
Film “Piąta fala” oparty został na motywach bestsellerowej powieści SF dla młodzieży autorstwa Ricka Yancey’a, która święciła triumfy w księgarniach w 2013 roku. Obecnie wydaje się, że niemal każda literacka nowość otrzymuje od razu status bestsellera. Tak czy owak pozycji tej nie czytałem i seans filmu na jej podstawie w żaden sposób nie zachęcił mnie do sięgnięcia po lekturę. W recenzji staram się ocenić, jak produkcja wypada niezależnie od pisanego pierwowzoru oraz odpowiedzieć na pytanie, czy jest ona w stanie zyskać przychylność bardziej doświadczonego i wymagającego widza, niż nastoletni?
Przyznam się Wam, że nie lubię oceniać filmów słabych. Męczy mnie argumentacja i wytykanie wad, gdyż nie lubię kopać leżącego. Recenzja powstawała zatem w bólach, ale mam nadzieję, że okaże się dla wielu z Was przydatna, zwłaszcza jeżeli wahacie się, czy obejrzeć „Piątą falę”.
Fabuła filmu w skrócie prezentuje się następująco – 4 fale morderczych ataków kosmitów na Ziemię, dziesiątkują mieszkańców miast i miasteczek. Inwazja staje się faktem. Nastolatka Cassie desperacko poszukuje zaginionego brata, który prawdopodobnie został porwany przez kosmitów. Bohaterka, podobnie jak inni nieliczni ocaleni, stara się zrozumieć, co tak naprawdę się stało i kim są najeźdźcy, a także czym się kierowali mordując miliardy ludzkich istnień.
Zanim rozpocznę pełnoprawna recenzję, kilka zdań na temat dystrybucji filmu.
Pierwsza światowa premiera science-fiction 2016 roku w Polsce weszła bowiem na ekrany 3 miesiące po terminie… Nie wiem, czym polski widz sobie zasłużył na to karne wyczekiwanie. Widowiskowe trailery tej produkcji mogły zachęcić do wizyty w kinie całkiem sporą rzeszę miłośników nie tylko filmów science-fiction, ale i kina katastroficznego… gdyby premiera odbyła się zgodnie ze światowymi trendami. Tymczasem decyzje zapadły takie, a nie inne. Premierę przesunięto.
3 miesiące w dobie Internetu to cała wieczność. Nie może zatem dziwić, że spora część potencjalnych polskich widzów zapoznała się po światowej premierze z nieprzychylnymi opiniami krytyków o filmie i darowała sobie spóźniony seans lub zwyczajnie obejrzała produkcję w domu, korzystając z sieciowych możliwości.
W normalnym okolicznościach oczerniałbym dystrybutora za zagmatwaną politykę marketingową, strzelanie sobie w stopę i usilne wypychanie polskiego widza do światowego zaścianku. Po seansie “Piątej Fali” doszedłem jednak do wniosku, że dystrybutor działał nie tylko w dobrej wierze, ale i z godnym podziwu poświęceniem. Kosztem ewentualnego sukcesu finansowego chciano nam najwyraźniej oszczędzić zarówno męki na sali kinowej, jak i pieniędzy wydanych na bilet… Pozostaje tylko podziękować za to sugestywne ostrzeżenie (jeżeli oczywiście było świadome 😉 ).
Film “Piąta fala” zapowiadała się na kino robione z rozmachem z dość ciekawym pomysłem fabularnym. Słysząc o inwazji kosmitów, zapewne wielu z Was automatycznie pomyśli o epickich bombardowaniach z kosmosu, krążownikach na orbicie i uzbrojonych po zęby obcych. Na to jednak trzeba będzie poczekać do premiery filmu “Dzień Niepodległości: Odrodzenie” ;). W “Piętej fali” kosmici postanawiają bowiem w bardziej wyrafinowany sposób wyludnić Ziemię i przygotować ją na ostatni etap inwazji. Wzniecają zatem największe ziemskie plagi. Prawda, że brzmi ciekawie?
źródło: https://alienhive.pl/film-piata-fala/
Jeżeli spodziewacie się jednak imponujących efektów specjalnych, związanych eksterminacją ludzkiego gatunku, bardzo mocno się zawiedziecie. Twórcy postanowili wcisnąć nam przed oczy (tak WCISNĄĆ to odpowiednie słowo) dwie krótkie scenki destrukcji, dosłownie związane z tytułem filmu. Obrazy kataklizmu wrzucono do filmu w sposób nachalny, z pominięciem budowania dramaturgii, przy jednoczesnym wyłamaniu się z narzuconego wcześniej sposobu prowadzenia narracji. Twórcy sugerują nam na początku filmu, że będziemy oglądać w nim przedstawioną rzeczywistość oczami głównej bohaterki. Nagła wrzutka efektów specjalnych zmiata to przeświadczenie równie skutecznie jak tsunami Tower Bridge.
Nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że owe krótkie scenki zniszczenia umieszczono w filmie jedynie po to, aby spece od promocji mieli czym uatrakcyjnić trailer. Czy w jakikolwiek sposób uatrakcyjniły one sam film, pozostaje kwestią co najmniej dyskusyjną.
Wspomniane już zmiany w sposobie prowadzenia narracji, które w pierwszych 30 minutach trwania filmu powodują lekką skazę w jego odbiorze, w dalszej części filmu przybierają już postać poważnej i irytującej wady. Główny pomysł twórców na styl prowadzenia fabuły rozmywa się między losami głównej bohaterki (Cassie), a odrębnymi “przygodami” obiektu jej westchnień o pseudonimie “Zombie” (przy okazji sposób wyjaśnienia tego pseudonimu wywołał u mnie uśmiech zażenowania). W efekcie prezentowaną rzeczywistość odbieramy najpierw z poziomu głównej bohaterki, by za chwilę skoczyć w tryb “trzeciej osoby”, a następnie niemal wcielić się w skórę młodego “Zombie”. Zabrakło twórcom konsekwencji, która pomogłaby uporządkować film.
Oglądając “Piątą falę” nie mogłem wyzbyć się wrażenia, że wątek miłosny wprowadzono w tym filmie na siłę i jakby z definicji. Twórcy nie potrafili zarazić widza emocjami i przekonać go, że rodzące się uczucie między bohaterami jest nie tylko prawdziwe, ale i istotne dla fabularnego szkieletu całego filmu. W trywialny sposób przedstawiono doznania, które z założenia miały mieć ogromną moc sprawczą, a nie być tylko – cytuję – “sztuczką”. Być może owa potęga miłości jest rozpisana w scenariuszu, ale w filmie jej absolutnie nie czuć. Czy może być inaczej jeżeli chemię między bohaterami możemy dostrzec tylko z użyciem mikroskopu?
Z powyższych powodów zwroty akcji oparte o melodramatyczne wątki wypadają mało wiarygodnie czy też wręcz niedorzecznie. Kwestie związane z uczuciami, wypowiadane między młodymi kochankami, rażą uproszczeniami, sztucznością i niejednokrotnie powodując efekt “facepalm” lub mimowolnego odwracania wzroku od ekranu.
źródło: https://alienhive.pl/film-piata-fala/
Kolejnym mankamentem filmu jest jego spójność fabularna, a raczej jej brak. Film “Piąta Fala” wyróżnia nadmierna ilość absurdów i niedorzeczności wątków fabularnych. Twórcy skrótowo przeskakują na kolejne etapy historii, pomijając jej istotne elementy, które aż proszę się o rozwinięcie i wyjaśnienie. Bez odpowiedniego wprowadzenia wiele wątków traci zatem wiarygodność. Sztandarowym przykładem są dziecięce oddziały wojskowe, których werbunek i szkolenie przedstawione są we wręcz absurdalny sposób oraz zastanawiająca wiedza Cassie na temat szczegółów czwartej fali, którą nie wiadomo kiedy i jak zdobyła.
Oglądając film „Piąta fala” odnosi się również wrażenie, iż postaci dysponują mocami przewidywania przyszłości. Zwłaszcza w ostatnim akcie filmu, pogubieni w chaosie bohaterowie, nagle odnajdują siebie nawzajem w najmniej oczekiwanych miejscach i nawet nie udają zaskoczenia… Tak, taki był plan… Tylko, kto to zaplanował i skąd bohaterowie o tym wiedzą?
Twórcy sami sobie strzelają w kolano. Poprzez nieumiejętne, skrótowe przedstawianie kolejnych elementów fabularnych, pozbawili się najmocniejszej (z założenia) strony filmu – a mianowicie suspensu. Wiele wątków fabularnych jest tak niewiarygodnie przedstawiona, że widz natychmiast wyczuwa, gdzie próbowano zastawić na niego ‘pułapkę’. Rozpisane jako “nieoczekiwane” zwroty akcji, których w tym filmie jest co najmniej kilka, w rzeczywistości stają się bardzo proste do przewidzenia. W efekcie przez wiele długich minut filmu musimy czekać na oczywiste rozwiązania.
Kończąc wytykanie wad filmu, muszę wspomnieć o słabej grze aktorskiej w wykonaniu zwłaszcza Alexa Roe’a (Evan) oraz Nicka Robinsona (Ben “Zombie”). Ich pozbawione ekspresji twarze, przewijają się bezwiednie przez scenografię. Młodym aktorom na pewno nie pomógł scenariusz, który stworzył wyjątkowo jałowe postacie.
Na tle wspomnianych aktorów wręcz wybija się “zaledwie” przyzwoita rola młodziutkiej Chloë Grace Moretz (Cassie). Trzeba oddać aktorce, że włożyła wiele serca w produkcję i dała z siebie tyle ile mogła. Tylko dzięki jej wysiłkowi możemy się w jakikolwiek sposób przejąć losami Cassie, co nie grozi nam przy pozostałych postaciach. Co gorsza nawet gwiazda tego filmu, Liev Schreiber (Vosch), nie potrafił rozjaśnić produkcji. Aktor wypadł wyjątkowo przeciętnie i wtopił się w szarzyznę “Piątej fali”.
Czy film posiada dobre strony? Tak. Należy zaliczyć do nich pierwsze 30-40 minut produkcji, czyli samo wprowadzenie do świata na pograniczu inwazji i przedstawienie losów rodziny głównej bohaterki, jak i jej samej. Kilka scen wypada całkiem dobrze pod kątem dramaturgii, jak chociażby sytuacja w sklepie, czy działania wojska w obozie ocalałych.
Znośnie wypada oprawa i ścieżka dźwiękowa. Utwory Henry’ego Jackmana dobrze komponują się z wydarzeniami na ekranie, ale jednak nie są na tyle oryginalne, aby zostały nam w pamięci po seansie.
Jeżeli o pozytywach mowa – w zasadzie to chyba wszystko, jeżeli pominiemy parę katastroficznych scenek…
Zastanawiając się nad ostateczną oceną filmu musiałem wziąć po uwagę grupę docelową, do jakiej jest on skierowany. Przyznałem zatem 1 punkt więcej, ponieważ bardzo młody widz i/lub zwolennik produkcji typu “Więzień labiryntu”, “Igrzyska Śmierci”, “Niezgodna” itp., powinien umiarkowanie dobrze odebrać seans. Nie sądzę jednak, aby był wyjątkowo zachwycony. “Piąta fala” odstaje bowiem jakościowo od wspomnianych produkcji i to w każdym elemencie filmowego rzemiosła.
Bardziej doświadczony widz może mieć poważny problem, aby dotrwać do końca filmu…
OCENA: 3/10
Informacje:
- Premiera światowa: 14 styczeń 2016
- Polska premiera: 15 kwiecień 2016
- Tytuł zagraniczny filmu: „The 5th Wave”
- Obsada:
- Chloë Grace Moretz – Cassie Sullivan
- Nick Robinson – Ben Parish „Zombie”
- Alex Roe – Evan Walker
- Ron Livingston – Oliver Sullivan
- Maggie Siff – Lisa Sullivan
- Maria Bello – Reznik
- Maika Monroe – Ringer
- Liev Schreiber – Vosch
Recenzja przydatna?
Tekst źródłowy: https://alienhive.pl/film-piata-fala/



