Opowiadanie SF: „Upadek Peliona”

Upadek PelionaPod koniec XXIII wieku ludzkość została odkryta przez obce cywilizacje. „Przybysze” okazali się posłańcami hiobowej wieści. Przynieśli z gwiazd przestrogę przed żądną podbojów trzecią rasą, zmierzającą ku Ziemi. Wielka wojna była nieunikniona. Człowiek dostał czas na mobilizację i przygotowanie się do dnia próby. Czy dobrze się przygotował? Czy ludzkość jest w stanie wygrać najważniejszy bój o przetrwanie? Oczy całego świata zwrócone są na planetę Pelion – najbardziej wysunięty przyczółek ludzkiej cywilizacji. Pelion jako pierwszy musi stawić czoła nowemu zagrożeniu. Wynik tej bitwy będzie miał wpływ na przebieg całej wojny.

Najdłuższe opowiadanie, jakie udało mi się napisać. Jest to część całej historii globalnego konfliktu, którą kiedyś na pewno spiszę i opublikuję jako powieść pt. „Cena prawdy”. Na dzień dzisiejszy przedstawiam zakończone opowiadanie o upadku Peliona z perspektywy kilku bohaterów, którzy próbują przetrwać bitwę.

 

Copyright © 2015 Marcin Świątkowski | Wszelkie prawa zastrzeżone.
Publikacja opowiadania chroniona jest prawem autorskim. Kopiowanie, rozpowszechnianie, cytowanie, powielanie, publikowanie na innych stronach internetowych i serwisach lub innych nośnikach możliwe jest tylko za wcześniejszą zgodą autora.

 

UPADEK PELIONA

 

Zielone pasma skanera przemieszczały się powolnie po hełmie pilota. Ten wpatrywał się otępiale w wyskakujące schematy na próżno szukając anomalii. Zmrużył zmęczone oczy czując, że za chwilę straci kontrolę i pomiary zleją się w jeden niewyraźny obraz. Niestety nie potrafił już tego powstrzymać. Huknął pięścią w pulpit wściekły na swoją bezsilność. Podniósł wzrok i przez przezroczystą warstwę materiału, dzielącego go od próżni, spojrzał  w czerń przestrzeni przed statkiem. Zbliżał się do kolejnego pasma sond kontrolnych, elementu ogromnej sieci, sięgającej znacznie dalej niż wzrok pilota, czy nawet czujniki statku.

-Powiedz mi „jedynka” – rozpoczął nadawanie – Po co robiono całą sieć, skoro wszystko musimy sprawdzać osobiście?

Niewidzialne fale transmisyjne przemknęły przez przestrzeń między dwoma pojazdami, rozdzierającymi chmurę bezwładnie krzątających się w próżni drobin skoncentrowanego, międzyplanetarnego pyłu.

-Nie marudź „dwójka” tylko śledź skaner – odpowiedział trzeszczący w głośnikach głos.

-Już nie mogę, oczy odmawiają posłuszeństwa.

-Musimy to sprawdzić. „Centrali” jeszcze nigdy nie brakowało odczytu z tylu sektorów.

-Po co nam tak awaryjny system?

-Wiesz, pomysł dobry, a wykonanie… Jak zawsze.

-Mam nadzieje, że to tylko awaria, a nie coś więcej… – głośniki wypełniła chwilowa cisza.

-Nie mówmy o tym. Przed nami kolejny cel.

Dwa patrolowce, pchane do przodu potężną siłą silników, zbliżały się do iskrzącej w czerni sondy rejestrującej.

-Masz coś „dwójka”?

-Nie, nic nie wykrywam. A co u ciebie?

-Również nic. Sonda jak martwa skała.

-No właśnie, zasilanie padło.

-Według „Centrali”, w ciągu ostatniej godziny padły sondy z sektorów EL-01 i 02.

-Moment, przecież nie jesteśmy jeszcze w sektorze 02.

-Właśnie. Chwila, pogrzebie w rejestrze…

 

Pilot strzelał przez moment palcami po klawiaturze.

-REC 2, według rejestru sonda przed nami działa.

-Czyli zmiana nie zdążyła się jeszcze zapisać. Musiała paść dosłownie przed chwilą.

-Nie rozumiem, pozycja jest OK. Może przepalił się główny układ wspomagający?

-No nie wiem… To nie zdarza się zbyt często. Podlećmy bliżej!

 

Silne strumienie wypluwanej z dysz, ginącej błyskawicznie w próżni materii ustały nagle, lecz mimo to, pchane siłą rozpędu pojazdy podpłynęły do „niemej” sondy, hamując dzięki mniejszym silnikom przednim.

-„Dwójka”, głęboki skan obiektu!

Pilot, siedząc w niewielkiej, rozbłyskującej od wielobarwnych lamp kontrolnych kabinie, zaczął odczytywać uzyskiwane dane. Jego twarz pobladła, gdy ekran monitora zaroił się od jasnych punktów przedstawiających otrzymane informacje.

-Wynośmy się stąd i to już! – histeryczny wręcz głos wypełnił eter i jeden z patrolowców, manewrując silnikami korekcyjnymi, odwrócił się o 180 stopni, poczym uruchomił główny napęd.

-REC 2, REC 2! Co robisz?! Słyszysz mnie?! Jaki był odczyt…?!

Spadaj stamtąd! – odpowiedział krzyk, poczym eter zapełnił się szumem.

 

Młody pilot nie zastanawiał się dłużej. Gwałtownie skręcił ster, wywołując silniki manewrowe. Te jednak nie odpowiedziały. Zareagował zatem zbyt późno. Czujniki na pulpicie zaczęły delikatnie mrugać, poczym całkowicie zgasły, pogrążając pilota w ciemności braku zasilania. W tym samym momencie przestrzeń za nieczynną sondą drgnęła i ruszyła w kierunku unieruchomionego statku, jakby chciała pochłonąć go swoim ogromem. Jednocześnie zaczęła przybierać trójwymiarowości – gwiazdy miejscami wydłużały się, gdzie indziej znikały w ciemnej czeluści lub pozostawały niezmienione. Pilot nie potrafił w żaden sposób wytłumaczyć widowiska.

 

Nagle potężny kształt, który uformował się z kosmicznej czerni, zaczął stopniowo falować – najpierw pojedynczymi, później wieloma setkami jasnych smug. Z wibrującej „ciemności” wyłonił się potężny obiekt i przysłonił swoim ogromem maleńką, kruchą konstrukcję pojazdu z wystraszonym człowiekiem w środku. Przednia, najbardziej wysunięta część obiektu rozsunęła się, odsłaniając – wydawałoby się nieskończony, świetlisty tunel biegnący w głąb giganta.

 

Nie mogący wyjść z podziwu pilot, nawet nie zauważył wylatujących z wnętrza przybysza dwóch niewielkich – w porównaniu z „matką” – obiektów. Te, krążąc przez chwilę wokół pogrążonego w ciemności pojazdu, zbliżyły się gwałtownie do siebie, materializując między sobą przeraźliwie jasną wiązką światła. Nieznana jeszcze w tej części galaktyki siła wdarła się z impetem w malutki statek i rozsadziła go śmiertelnym błyskiem. Rój martwych cząstek rozproszył się przegnany obcym napędem. Ciemne, kuliste obiekty pognały w głąb przestrzeni, poszukując kolejnego celu.

 

***

 

-Mayday, mayday! „Centrala”, słyszycie mnie?! Tu REC 2!

Młodzieniec biegał bezradnie wzrokiem po wariujących przyrządach, szukając choćby jednego sygnału – znaku, który mógłby go jeszcze natchnąć złudną już niestety nadzieją przetrwania.

-Czy ktoś mnie słyszy?! – Tu REC 2! Jestem w sektorze EL-04, potrzebuję natychmiastowej pomocy! Powtarzam – potrzebuję pomocy! Odezwijcie się do jasnej cholery!!!

 

Szum w hełmofonie był jedyną odpowiedzią. Pilot zrozumiał w końcu, że nie może liczyć na jakąkolwiek pomoc i opadł na mieniącą się gardziel monitora. Hermetyczny kombinezon oraz otoczenie wspaniałej maszyny, którą sterował – skutecznie tłumiło wszelkie rozterki, jakie teraz przeżywał. Wciąż był bowiem „panem” swojego, sztucznego i hermetycznego świata, unoszącego się wśród miliardów gwiazd. Metalowa kopuła konstrukcji szczelnie skrywała jego niepokój i z zewnątrz ciągle wydawał się tak samo pewny i niezwyciężony, jak przed paroma chwilami. Jednak, czy teraz było to tak istotne? Pozostał w kosmosie zupełnie sam, skazany tylko i wyłącznie na siebie.

Świadomy bliskiego końca zdał sobie sprawę, że nie musi przejmować się akceptacją innych, że nie liczy się ich zdanie, poparcie i wytaczane przez nich kierunki, lecz to, co tworzy się samemu, z własnej – nieprzymuszonej woli. Mógł więc pozbyć się krępującego ruchy kombinezonu, zerwać z siebie wszystkie, niepotrzebne mu już zabezpieczenia i z honorem stawić czoło przeznaczeniu. Paradoksalnie – wiedząc, że jego działanie nie jest przez nikogo oceniane, postanowił zachować się dokładnie tak, jakby chcieliby tego przełożeni.

 

Owalne dysze buchnęły po raz ostatni. Srebrzysta powłoka statku mignęła przy manewrze zwrotu w jasnym świetle pobliskiej gwiazdy i maszyna pomknęła do przodu ku dwóm kulistym i ciemnym sylwetkom obiektów zbliżających się z ogromną prędkością.
Ku „Centrali” leciał już tylko niewielki przedmiot – „czarna skrzynka”, jedyna nadzieja, aby ktokolwiek mógł usłyszeć wołanie pilota.

 

strona 1 z 7

 

Czytaj dalej >>

Zobacz komentarze >>

Opowiadania Science Fiction , Science-Fiction # , ,
  Udostępnij: / / /

7 komentarze do “Opowiadanie SF: „Upadek Peliona”

Dodaj komentarz >>

  1. o_o pisze:

    super-tylko takich wiecej

  2. matei pisze:

    Trochę mało oryginalne, zakończenie nieco rozczarowujące, ale i tak całość zasługuje na wysoką ocenę. Gratulacje.

  3. rob pisze:

    świetne

  4. GumowyKaczor pisze:

    Powala na kolana! Czytałem z zapartym tchem. Zdecydowanie jedno z najlepszych opowiadań na stronie. Pozdrawiam autora i czekam na więcej.

    1. Swiatkowski.net pisze:

      Bardzo dziękuję za pozdrowienia i niezmiernie się cieszę, że moje opowiadania trafiły w Twój gust :). Tego typu opinie tylko mogą bardziej zmotywować mnie do pracy :). Szczególnie raduje mnie ocena 'Upadku Peliona’ – opowiadanie to powstawało bowiem kilka lat, było kilkanaście razy zmieniane zanim zdecydowałem się na publikację. Nad żadnym innym tyle się nie napracowałem, może nie jest super oryginalne, ale nie miało być – to miała być porządnie skonstruowana historia, która wciąga i zaraża klimatem :). Pozdrawiam również.

  5. as pisze:

    piękne. dzięki

  6. mirek pisze:

    Fajne. Podobało mi się. Chociaż może lepiej byłoby odbierane z punktu widzenia jednego bohatera- narratora

Skomentuj rob Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *