Opowiadanie SF: „Upadek Peliona”

„Upadek Peliona” – strona 3 z 7

 

***

 

Wysoka, czarnowłosa kobieta chodziła nerwowo wzdłuż krótkiego żywopłotu oddzielającego chodnik od jaskrawo zielonego trawnika parku przy ulicy Michałowa. Nie potrafiła ustać spokojnie. Będąc wyraźnie podenerwowana ciągle obskubywała zadziory wokół paznokci i mimo prób zwalczenia odruchu, nie umiała go powstrzymać.

Dzień nie był upalny, ale bezpośrednie światło pobliskiej gwiazdy mocno dawało się we znaki. Na wysokim czole zakończonym kruczoczarnymi, cienkimi pasemkami brwi pojawiły się pojedyncze krople potu. Jedna z nich połączyła się z inną i obie spłynęły przezroczystym strumieniem na lekko zadarty nos. Angelika starła palcem niesforną kroplę i zlizała ją językiem. Niektórzy uważali ten nawyk za dosyć niehigieniczny, ale ona lubiła ten słony posmak w ustach.

Nagły ruch na odległym o kilkadziesiąt metrów skrzyżowaniu przykuł uwagę Angeliki.
Niebieskie auto wypadło jak pocisk zza rogu, po czym bezgłośnie podpłynęło do niej. Ciepłe powietrze dmuchnęło w twarz, gdy pojazd opadł na podłoże.

-Szybko! Wsiadaj! – Krzyknął, chociaż nie miał takiego zamiaru Phil. Spojrzał na zdziwioną twarz Angeliki, która nadal stała na chodniku.

Wpatrywała się w niego tak, jakby nagle spostrzegła w nim zupełnie obcego mężczyznę.

-Pośpiesz się, proszę! Wyjaśnię wszystko po drodze – dodał już wyraźnie spokojniejszym tonem.
Angelika zmierzyła wzrokiem uszkodzony samochód, spojrzała jeszcze raz na dosłownie mokrego od potu Phila. Dawno nie widziała go w takim stanie. Zawahała się, ale wsiadła do auta. Nie była pewna, czy dobrze postąpiła, ale z drugiej strony, dlaczego nie miała zaufać mężowi?

 

Phil doskonale rozumiał niepewne zachowanie Angeliki. Będąc w podobnej sytuacji on również nabrałby podejrzeń. Żywił jednak nadzieję, iż uczucie, które związało ich kilka lat temu, było nadal na tyle silne, aby Angelika potrafiła mu bezgranicznie zaufać. On zrobiłby to dla niej w każdej chwili i to bez zbędnych pytań. Jednak do tej pory mógł się tylko domyślać, czy ona zrobiłaby to samo dla niego. Teraz nadarzyła się okazja, by się o tym przekonał. Biorąc pod uwagę zaistniałe okoliczności zdecydowanie wolałby jednak do końca życia pozostać w niepewności.

Drzwi opadły delikatnie i zamknęły się. Pasy płynnym ruchem objęły pasażerów. Samochód wzniósł się i wjechał na umieszczony wysoko ponad dachami budynków pas głównej drogi.

Phil winien był wyjaśnienia Angelice. Spojrzał na żonę, lecz gdy chciał wydobyć z siebie pierwsze słowo, stracił ją nagle z oczu – jakby jakaś piekielna siła nie chciała by usłyszała prawdę.

Wokół zapanowała ciemność. Stało się to tak nagle, jakby ktoś zwyczajne zgasił światło w pokoju bez okien.
-Komputer! Rozjaśnij szyby! – zaskoczony Phil zareagował stanowczo za późno.

-Polaryzacja wyłączona – oznajmiła maszyna.

 

Phil włączył światła. Reflektory błysnęły jasnym strumieniem, oświetlając przestrzeń przed pojazdem. Na torze ich jazdy ukazał się srebrzysty samochód, który z każdą, upływającą sekundą znajdował się coraz bliżej. Phil jak zahipnotyzowany wpatrywał się w zbliżający pojazd. Szok usztywnił mu mięśnie, zderzenia nie dało się już uniknąć.

 

Niebieski pojazd skręcił gwałtownie, lekko zawirowując, po czym wpadł z całym impetem w pole przechwytujące bocznej bandy. Ciała pasażerów runęły do przodu, ale pasy skutecznie zniwelowały siłę uderzenia.

Samochód zaczął miotać się w energetycznych objęciach pola przechwytującego. Połyskujące wiązki materii obejmowały stopniowo całą maszynę, zwalczając jej słabsze pole ochronne. Języki wyładowań strawiły błękitną warstwę lakieru, a biały dym starał się bezskutecznie wedrzeć do wnętrza auta.

Phil tkwił bezczynnie wpatrzony w jaskrawe błyski walczących ze sobą pól. Przed oczami wciąż jednak miał obraz zbliżającego się pojazdu i nadal nie mógł uwierzyć, że uniknął zderzenia. Spojrzał na kierownicę. Ściskał ją bardzo mocno prawą ręką i dopiero teraz zorientował się, że to on wykonał ten ostatni ruch, który uratował żonę i jego samego. Problem w tym, że nie mógł sobie przypomnieć, kiedy tak naprawdę zarzucił samochód na bandę. Nie pamiętał nawet, czy to zrobił.

 

Obejrzał się i spojrzał na równie zdezorientowaną, jak on żonę. Ucieszył się, gdy stwierdził, że nic się jej nie stało.

-Phil! – krzyknęła. –Co się dzieje?! Dokąd mnie zabierasz i dlaczego jest tak potwornie ciemno w samo południe?!

Słowa Angeliki wyrwały Phila z chwilowego otępienia. Zaczynał przypominać sobie, jaki jest cel tej jazdy i zrozumiał nagle, co może oznaczać zgaśnięcie gwiazdy.

-Już się zaczęło, nie zdążymy opuścić planety – powiedział, jakby słowa żony w ogóle do niego nie dotarły.

-Co ty mówisz, Phil?! Dlaczego mamy opuścić Pelion?! – starała się zrozumieć zdezorientowana Angelika.

Phil ponownie zaczął błądzić gdzieś myślami. Do tej chwili miał plan, który skrzętnie realizował i wszystko szło bardzo dobrze, aż do tej chwili. Ta potworna ciemność, zwiastun nadchodzącego zniszczenia, przyszła zbyt szybko i gwałtownie… I jeszcze ten wypadek…

Według planu, miał być teraz znacznie dalej niż obecnie i siedzieć już wraz z żoną w gwiazdolocie, wsłuchując się w miarowe odliczanie do zapłonu. Tak jednak nie było. Phil zrozumiał, że jego plan całkowicie zawiódł i nie zdoła już opuścić planety. Co teraz zrobić, gdzie się ukryć? Siła jaka zaraz spadnie na miasto będzie niszczyła wszystko co spotka na swojej drodze.

I w tej chwili zaświtała mu w głowie myśl dająca jeszcze nadzieję. Phil wyskoczył z wozu, rozejrzał się po owładniętym chaosem mieście i zorientował się gdzie jest.
-Mark, mam nadzieję, że jesteś w pracy…

 

***

 

Mechaniczne ramię ożyło i wyskoczyło z gumowego pokrowca. Z niewielkiej szpary w przezroczystym pleksiglasie wysunął się laserowy skalpel. Dziwaczna, metalowa dłoń pochwyciła błyszczący przedmiot i podążyła w kierunku unieruchomionego stabilnymi pasmami energii niewielkiego organizmu, który bezskutecznie starał się uwolnić z silnego uścisku.

-Dobra, robię nacięcie – rozbrzmiał w głośnikach niski męski głos.

Końcówka skalpela rozjarzyła się i cienki niebieskawy strumień rozpłatał tkanki organizmu. To niewielkie stworzonko o wielkości dłoni i kształcie dużego ziemskiego kartofla, pokryte było cieniutką skórą, pod którą nabrzmiewały sinawe rzeki żył. Całość do złudzenia przypominało mięsień sercowy, tyle że nie pulsowało stale miarowym rytmem, lecz wiło się w niemiłosiernych konwulsjach.

-Podaję modyfikację – zabrzmiało.

Sztuczna ręka poruszała się błyskawicznie. W jednym mgnieniu odłożyła skalpel na miejsce, chwyciła wtryskiwacz i znów znalazła się nad przedziwnym organizmem. Gdy długa szyjka wtryskiwacza zagłębiała się w ciele, nagle wszystko wysiadło. Zarówno bezbronny organizm, jak i człowiek sterujący ramieniem znaleźli się w całkowitej ciemności.

-Kurwa mać! – wyrwało się z chwilowej ciszy – Co z zasilaczami awaryjnymi ?!

Huk upadających narzędzi był jedyną odpowiedzią.

-Proszę! Niech nikt się nie rusza, bo sobie jeszcze krzywdę zrobimy! – Starał się zapanować nad sytuacją doktor. Dopiero po chwili zorientował się, że oczy przysłaniają mu wirtualne okulary, które po zaniku zasilania przestały działać. Zdjął je jednym ruchem i rozejrzał się. Wzrok jednak nie zdołał jeszcze przyzwyczaić się do ciemności.

-Czy ktoś ma latarkę? – rzucił przed siebie pytanie. Pamiętał, że w pomieszczeniu zabiegowym były oprócz niego jeszcze dwie asystentki.

-Tak, ja mam – odezwał się z drugiego końca pokoju łagodny kobiecy głos. -Chwileczkę, zaraz ją uruchomię.

Światło rozjaśniło nieco wszystko wokół, ale skupiony promień nie był zbytnio przydatny. Niebieskawa poświata odbijała się od gładkiej skóry na łysej głowie doktora, który dopiero teraz odszedł od konsoli i zbliżył się do uśmiechniętej asystentki. Była bardzo ładna w tej nieznacznej poświacie. Długie, kręcone włosy swobodnie opadały na ramiona, a szczupła sylwetka i łagodne linie twarzy naprawdę zauroczyły doktora. Przez chwilę żałował, że nie przyglądnął się jej dokładniej wcześniej.

 

-I czemu Pani tak wesoło, właśnie tracę tydzień mojej pracy! – ryknął niespodziewanie i dosłownie wyrwał z jej ręki latarkę. -Jeśli uważa to Pani za zabawne, to może powinna Pani pracować w cyrku, a nie w placówce naukowej! – skarcił ją, chociaż doskonale wiedział, że to jemu należała się reprymenda. W takiej sytuacji nie powinien się bowiem rozpraszać.

Pielęgniarka momentalnie odzyskała ponury wyraz twarzy.

 

Niewielka sylwetka łysego mężczyzny o wyraźnie krótszych niż tułów nogach i lekko wystającym brzuchu, zbliżyła się do zawieszonego na ścianie ekranu głównego interfejsu konsoli. Interfejs zawsze musiał działać, dlatego też posiadał niezależne zasilanie. Jeden rzut oka doktora na połyskujący ekran wystarczył, aby rozeznał się w sytuacji.

-Do diaska, generatory są sprawne. Ktoś musiał zaspać w kontrolce, albo znów posypał się system bezpieczeństwa. W każdym razie ktoś za to wyleci na bruk – burknął do siebie, gładząc przy tym łysinę. Spojrzał jeszcze raz na migające wskaźniki i tym razem zwrócił się do asystentek:

-Nie zostaje nam nic innego, jak uruchomić system luster i wpuścić tu trochę naturalnego światła. Niech jedna z pań, z łaski swojej, pociągnie tę wajchę – doktor wskazał ręką na niewielki, owinięty czerwonym materiałem drążek znajdujący się naprzeciwko mechanicznego chirurga.

Skarcona przed chwilą praktykantka była najwyraźniej przejęta jeszcze niemiłymi słowami doktora pod jej adresem, gdyż do przekładni podeszła jej koleżanka, mimo że do wykonania polecenia wystarczyło zaledwie wyciągnięcie ręki.

Wbrew oczekiwaniom po włączeniu systemu nadal panowała ciemność.

-Co jest, do cholery?! – Wykrzyknął podirytowany doktor – To się nie mogło zepsuć, gwiazda zgasła?!

Doktor popatrzył na asystentki jakby chciał uzyskać od nich jakieś sensowne wyjaśnienie, ale one były równie zdezorientowane jak on.

-Postarajcie się porozumieć z górą – nakazał i podszedł z latarką do sztucznego chirurga. Poświecił na stół operacyjny, gdzie spodziewał się zobaczyć nienaruszony organizm. Niestety nagła przerwa w zasilaniu musiała wywołać niekontrolowany ruch mechanicznego ramienia, gdyż niewielki organizm został rozerwany na dwie części przez wtryskiwacz.

-Jasna cholera, nie wyhoduję facetowi tych nerek na czas! – krzyknął, dając upust wzbierającej w nim wściekłości.

-Przepraszam, ale nikt się nie zgłasza – ani w kontrolce, ani w centrali – nieśmiały głos jednej z asystentek zmusił doktora do oderwania wzroku od zniszczonego, zatopionego w zielonkawej mazi efektu jego wielodniowej pracy.

-Łączność ponoć jest prawidłowa, ale nikt nie odpowiada na wezwanie – dokończyła myśl.

-Nic z tego nie rozumiem – nie ukrywał zdziwienia doktor. – To jakaś totalna paranoja! Gdzie ja pracuję?! To ma być placówka naukowa?! Nie… Mam tego dosyć, jadę na górę osobiście sprawdzić, kto za to wszystko odpowiada. Z łaski swojej – zwrócił się ponownie do asystentek – proszę zabezpieczyć materiał genetyczny i wyczyścić tego mechanicznego mordercę. Jak wrócę pokój ma przypominać zabiegówkę, a nie rzeźnię. O ile wrócę, bo może windę też szlag trafi.

-Niebiosa nie byłyby aż tak łaskawe – szepnęła do siebie skarcona przed chwilą asystentka, a jej zasępioną do tej pory twarz rozjaśnił niewielki uśmiech samosatysfakcji.

 

strona 3 z 7

Czytaj dalej >>

Zobacz komentarze >>

Opowiadania Science Fiction , Science-Fiction # , ,
  Udostępnij: / / /

7 komentarze do “Opowiadanie SF: „Upadek Peliona”

Dodaj komentarz >>

  1. o_o pisze:

    super-tylko takich wiecej

  2. matei pisze:

    Trochę mało oryginalne, zakończenie nieco rozczarowujące, ale i tak całość zasługuje na wysoką ocenę. Gratulacje.

  3. rob pisze:

    świetne

  4. GumowyKaczor pisze:

    Powala na kolana! Czytałem z zapartym tchem. Zdecydowanie jedno z najlepszych opowiadań na stronie. Pozdrawiam autora i czekam na więcej.

    1. Swiatkowski.net pisze:

      Bardzo dziękuję za pozdrowienia i niezmiernie się cieszę, że moje opowiadania trafiły w Twój gust :). Tego typu opinie tylko mogą bardziej zmotywować mnie do pracy :). Szczególnie raduje mnie ocena 'Upadku Peliona’ – opowiadanie to powstawało bowiem kilka lat, było kilkanaście razy zmieniane zanim zdecydowałem się na publikację. Nad żadnym innym tyle się nie napracowałem, może nie jest super oryginalne, ale nie miało być – to miała być porządnie skonstruowana historia, która wciąga i zaraża klimatem :). Pozdrawiam również.

  5. as pisze:

    piękne. dzięki

  6. mirek pisze:

    Fajne. Podobało mi się. Chociaż może lepiej byłoby odbierane z punktu widzenia jednego bohatera- narratora

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *