyję nachylając się nad migoczącym komunikatem i odczytał nazwisko – Phil Miller.
-Panie Miller, tu Kontrola. Proszę natychmiast zwolnić i podjechać pod wartownię! – Zaniepokojony głos wypełnił przestrzeń pędzącego pojazdu.
Phil zupełnie zapomniał o tej złożonej procedurze opuszczania bazy. Docisnął jeszcze pedał gazu i złapał mocniej kierownicę. W świecie, który lada moment przestanie istnieć, przestrzeganie prawa byłoby po prostu irracjonalne. Dlatego zdecydował się na sterowanie ręczne.
Samochód z impetem najechał na niewielkie wzniesienie stanowiska kontroli i zmierzał prosto na kruchą konstrukcję wartowni. Żołnierz rzucił się na klawiaturę. Zdążył jeszcze wysłać odpowiednią komendę. Samochód, ku jego zaskoczeniu nie zatrzymał się jednak. Widocznie był na sterowaniu ręcznym – pomyślał żołnierz. Aby przejąć kontrolę nad autem musiałby wysłać kolejne polecenie, ale na to nie starczyłoby już czasu. Ruszył do wyjścia i tylko o ułamek sekundy uprzedził moment zderzenia. Budka rozsypała się w drobny mak, a strzępy roztrzaskanego tworzywa obsypały zdezorientowanego żołnierza. Najważniejsze, że udało mu się przeżyć.
Automat włączył wycieraczki, które zsunęły z szyby białawe odpryski pozostałości z wartowni. Na szczęście Phil dobrze ocenił wytrzymałość budowli i pojazd doznał tylko niewielkich uszkodzeń. Phil mógł kontynuować jazdę z dużą prędkością i co najważniejsze był teraz poza kontrolą. Przydała mu się wiedza zdobyta podczas pracy w Dziale Komunikacji. Niszcząc wartownię unicestwił także jedyną tutejszą Centralę Pojazdów Jednostki Wojskowej, bez której nie można już było zainicjować procedury wstrzymania pracy napędu samochodu Phila. Oto pozytywne aspekty mieszkania w młodym mieście.
Phil wjechał na główną drogę i szybko oddalał się od jednostki. To co pozostało za nim, stało się przeszłością. Wiedział, że już nigdy tutaj nie powróci. Żałował tylko, że rozstał się z tym miejscem w tak brutalny i nagły sposób. Darzył je bowiem sporym sentymentem. To tutaj poznał się z Angeliką.
***
Znad owalnego horyzontu planety wyłaniała się jasna tarcza gwiazdy. Jej promienie przedzierały się przez atmosferę i rozjaśniały życiodajnym światłem powierzchnię samotnego lądu, otoczonego zielenią wód oceanu. Na sporej części tego skrawka ziemi, od wieków stawiającego opór falom, nowe Słońce – 47 Ursae – widniało już na niebie od ładnych paru godzin. Jednak dla wychodzącego z cienia planety statku, płynącego bezdźwięcznie w otchłaniach próżni, dzień dopiero się rozpoczął.
Mali z tej odległości mieszkańcy Peliona, mimo upartego wpatrywania się w ekrany monitorów, pełnych przekazów z satelit oraz sond rejestrujących, nie mogli dojrzeć jeszcze nieproszonego gościa. W miarę upływu czasu liczne informacje i pomiary przestawały napływać, a w ich miejsce pojawił się monotonny szum dezinformacji, zwiastujący grozę następnych chwil. Monstrualnych rozmiarów statek wyłonił się w końcu spośród jaskrawych błysków wyłączanego pola kamuflującego. Pole tak skutecznie załamywało światło, że nagłe objawienie się obiektu wywołało niemal panikę wśród Pelian. Eter momentalnie wypełniły setki komunikatów, opisów i heroicznych rozkazów, które miały jeszcze coś zmienić.
Ogrom obcego statku przysłonił blask gwiazdy dla części planety, gdzie w samo południe zapanowały złowrogie ciemności. Zawieszony na orbicie okręt, srogo spoglądał z wysoka, niczym surowy bóg oceniający nieudane dzieło. Wtem rozchylił swoją potężną paszczę, uwalniając rój niewielkich, lśniących obiektów. Ich opływowe, strzeliste sylwetki wbiły się gwałtownie w bezbronną atmosferę planety. Na Pelionie po raz pierwszy w jego krótkiej historii rozbrzmiały syreny alarmowe. Ich monotonne wycie miało jedynie przygotować mieszkańców na nadchodzącą apokalipsę. Na ucieczkę było już bowiem za późno.
strona 2 z 7




super-tylko takich wiecej
Trochę mało oryginalne, zakończenie nieco rozczarowujące, ale i tak całość zasługuje na wysoką ocenę. Gratulacje.
świetne
Powala na kolana! Czytałem z zapartym tchem. Zdecydowanie jedno z najlepszych opowiadań na stronie. Pozdrawiam autora i czekam na więcej.
Bardzo dziękuję za pozdrowienia i niezmiernie się cieszę, że moje opowiadania trafiły w Twój gust :). Tego typu opinie tylko mogą bardziej zmotywować mnie do pracy :). Szczególnie raduje mnie ocena 'Upadku Peliona’ – opowiadanie to powstawało bowiem kilka lat, było kilkanaście razy zmieniane zanim zdecydowałem się na publikację. Nad żadnym innym tyle się nie napracowałem, może nie jest super oryginalne, ale nie miało być – to miała być porządnie skonstruowana historia, która wciąga i zaraża klimatem :). Pozdrawiam również.
piękne. dzięki
Fajne. Podobało mi się. Chociaż może lepiej byłoby odbierane z punktu widzenia jednego bohatera- narratora